Hotel

Hmm, zapewne zmierzasz do tego, że mężczyźni częściej podróżują służbowo, a
skoro tak to znaczy że jako pracownicy są bardziej dyspozycyjni a więc powinni
więcej zarabiać.
Zgadłam?
Mogłabym oczywiście, wzorując się na niektórych forumowych kolegach, mnożyć
zastrzeżenia, upierać się przy tym, że mężczyźni np częściej podróżują do
kochanek niż kochanki do nich, stąd te różnice itd itp... tylko po co?
Załóżmy bowiem, że faktycznie mężczyźni częściej niż kobiety są wysyłani w
delegację - bo też i zapewne tak jest, więc po co mam protestować;)
Pytanie jest następujące: czy oznacza to automatycznie że kobiety nie chcą
jeździć w delegacje, czy dopuszczasz może do siebie taką możliwość, że w
niektórych - powtarzam, NIEKTÓRYCH przypadkach - kobieta chce rozwijać się
zawodowo, chce jeżdzić na szkolenia i delegacje (nieźle zresztą zazwyczaj
płatne), jednak przełożeni nie dają jej takiej możliwości?
Nie sugeruję, że taka jest reguła, ciekawi mnie jedynie czy dopuszczasz taką
możliwość.

Pozdr. B.

 

konieczność służbowego wyjazdu

konieczność służbowego wyjazdu
dziewczyny szykuje mi się wkrótce (za 1,5 miesiąca) wyjazd służbowy-
szkolenie 3 dniowe. No i mam problem z moim 14 msc cycoholikiem.
Normalnie nie wyobrażam sobie jak mogłabym go zostawić bez cycy na
tak długi okres (!!) czasu. Wiem że teoretycznie bez mojej zgody nie
mogą mnie wysyłać w delegację,ale zgodzić się MUSZE.
No i nawet nie będę miała gdzie pokarmu ociągać (chyba że w WC) bo
pokój z jakąs kolezanką dzielić będę.
Prosze was o rady jak do takiego wyjazdu przygotować siebie, dziecko
i piersi ;D
Dodam jeszcze że mały zasypia przy cycu..
Załamka mnie dopada...
pomóżcie dziewczyny...

W luksusach pławią się nauczyciele

Też zaniżyłabym te dane, więc mnie nikt nie spyta. Mianowana, z 10-letnim
stażem, na rękę 1200, nie mam żadnych dodatków do pensji. Mam sporo zajęć
pozalekcyjnych, ale u nas są "gratis" (w ramach 40h tygodnia pracy).Nie dorabiam
na korkach, bo mąż często wyjeżdża na delegacje. Mąż też pracuje w budżetówce,
zarabia mniej ode mnie. Ledwie wiążemy koniec z końcem.Mamy małą kawalerkę,
tylko jedno dziecko. Nie stać nas na więcej. Nie mamy samochodu, dojeżdzam MPK.
Posiadam komputer z drukarką, ale informatyk MUSI go mieć. Zresztą tak jak
pisano powyżej - służy do celów służbowych. Od lat nie byliśmy na wakacjach,
cieszę się jak mogę dziecku zapewnić wypoczynek.
Oto luksusy nauczyciela z dyplomem uniwerku i polibudy, po kursach, szkoleniach
itp...

Delegacja w weekend, czy należy się wolne?

Delegacja w weekend, czy należy się wolne?
Witam, mam pytanie.
Pracodawca wysyła mnie z podopiecznymi (pracuje w ośrodku dla osób
niepełnosprawnych) na wyjazd 3 dniowy. Wyjezdzamy w piątek popoludniu, powrót
w niedziele pod wieczór. Ja nie pracuję w weekendy, więc zastanawiam się, czy
należy mi się wolne za te dni (ew. nagodziny).
Wiem, że jeśli wysyłał mnie na szkolenia, wolne nie przysługiwało, tutaj
sytuacja jest inna, jadę tam pełnić moje zwykłe obowiązki służbowe. Ponadto
chciałbym wiedzieć, jak wygląda sprawa zwrotu kosztów podróży. Mamy jechać
moim autem, mam auto na gaz. Jak to rozliczyć?

 

Szkolenie - zwrot dojazdu i wyżywienia

podróż służbowa to wyjazd z polecenia pracodawcy poza miejsce
wykonywania pracy w celu wykonywania zadań służbowych.
kadry.nf.pl/Artykul/6746/Kiedy-podroz-sluzbowa/delegacja-orzecznictwo-SN-podroz-sluzbowa/
samo polecenie wyjazdu, jakie otrzymać powinieneś od pracodawcy
świadczy o tym, że jest to podróż służbowa.
szkolenie które ma być ci niezbędne do wykonywania twojej pracy jak
najbardziej moim zdaniem się tu pisze.
jedyny problem jaki mogę przewidywać to kwestia zwrotu kosztów
podróży do miejsca szkolenia w przypadku gdy chciałbyś tam
dojechać dzień wcześniej (nie będąc jeszcze pracownikiem) i
przenocować. poza tym formalna data wystawienia delegacji nie
powinna być wcześniejsza niż data zawarcia umowy o pracę.

Oferty pracy

Konsultant SAP - praca bez wyjazdów (Wrocław)
W związku z intensywną rozbudową międzynarodowego serwisu rozwiązań SAP
poszukujemy ok. 40 pracowników na stanowisko:
Konsultant w dziale wsparcia
aplikacji SAP
nr ref.: Konsultant/support

Jeżeli:
+ masz min. 2-3-letnie doświadczenie w pracy z systemem SAP jako konsultant lub
użytkownik (SD, MM, CS, FI, CO, PP, QS)
+ Twoja wiedza jest na poziomie eksperckim, aby móc rozwiązywać problemy
użytkowników systemów SAP
+ masz dosyć delegacji i podróży służbowych
+ znasz biegle język niemiecki lub angielski
+ oczekujesz atrakcyjnych warunków finansowych oraz dostępu do wiedzy i szkoleń
na poziomie międzynarodowym

Wybierz pracę w IMG! Zatrudniona osoba będzie
odpowiedzialna za:
+ rozwiązywanie problemów klientów polskich lub zagranicznych
związanych z obsługą i eksploatacją systemów SAP w wybranym
obszarze (SD, MM, CS, FI, CO, PP, QS)

Oferty zawierające życiorys zawodowy, list motywacyjny z nr ref.,
zdjęcie prosimy kierować na adres: e-mail: recruiting.pl@img.com

Prosimy o dopisanie następującej klauzuli „wyrażam zgodę na przetwarzanie moich
danych osobowych dla potrzeb niezbędnych dla realizacji procesu rekrutacji
(zgodnie z ustawą z dn.
29.08.97 roku o Ochronie Danych Osobowych Dz. Ust Nr 133 poz. 883)”.

IMG Polska Sp. z o.o.
ul. Legnicka 51-53, 54-203 Wrocław
www.img.pl

zarobki office managera w Warszawie

to zależy od firmy, u mine jest 30 osobowa, prowadzę dokumentację personalną
prawoników, itp. z tym związane, kasę, wystawiam faktury, orgnizuję podróże
służbowe, rozliczam delegacje, organizuję szkolenia, robię zakupy na potrzeby
biura, przygotowuję umowy, kontaktuję się z firmami które świadczą dla nas
usługi, administratorem budynku, poza tym prace asystenckie dla głównego
generała ;), nadzór nad recepcją i osobą sprzątającą

Związki z ludźmi z pracy... Kiedy warto, kiedy nie

a ja powiem, ze zawsze warto sprobowac
rozne sa prace, rozne zaleznosci pomiedzy pracownikami a juz najbardziej rozne
sa okolicznosci w ktorych wzrasta zainteresowanie druga osoba
bo czy to nie dziwne, ze najczesciej wlasnie zauwaza sie w tej drugiej osobie
cos ciekawego poza praca wlasnie? na neutralnym gruncie? na szkoleniach,
wyjazdach sluzbowych, delegacjach itp itd?
nie uwazam, zeby wspolna praca miala jakies ogromne znaczenie
malo tego - z racjonalnego punktu widzenia powinno to byc plusem

Zgrzyt na koniec wizyty marszałka Senatu w Kana...

Delegacja Biura Politycznego sprawdzona w Calgary
Guciu, to nie byl JEDEN czerwony, ale polowa bylego Biura Politycznego z
Pastusiakiem na czele!
Jako profesor Wyzszej Szkoly Nauk Politycznych przy KC PZPR zabral ze soba
studentow- senatorow w podroz sluzbowo-naukowa azeby im pokazac na zywo "jak
wredni sa ci kapitalisci z Kanady i Stanow", o czym zreszta pisal w swych
ksiazkach.
No i mial racje ten zasluzony profesor Pastusiak.
A oto lista senatorow-czlonkow "delegacji" i ich przynaleznosc partyjna
Longin Pastusiak - SLD
Janusz Bielawski - SLD
Krystyna Sienkiewicz -SLD
Krzysztof Szydlowski -SLD
Jozef Szwarc -PSL
No i jeszcze okolo trzydziestki "biznesmenow".
To przeciez RCMP tez czyta gazety z Polski i na samo slowo "biznesmen z Polski,
czy Rosji", zapala sie nie jedna, ale co najmniej dwie czerwone lampki.
Tym bardziej, ze to biznesmeni wsrod "swoich- czerwonych" przyjechali.

szukamy recepcjonistki

szukamy recepcjonistki
Systemics Poland Sp. z o.o. - firma działająca na rynku IT,
specjalizująca się we wdrożeniach, serwisie i szkoleniach poszukuje
osoby na stanowisko Recepcjonistki.

Zadania:

- obsługa sekretariatu,
- prowadzenie i nadzorowanie obiegu korespondencji zewnętrznej
i wewnętrznej,
- obsługa telefonów przychodzących i wychodzących,
- prowadzenie kalendarza spotkań,
- obsługa biura i urządzeń biurowych,
- zaopatrzenie biura w artykuły biurowe i spożywcze,
- przyjmowanie gości,
- obsługa wyjazdów służbowych i delegacji,
- wykonywanie innych prac administracyjnych w zależności od potrzeb.

Wymagania:

- dobra znajomość języka angielskiego w mowie i piśmie,
- biegła znajomość MS Office,
- prawo jazdy kat. B.

Pożądane cechy:

- odpowiedzialność,
- komunikatywność,
- umiejętność pracy samodzielnej oraz w zespole,
- zdolność szybkiego uczenia się,
- mile widziane doświadczenie w zawodzie.

Prosimy o przesłanie CV na adres: rekrutacja@systemics.pl

Systemics Poland Sp. z o.o.
Al. Krakowska 271
02-133 Warszawa

Tel.: +48223478000

rekrutacja@systemics.pl
www.systemics.pl

Łodz----gdzie łatwe studia??????????????

Gość portalu: www napisał(a):

> Osobistą sekretarką jesteś, tak? ;-)

Osobistą może i tak, ale na pewno nie sekretarką. Nawet od długonogiej,
robiącej co najwyżej dobre wrażenie sekretarki, wymaga się jednak minimum
umiejętności pisania, a z tym u koleżanki jak widać tragedia.
Może WSHE to jednak za wysoki poziom. Proponuję Akademię Polonijną w
Częstochowie (drogo- ale mało wymagają), Wyższą Szkołe Ekologii w Sosnowcu
(skandal za skandalem- ale szybko i bezboleśnie).
Co prawda miało być w Łodzi- ale jak tak dobrze zarabiasz to co za różnica.
Pewnie delegację Ci zapłacą, samochód służbowy przywiezie i odzwiezie więc
problem można powiedzieć żaden.
Chciałaś konkretnej odpowiedzi to ją masz.

szkolenie i praca jako monitor badań klinicznych

Co nazywasz jakimikolwiek praktycznymi informacjami na temat pracy CRA? CRA może
pracować w firmie farmaceutycznej, firmie prowadzącej badania kliniczne na
zlecenie (CRO) albo jako wolny strzelec (freelancer). W biurze (częściej) lub z
domu (home-based). Są firmy, gdzie jest oddzielny zespół ludzi do "start-up",
czyli wykonywanych z biura czynności związanych z rozpoczynaniem badania, i
wtedy CRA tylko jeździ do ośrodków na monitorowanie, wraca, pisze raporty itd.
Są też firmy, w których CRA uczestniczy w start-upie, no to jak ma projekt w
start-upie, to siedzi w biurze. Znakomita większość firm obsługuje tylko Polskę
i nie ma podziału na regiony, więc jeździ się po Polsce. Samochodem, koleją,
samolotem, czasem fragmenty taksówką. Szanujące się firmy dają CRA samochód
służbowy, także do użytku prywatnego (z benzyną różnie bywa) i oczywiście
komórkę i laptopa. Różnie jest rozwiązana kwestia rozliczania kosztów jedzenia w
delegacji - zwykle przyzwoicie. Nocuje się w hotelach, oczywiście. Trzeba znać
angielski, bo po angielsku: prowadzi się korespondencję emailową (no chyba że w
obrębie warszawskiego biura, ale szefa projektu zwykle ma się za granicą), pisze
się raporty, czyta się dokumenty badania oraz procedury firmy, odbywają się
szkolenia i telekonferencje. Znajomość innych języków obcych nie jest potrzebna.
Oczywiście trzeba umieć posługiwać się komputerem, Word, Excel, z rzadka Power
Point, innych aplikacji już Cię w firmie nauczą.

Dylemat: życie osobiste a praca. Proszę o rady.

Dylemat: życie osobiste a praca. Proszę o rady.
W ciągu paru dni muszę rozwiązać osobisto-zawodowy dylemat. Od 6 lat pracuję
w zachodniej firmie doradczej, jak to w tego typu firmach w skrócie: brak
życia osobistego, praca po godzinach, masa zaległego urlopu, delegacje, ale
też dobre warunki materialne. Ostatnio awansowałam, a z tym wiąże się choćby
samochód służbowy czy komórka. Niestety też dowiedziałam się, że lada dzień
jadę na co najmniej rok za granicę do miasta, które do przyjemnych nie
należy. Rozpoczęłam też 2-letnie podyplomowe studia zaoczne i skończyłam
dopiero I rok. To spowoduje, że jeśli będę przylatywać do kraju, to na
studia, a nie do męża… W ogóle rozłąka mnie przeraża.
Jednocześnie dostałam ofertę w pracy w jednym z polskich banków: dobre
stanowisko, ale nieporównywalnie gorsze warunki.
I tu zaczyna się problem: mam duży kredyt i szkołę, za którą płacę sama.
Wyjazd „na wschód”, nowe lepsze warunki pomogłyby szybciej spłacić kredyt
itp. Poza tym w obecnej firmie zapracowałam już na nazwisko, a w nowej czeka
mnie okres próbny, znów nerwy i stres. Ale co z moim małżeństwem? Co byście
zrobiły na moim miejscu? Mam w zasadzie tylko weekend do namysłu i się miotam…

Jak uprzykrzyć zycie kochance meża...

słuchaj no, po pierwsze pomyśl - czy często bywa gdzieś bez ciebie, spotkania
służbowe, delegacje, kolacje, szkolenia itp., gdzie trzyma komórkę (na
wierzchu, w miejscu ogólniedostępnym), czy często dzwoni/pisze smsy wieczorem i
w weekendy tłumacząc że to ktoś ściślej nieookreślony z pracy itp. itd.? chyba
takie syndromy widziałaś u niego już wcześniej, zanim to wyszło na jaw?

Delegacja a czas pracy

No coś ty...jak pracownik ma mejsce pracy Warszawa to wyjazd poza obręb
miejscowości to jest delegacja, nie wiem gdzie jest ABC, jeżeli poza granicami
miasta to ok.

Tylko, że delegację i szkolenie reguluje ine rozporządzenie i inne art kodeksu
pracy.Mi tłumaczono, że podnoszenie kwalifikacji zawodowych poza miejscem pracy
(miejscowością) to nie jest delegacja...za szkolenie jest zwrot kosztów
wyżywienia, a za delegację dieta i nie można przedstawiać rachunków za posiłki
do rozliczenia...ale jakoś nie mogę znaleźć na to 100 % pewności.

Logicznie biorąc, jeżlei pracownik podczas szkolenie ma zapewniony tylko obiad,
to traktująć to jako szkolenie powinnam mu zwrócić wartość rachunku za ten
obiad, a jżeli okaże się że ma to być delegacja, to powinien dostać tylko dietę
a nie zwrot za obiad...no i problem mam bo z przepisów jasno nie wynika czy
szkolenie jest świadczeniem pracy lub wykonywaniem zadania służbowego w
rozumieniu przepisów o delegacjach.

Jakie zarobki

Specjalista ds Badań Klinicznych,
lekarz, 9.200 brutto, 3 lata doświadczenia
Warszawa, biuro w domu-wyposażenie firmowe i zwrot
kosztów telefonu i internetu
samochód służbowy Toyota Avensis 2.0,
opieka w Medicare, dofinansowanie sportu,
dieta firmowa 60zł za dobe delegacji
(w delegacjach spedzam ok 10 dni w miesiącu),
szkolenia za granicą

Ile zarabiacie?

12,5 tys brutto + roczna premia (1pensja)+służbowy samochód klasy średniej bez żadnych limitów w użtkowaniu+ tel. kom z bardzo dużym limitem+ubezpieczenie na życie+opieka medyczna+dofinansowanie studiów (50% czesnego)+ bardzo dużo szkolen,diet za delegacje w ogóle nie licze (ale bywa, że miesięcxznie jest to dodatkowe 500-1000zł)

Monitor badań klinicznych

Władze miasta i uczelni będą się tłumaczyć

Niech 350 tysięcy zwrócą pracownicy, którzy jeździli niepotrzebnie na delegacje
służbowe, niech 400 tysięcy zwrócą ci, co byli zwolnieni z czesnego (krewni i
znajomi Stachowskiego, Chrobaka i innych właścicieli szkoły). A za to niech
szkoła wypłaca stypendia socjalne studentom bo są marne.

Żałosna delegacja

i jak tu można sie nie załamać jak w tej samej gazecie czytam o bezsensownym
wydaniu pieniędzy na pomnik za ponad 400 tys zł, nastepnie o "służbowej
delegacji" w związku z pogrzebem papieża za nasze pieniądze, a następnie że
ponad 5,5 tys dzieci w szkołach nie ma szans na stypendium socjalne !!!
wstyd mi być Szczecinianką jak sie ma takich radnych - bezradnych !!!

Leoni AG zamyka swój zakład w Ostrzeszowie

Leoni AG zamyka swój zakład w Ostrzeszowie
Pracowałem w tym zakładzie i powiem wam jedno. To nie Niemcy zamykają ten
oddział tylko polska dyrekcja doprowadziła do tego. Brak szacunku do
pracownika, brak inwestycji w człowieka, zwalnianie doświadczonych pracowników
i zatrudnianie w ich miejsce żółtodziobów, robienie kierowników ze znajomych i
rodziny - to doprowadziło do upadku tego zakładu. Czy wiecie że jeszcze
niedawno w tej firmie było sześciu dyrektorów ? Każdy spora pensyjka, samochód
służbowy, wyjazdy, szkolenia, delegacje..
I każdy dyrektor pod drugim dołek kopał..
Jak nie zamknąć takiej firmy ?
Kto pracował ten wie !

Życie w związkach.

nieobecność ojca tak samo ciężko się przeżywa jak rodzice są "niby"
razem. Bo nie miał czasu przyjść na trening dziecka, bo podczas
egzaminu był w delegacji, bo zamiast spędzić wspólnie weekend miał
szkolenie służbowe itp. itd. Moja przyjaciółka jest w takiej
sytuacji i co z tego, że trwają w tym wg. mnie chorym związku?

Praca Golden Life

Praca Golden Life
Prezenter, Prelegent, Asystent, Kierowca - asystent
Stawiając na najwyższe standardy sprzedaży i obsługi naszych klientów poszukujemy osób do współpracy ambitnych i zorientowanych na rozwój.
Obecnie poszukujemy kandydatów na stanowisko:
PRELEGENT /KA - lokalizacja: Cała Polska
ASYSTENT / KA - lokalizacja: Gniezno i okolice (wielkopolska)
ASYSTENT KIEROWCA - lokalizacja: Gniezno i okolice (wielkopolska)

Wymagania:
wykształcenie min. średnie,
gotowość do wyjazdów służbowych ( delegacje ),
umiejętność prowadzenia negocjacji,
odpowiedzialność sprzedawców stawiających klienta na pierwszym miejscu,
mile widziane doświadczenie w sprzedaży bezpośredniej pościeli wełnianej
wiek min. 24 lata.

Firma oferuje:
profesjonalny system szkoleń,
wynagrodzenie w systemie podstawa + prowizja (średnie miesięczne wynagrodzenie brutto za 2008 r. 4500 PLN ),
możliwość rozwoju zawodowego i awansu,
samochód służbowy
wypłatę na czas
pełną wyzwań prace w dynamicznie zarządzanej i rozwijającej się firmie
pracę w miłej i przyjaznej atmosferze

Osoby zainteresowane prosimy o przesłanie swojego CV wraz ZE ZDJĘCIEM oraz listem motywacyjnym zawierającym nazwę stanowiska, na które składane jest podanie i klauzulę o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych na adres: biuro@goldenlife.com.pl lub drogą pocztową na adres:
Golden Life
ul. Al. Reymonta 10
62-200 Gniezno

Firma Golden Life zastrzega sobie prawo do odpowiedzi tylko na wybrane oferty.

żony instruktorów a stereotypy

Oczywiście, że tak zachowuje się facet zdradzający żonę, bez względu na zawód.
Tylko tak się składa, że w ciągu swoich 10 lat zawodowej pracy żaden handlowiec,
księgowy, czy prawnik nigdy nie zamykał mi na klucz drzwi od biura, nie próbował
całować i nie składał jednoznacznych propozycji.
Przeżyłam mnóstwo służbowych imprez, szkoleń, delegacji, na których różne rzeczy
się działy, ale wszystko zawsze trzymało pewien poziom. A tu kurs, pierwszy
instruktor jakiego poznałam i bach...

Publiczne może znaczyć wydajne

Publiczne może znaczyć wydajne
mój dobry znajomy jest właśnie naukowcem ze wschodnich landów. dużo publikował
w dobrych czasopismach z wysokim IF:
1. właśnie zaczął pracę w prywatnej firmie - na skutek wymuszonej mobilności
nie było dla niego miejsca na Uniwersytecie - nauka straciła świetnego badacza,
2. na zagranicznych konferencjach śmiał się ze mnie od czasu do czasu kiedy
musiałem się liczyć z każdym euro ze służbowej delegacji

drodzy reformatorzy! zejdźcie czasem na ziemie i polską rzeczywistość. o
jakiej mobilności mówimy kiedy pensja asystenta nie wystarcza na wynajęcie
mieszkania w większym mieście.
nim wprowadzimy światowe wymagania, wprowadźmy chodź 30% światowe zarobki. no
chyba, że chcemy zniechęcić wszystkich do pracy w polskich szkołach wyższych.

Polarnik radzi, jak przetrwać mrozy

Do biura w kalesonach i polarze?
Odzież na mróz ma się nijak do ciuchów w których chodzimy do pracy. Moim zdaniem powinno się przy ekstremalnych temperaturach ograniczyć wyjścia z domu (home working), do oraz z pracy, np. w delegację, do klientów, na szkolenia, konferencje itd. Przez tych kilka dni powinny przestać obowiązywać kanony ubierania się "służbowo". Eleganckie ciuchy i buty są zaprojektowane do chodzenia w klimatyzowanych wnętrzach lub na lato. W grubej bieliźnie i w ocieplanych butach łatwo się w biurze spocić (śmierdzieć) a po wyjściu na dwór przeziębić.

List wściekłych podróżnych w sprawie jazdy poci...

Podróż tylko samochodem
Pociągi i komunikacja zbiorowa jest dobra do:
1) codziennych dojazdów do pracy
2) codziennych dojazdów do szkół i uczelni
3) wyjazdów młodzieży i studentów na ferie i wakacje
4) ewentualnych wyjazdów na delegacje służbowe
5) może jeszcze do podróży singli.

W pozostałych przypadkach tylko samochód. A już szczególnie dla rodzin z
dziećmi. Wrzucam sobie co potrzebuję do bagażnika, nie martwiąc się specjalnie o
pakowanie - wózki, sanki, narty, zabawki dla dzieci, wsiadam pod domem, wysiadam
na miejscu przeznaczenia. Wolę jechać nawet wolno w korku, ale siedzieć we
własnym smrodku, słuchać sobie muzyki, zatrzymać się kiedy tylko mam ochotę. Nie
martwię się o dojazd na dworzec, o kolejki do kas biletowych, o miejsce w
pociągu... I tyle w tym temacie.

kto decyduje o dofinansowaniu studiów dla nauczyc

Wiesz OP i dyrektor szkoły uznają że n-le języków obcych z definicji umieją też
tłumaczyć. Stąd niepotrzebne im studia, za to można im wydać polecenie służbowe
'obsługi' delegacji przyjeżdzającej do starostwa, tudzież wniosków do UE
przygotowywanych przez starostwo.
Dałam taką odpowiedź, ponieważ pamiętam dokładnie (choć było to 8 lat temu i od
tego czasu mogło się coś zmienić), że dyrektor wykazywał potrzeby dofinansowania
studiów n-li do starostwa uzasadniając to potrzebami szkoły. A potem musiał się
z wydania pieniędzy tłumaczyć. RIO nawet się przyczepiło do dyrektora, który
dofinansował swojej nauczycielce studia związane z przygotowywaniem wniosków do
UE, mimo że nie było to ujęte w planie rozwoju szkoły, a także nie wiązało się z
profilem tejże. Jak się ta afera skończyła - nie wiem - bo sama zaczęłam w
szkole pracować.

Drogie szkolenia pracowników ARiMR

Jeśli ktoś jedzie w delegacje tzn. że jest w dyspozycji pracodawcy i to nie jest
czas prywatny tylko służbowy, za ten czas zapłaciła agencja. Ciemnogród
zapanował już dawno skoro takie rzeczy mają miejsce. Myślę, ze autorowi artykułu
chodziło o to żeby wam to uzmysłowić i akurat to szkolenie tu nic nie pomoże bo
pomimo że podróże kształcą to niestety tej wiedzy nie da sie zdobyć podziwiając
Drezno.

Dziwny sposób poprawy estetyki przystanków

Estatyka jak "słoma z butów " świadczy... ,niest.
Plastikowe ,tandetne witryny sklepów ,drzwi i okna kamienic przy
gównym , wygranitowanym deptaku miasta !
Czy ktoś poczuwa się tutaj ,w Kielcach do odpowiedzialności , za
ten kłujący w oczy fakt?
Schodki ,schodeczki wyterakotowane jak wejścia do łażni miejskich
także nie wzbudzają refleksji ludzi odpowiedzialnych za wygląd
deptaka?
Potężne ,graniaste ,siermiężne donice zagracające dodatkowo
wąską ,ciasną ulicę Sienkiewicza także nie budzą sprzeciwu ?
CZy ktoś w mieście poczuwa się do odpowiedzialności za taki
stan "estetyki " serca miasta?
czy są w Kielcach takie osoby? tacy ludzie?
Przystanki autobusowe - ich wygląd ,jest echem duszy miasta ,a jaka
ona jest? ,z czego wyrosła i ku czemu zmierza?
Jest dzisiaj tyle możliwosci
obserwacji ,nauki,podpatrywaia !!! ,ale..
jak to mówią "za morze wyjedziesz,duszy nie odmienisz "
I na co te szkolenia urzędników miejskich na koszt miasta ,wyjazdy
zagraniczne ,delegacje ,samochody służbowe ?
A PSU NA BUDĘ MOŚCI KIELCZANIE !!!

czy pozwalacie facetowi na wyjazdy samemu ?

oj ewa, ty zawsze takie same teksty rzucasz...

ja pozwalam (chociaż to kiepskie słowo) na wychodzenie samemu i na samodzielne wyjazdy. samodzielnie spędzaliśmy świeta każdy u swojej rodziny 2 lata temu. sama chodzę na dyskoteki, on do kumli. nie ma problemu z delegacjami czy szkoleniami (bo to też samodzielny wyjazd - to co że służbowy). ufamy sobie. powiem szczerze - jakby chciał mnie zdradzić to zrobi to czy wychodzi sam czy nie. znajomych mamy wspólnych. nie wszystkich lubimy identycznie ale znamy ich i oni nas. z reszta - jaetseśmy domatorami wiec rzadko zdarzaja się takie przypadki. pewnie by ktreś z nas się dąsało jeśli drugie codziennie gdzieś by samo wychodziło - bo samemu to smutno siedzieć ciągle w domu.

czy pozwalacie facetowi na wyjazdy samemu ?

moniowiec napisała:

> oj ewa, ty zawsze takie same teksty rzucasz...

Lubię rzucać. Nic nie poradzę.

> ja pozwalam (chociaż to kiepskie słowo) na wychodzenie samemu i na
samodzielne
> wyjazdy. samodzielnie spędzaliśmy świeta każdy u swojej rodziny 2
lata temu. sa
> ma chodzę na dyskoteki, on do kumli. nie ma problemu z delegacjami
czy szkoleni
> ami (bo to też samodzielny wyjazd - to co że służbowy). ufamy
sobie. powiem szc
> zerze - jakby chciał mnie zdradzić to zrobi to czy wychodzi sam
czy nie. znajom
> ych mamy wspólnych. nie wszystkich lubimy identycznie ale znamy
ich i oni nas.
> z reszta - jaetseśmy domatorami wiec rzadko zdarzaja się takie
przypadki. pewni
> e by ktreś z nas się dąsało jeśli drugie codziennie gdzieś by samo
wychodziło -
> bo samemu to smutno siedzieć ciągle w domu.

To może mozna samemu gdzieś wyjść? Albo samemu w sposób interesujący
zorganizować sobie czas? Takie uzależnienia się od drugiej osoby to
chyba kiepski pomysł na życie, co?

Przedst. handl - wyjazd służbowy i karmie piersią

Szanowna Pani,

jeśli jest Pani objęta zadaniowym czasem pracy, to zasadniczo
wszelkie przepisy dotyczące przerw Pani nie obowiązują. System
zadaniowy tym bowiem się charakteryzuje, że to Pani decyduje w
jakich godzinach wykonuje powierzone zadania, pracodawca zaś ma z
Panią się porozumiewać i uzgadniać, dopilnowywać, by średnio
tygodniowo w okresie rozliczeniowym nie przekraczała Pani normy 40
godzin pracy tygodniowo.

Oznacza to, że może Pani "sama" robić sobie przerwy w pracy i to nie
tylko na karmienie dzieci, ale również na wizyty w przedszkolu na
przedstawieniu z okazji dnia mamy, wuzyty u dentysty, posiłki, czy
załatwianie wszelkich innych spraw, pracować jednego dnia dłużej,
drugiego krócej etc. Jedynym wyznacznikiem jest wykonanie
zaleconych zadań.

Jeśli Pani zdaniem nie są możliwe do wykonania w średnio 40
godzinnym tygodniu należy to zgłosić Pracodawcy.

Jeśli chodzi o szkolenia, to o ile wyjazd służbowy nosi "znamiona"
delegacji (wyjazd poza miejsce pracy określone w umowie o pracę) to
bez Pani zgody Pracodawca nie może Pani delegować aż do 4 urodzin
dziecka. Jeśli spotkanie jest w miejscu pracy - jest w ramach
wyznaczonych zadań - jest Pani obowiązkiem uczestniczenie w takim
spotkaniu.

Oczywiście można porozumieć się w kwestii karmienia etc. w trakcie
takiego szkolenia.

1071 wpisów o ukraińskim dyrektorze!!

Oczywiście, że aktualny. Jego historia to historia uczciwego człowieka, którego
chce zniszczyć sitwa olsztyńskich urzędników, którymi zarządza poseł Sycz.
Małgorzata Bogdanowicz i Wiktor Leyk, odwiedzają szkołę dziwnie często, mają tam
"wiele brudów" do ukrycia. Szkoła jest wprawdzie publiczna, ale tak naprawdę to
placówka prywatna syczów. Leyk na apelu kończącym rok szkolny, (mimo, że sami
usunęli już w październiku 2007 roku świetnego fachowca od oświaty)_, zaczął do
uczniów oczerniać tego człowieka. Po to wziął pewnie delegację służbową z
Olsztyna do Górowa, by młodzieży wmawiać, że były dyrektor do niczego się nie
nadawał. Zachowanie tego urzędniczego pasożyta w każdym wymiarze było
skandaliczne(przede wszystkim wychowawczym, moralnym, prawnym i.t.p.)

Delegacja krajowa - limit na hotel

Limit na hotele krajowe jest wyraźnie zapisany w regulaminie firmy.
Wynosi 380 zł (brutto), więc bez zbędnych fajerwerków.
To jednak teoria, bo gdy zgłaszam delegację to specjalistka, która
zajmuje się rezerwacją hoteli znajduje zwykle coś za max 200 zł.
Dieta 23 zł jeśli firma nie zapewnia wyżywienia.
To mnie trochę boli, bo nie ma szans na obiad w tej cenie, nie
mówiąc już o kolacji (śniadanie jest zawsze w cenie hotelu).
Reasumując... jestem w celach służbowych poza domem często od 5 rano
do 22:00 następnego dnia i nic z tego nie mam.
Jeśli nie jest to szkolenie z pełnym wyżywieniem, to jeszcze
dokładam do interesu.
Przecież to bardziej absorbujące niż nadgodziny, a kasy z bycia poza
domem nie ma :-(

state street corporation kraków zaczelo się :)

Ta kwestia przedstawia sie bardzo przyjemnie, jak to na delegacji
sluzbowej - przez caly czas szkolenia dostajecie oczywiscie swoje
wynagrodzenia (np. 3300 brutto) plus dodatkowo 49,5 euro/dziennie
jako diete sluzbowa (45 + 10% na transport). Hotele i przeloty
rowniez oplacone sa w calosci przez firme. Pozostaje sie jedynie
wyzywic (chociaz to w sumie chyba zalezy od miejsca w ktore
pojedziesz, ale w Luksemburgu wyzywienia w hotelu nie bylo).
Dodatkowo pokrywaja Wam koszty taksowki na trasie lotnisko-hotel w
dzien wylotu i powrotu.
Pozdrawiam

Świadek na sprawie a nieobecność

zwolnienie lekarskie nie jest konieczne, choć "pewniejsze" jako
argument. Równie dobrze można napisać pismo, w którym podaje się
inny powód nieobecności, np. że w tym terminie ma się opłacone już
szkolenie, czy zaplanowaną delegację służbową. Naturalnie pismo
trzeba wysłać PRZED sprawą, być może sąd zmieni termin, albo
wyznaczy kolejny.

strajk w szkołach i przedszkolach

Konferencje, wyjazdy służbowe, długie delegacje, podwyższanie kwalifikacji,
szkolenia, kursy, do których przygotowywać się trzeba w domu - to normalka dla
wielu zawodów, bez względu na zarobki. Za to w mało którym zawodzie jest roczny
urlop na podratowanie zdrowia. W każdym zawodzie są plusy i minusy i chyba
dorosły człowiek jest tego świadomy.

Wypisywanie winietek

Jak fajnie, ile nas tu różnych osób tyle samo różnych odczuć.
Jak byłam na weselach gdzie na winetkach było moje imię i nazwisko to czułam
się tak sztywno, jak na jakiejś delegacji służbowej / szkoleniu. A jak byłam na
weselach tam gdzie na winetce było moje imię albo ksywka, to od razu, tak na
starcie czułam się ciepło i przyjaźnie przyjęta.
Dlatego u mnie będą wujek Adam oraz np Suzi

Superfirma, czyli jak się pracuje u najlepszych

kilka uwag
Gość portalu: herm napisał(a):

> Dlatego ze osobnik z rodzina jest zazwyczaj bardziej
> odpowiedzialny, rozwazniejszy i nie zwinie sie z
> firmy bo mu sie tak podoba.
>
> Wbrew pozorom single wcale nie sa lepszymi pracownikami,
> wiem cos o tym.

Dyskusja o tym, czy w pracy lepszy jest singiel czy żonaty/mężatka przypomina dyskusję o tym, czy spośród kobiet ładniejsza jest blondynka czy brunetka.

Według mnie stan cywilny/dzietność nie ma bezpośredniego przełożenia na motywację do pracy, odpowiedzialność, wiedzę czy umiejętności pracownika, ALE kilka rzeczy jednak można łatwo zauważyć:

Na pewno single są bardziej dyspozycyjni czasowo i bardziej pewni, że nie pójdą na zwolnienie w jakimś ważnym momencie tylko dlatego, że im dziecko zachoruje.

Single chętniej jeżdżą na szkolenia, podróże służbowe, delegacje - a przecież dzisiaj wielu pracodawców tego wymaga.

Ludzie z zobowiązaniami rodzinnymi na pewno mają większe oczekiwania finansowe niż bezdzietni. To nie ulega wątpliwości, bo 1/3 swojej pensji wydają na dziecko, więc żeby im starczyło pieniądzy na dodatkowe przyjemności/oszczędności, to muszą zarabiać odpowiednio więcej. Często mówi się o tym, że żeby kobiecie z dzieckiem opłacało się pójść do pracy, to musi zarabiać co najmniej o 1/2 więcej niż wynosi pensja opiekunki w danej miejscowości. Bo nie opłaca się zarabiać tyle, by całą pensję oddać opiekunce.

Delegacje Radnych Szczecina - wycieczki bez celu?

Delegacje Radnych Szczecina - wycieczki bez celu?
za radiem szczecin

Częste delegacje radnych
Ponad 40 razy od początku kadencji wyjeżdżali służbowo szczecińscy radni.
Celem podróży najczęściej była Warszawa, ale radni podróżowali też za granicę: do Berlina, Rostocku, Liverpoolu i Iraku.
Po co radni tyle jeżdżą? Najczęściej odwiedzają targi, ogólnopolskie konferencje lub uczestniczą w odbywających się poza Szczecinem uroczystościach. Zdarzyła się też wycieczka do Sejmu, a radni z komisji do spraw budżetu i finansów dwukrotnie swoje posiedzenie zorganizowali nad morzem. Tylko dwóch radnych służbowo pojechało na szkolenie.
Ile to wszystko kosztuje? Najdroższy, jak do tej pory był wyjazd Jedrzeja Wijasa do Liverpoolu. 3-dniowy pobyt w mieście Beatlesów na przełomie lutego i marca kosztował ponad 2 tysiące złotych. Radny uczestniczył tam w Konferencji Stowarzyszenia Europejskich Miast i Regionów na rzecz Kultury Les Rencontres.
O tysiąc złotych tańsze były wyjazdy Pawła Gzyla na tegoroczne Dni Województwa Zachodniopomorskiego we Wrocławiu i Władysława Dzikowskiego na targi BALTEXPO 2007 w Gdańsku.
Łącznie służbowe wyjazdy radnych kosztowały prawie 14 tysięcy złotych.
2008-08-20, 10:09: Aneta Łuczkowska

Przeczytałam smsy w komórce męża...

Znam to z własnego doświadczenia . Cokolwiek zrobisz zawsze będzie
ci się wydawać , że lepiej było wybrać drugą opcję . Ja powiedziałam
od razu gdy przeczytałam smsa i żałuję bo mogłam poczekać ,troszkę
go posprawdzać a tak teraz pewnie bardziej się pilnuje żeby nic
niepowołanego nie dostało się w moje ręce. Tzn wydaje mi sie , że
nic złego się nie dzieje ale jakiś drobny niepokój pozostał pomimo
upływu 3 miesięcy od tego incydentu.
A jeśli chodzi o wyjazdy służbowe, delegacje , szkolenia ,
spotkania integracyjne czy obojętnie jak to nazwią nie
spodziewałabym się po nich niczego dobrego. Sama uczestniczyłam w
kilku tyle , że akurat jeździliśmy na nie razem z mężem.
To co tam się dzieje to szok , niektóre osoby znałam długo i gdy
zobaczyłam jak bardzo się zmieniają po przekroczeniu progu hotelu ...
Oczywiście są wyjątki zachowujące się nienagannie ale to są tylko
wyjątki.
Życzę powodzenia i żeby Twój mąż należał do tych wyjątków !

Remont ul. Bema

Człowieku, a kiedy Ty się urodziłeś? O czym piszesz, o pieniądzach podatnika?
Jak Polsza długa i szeroka zawsze rządziłą biurokracja i przygłupawi urzędnicy,
którzy nie mają pojęcia co to są pieniądze, podatki. Urzędnicy to rodzaj mafii,
która pobiera haracz z obywatela, niezależnie od zasobności portfela tegoż
obywatela. Podatnik, który jest okradany ubożeje, by mafia urzędnicza mogła
godnie żyć. I stąd premie, 13-stki, niekiedy mundurówki, parapetówki, swego
rodzaju "szkolenia", delegacje, służbowe auta, itd, itd,. Możnaby wymieniać w
nieskonczoność. Spójrz, w jaki sposób od ponad 15 lat zwiększa się liczba
urzędników, żyjących z podatków zwykłego Polaka. Tam są rodziny, pokolenia,
ciotki, pociotki ustawieni na wiele lat. A Ty podatniku płać a oni balują. Tego
nie zmienisz, Lenin i Marks pokładają się ze śmiechu.

Asocjacje dziewiarskie:

Co wy, ....., wiecie o rozliczaniu delegacji. Na poczatku mojej pracy Tu udalem
sie w podroz sluzbowa celem szkolenia czynnego i biernego. Jak wrocilem to sie
dowiedzialem ze bilety mam nakleic na kartke pomaranczowa, rabunek za hotel na
turkusowa, a za jedzonka (bez wyskokowych) na rozowa. I nie mogle sporzadzic tej
cieszacej oczy reimbursy bo bo turkusowe kartki wyszly, a Sasiedztwo mnie
opimkalo za Wszystkich, ze od trzech miesiecy przychodzimy sepic turkusowe od
nich. Oczywiscie Nawal Pracy ma swoje zelazne zasoby w Centralnej Kancelarii.
Wiec poszedlem do Staplesa i kupilem turkusowego, rzucilem Smoczycy na biurko i
dowiedzialem sie ze za papier moge reimbursowac, ale potrzebny bedzie papier
truskawkowy (do przyczepiania rachunku za turkusowy), ktory tez wyszedl (bo nikt
dawno za swoje etc.), wiec jakbym podskoczyl do Staplesa jeszcze raz....
No, a teraz ide cos jesc, o!

wyjazd z szefem

enia17 napisała:

> a wszystkim ktorzy sugeruja dwuznacznosc tego wyjazdu radze
szklanke
> zimnej wody i moze spacer? bo niezdrowe emocje az wyzieraja z ich
> zabawnych postow.:))

Enia, powiedz mi dlaczego napisałaś że jedziesz z szefem, a nie że
jedziesz w delegację? To że jedziesz z szefem nie ma dla Twoich
pytań żadnego związku. Po co to więc umieszczałaś?
Takie pytanie od razu sugeruje idiotom dwuznaczność (sama
jestem "całe życie" sekretarką, więc oswoiłam się z takimi głupimi
komentarzami, zbywam je żartem).

I drugie moje pytanie: dlaczego z pytaniami o dietę/wysokość
kieszonkowego/opłaty za posiłki itd. nie zwróciłaś się do np.
księgowej czy kadrowej w swojej pracy. Wszak w każdej firmie
finansowanie takich spraw (poza respektowaniem ogólnych przepisów w
tej sprawie) wygląda trochę inaczej a przecież internauci nie znają
regulaminu w Twojej firmie.

I trzecie, ostatnie pytanie: jaki jest cel tej podróży służbowej?
Targi? Szkolenie? Kontrakt?

mam małe dziecko czy moge nie jechac na szkolenie?

mam małe dziecko czy moge nie jechac na szkolenie?
szef chce zorganizowac szkolenie w firmie (3 dniowe) od piatku do niedzieli
połączone z impreza firmową. Czy jako matka rocznego dziecka moge nie zgodzic
sie na udział w tym wyjeżdzie, czy możliwosc odmowy dotyczy tylko delegacji
służbowych? Orientujecie sie? nie mam ochoty jechac. Mały strasznie przezywa
juz sam fakt ze wrocilam do pracy i jeszcze w weekend musiałabym go zostawic.
Serce mi sie kraje jak o tym mysle.

Samorządowcy: żądamy podwyżek!

Bonusy Samorządowców
Do pensji należy dodać:
- służbowe auto z kierowcą, np. Volvo za 170 tys. PLN
- pewne pienieadze przez 4 lata, manager moze wylecieć z dnia na dzień
- zagraniczne delegacje w ramach "wymiany doświadczeń"
- fundusz reprezentacyjny "dla gości"
- nagminne wykorzystywanie telefonów słuzbowych do prywatnych ploteczek
- długie urlopy macierzyńskie
- możliwość bezkarnego wykorzystywania zwolnień lekarskich
- wyskakiwanie na zakupy w trakcie pracy
- darmowe szkolenia
- 13 pensję
- kończenie pracy o godz. 16.00
- itd.

A jesli komuś to mało to niech pracuje w prywatnej firmie i wraca do domu o
20.00. Oj przewraca się w główkach !!!!
jeśli jest tak źle to dlaczego wszyscy tak pchają się do tej polityki ???
A może nie jest tak źle ????????????

Dlaczego prezydent Szczurek nie narzeka i jeździ kilkuletnią Laguną? Moze po
prostu pracuje. Jako jedyny budował drogi ze środków unijnych w czasie kiedy
inni nawet o nich nie słyszeli (a teraz całe Trojmiasto rozkopane). Reszta
3miasta dowiedziła się o unijnych dotacjach 3 lata temu.

Samorządowcy: żądamy podwyżek!

Gość portalu: Ania napisał(a):

> Do pensji należy dodać:
> - służbowe auto z kierowcą, np. Volvo za 170 tys. PLN
> - pewne pienieadze przez 4 lata, manager moze wylecieć z dnia na dzień
> - zagraniczne delegacje w ramach "wymiany doświadczeń"
> - fundusz reprezentacyjny "dla gości"
> - nagminne wykorzystywanie telefonów słuzbowych do prywatnych ploteczek
> - długie urlopy macierzyńskie
> - możliwość bezkarnego wykorzystywania zwolnień lekarskich
> - wyskakiwanie na zakupy w trakcie pracy
> - darmowe szkolenia
> - 13 pensję
> - kończenie pracy o godz. 16.00
> - itd.
>
> A jesli komuś to mało to niech pracuje w prywatnej firmie i wraca do domu o
> 20.00. Oj przewraca się w główkach !!!!
> jeśli jest tak źle to dlaczego wszyscy tak pchają się do tej polityki ???
> A może nie jest tak źle ????????????
....

Tak piszesz, ze mozna pomyslec, iz prezydent Szczurek nie narzeka, bo bardziej jeszcze dopracował ten Twój plan dorobienia do pensji.
Urlopu macierzyńskiego Mu nie policze, i samochodu bo nie wiem jakim jeździ, ale reszta może pasowac???
Moze, ale ja tylko pytam.

Integracja

Kazde malzenstwo jest inne. U nas od samego poczatku tak sie ukladalo ze na
zmiane ktores z nas wyjezdzalo na pare dni samo. Na poczatku z koniecznosci a
potem odkrylismy ze oboje tego potrzebujemy. Nie, nie czuje ze nasza milosc sie
wypalila. Rozumiem potrzebe meza zlapania oddechu w samotnosci (albo z
najblizszymi kolegami) tak samo jak On rozumie moja potrzebe umowienia sie na
kawe w damskim towarzystwie raz na jakis czas.
Tych wyjazdow nie jest duzo -jeden, dwa rocznie - meza narty, moje kajaki (nie
liczac oczywiscie sluzbowych delegacji, szkolen, obowiazkowych imprez
integracyjnych w pracy itp. bo to przeciez zupelnia inna bajka ).
Wiem, ze oboje staramy sie nacieszyc tymi wyjazdami (np. w taki sposob ze oboje
robimy wtedy rzeczy ktorych unikamy na codzien ze wzgledu na siebie -kazdy
chyba ma takie zachowania ktore draznia wspolmazonka i ktorych ze wzgledu na
niego unika zeby nie sprawiac Mu przykrosci).Kazde z nas przywozi zwykle z
takiego wyjazdu jakies przemyslenia i refleksje do podzielenia sie bo z oddali
czasem lepiej widac rozne sprawy.
Chyba najlepszym wyjsciem jest spokojna rozmowa o tym czego Ty i Twoj maz
potrzebujecie, co czujecie. Bez pretensji a z proba zrozumienia sie nawzajem :))
Skrzynka

dlaczego the_man

Gość portalu: Livia napisał(a):

> (nie mylic z Liwią ;)
> A moim zdaniem, facet ma niezły ubaw. No bo powiedzcie, który manager (sam się
> tak okresla) ma czas na pisanie do netu w takiej ilości? No chyba , że jest
> managerem sklepu ze srubkami (bez urazy dla osób mających własnie takie
> sklepy); poza tym jego teksty sa wewnetrznie niespójne, chcoć widac, że autor
> starał się uczynic je jak najbardziej "realistyczne" i logiczne. Poza tym
> poglądy są tak skrajne, że aż nieprawdopodobne, obmyslone na wywołania jak
> najszerszego odzewu/oburzenia, a tym samym zainteresowania.
> Jesli jednak sie mylę co do tego iż jest to historia wydumana, mamy do
> czynienia z osobnikiem głęboko zaburzonym.
> W obu jednak przypadkach nie jest to mamager. Manager nie ma czasu na głupoty w
>
> takiej ilości!
> pozdrawiam, szczegolnie Liwię
> Livia

Słonko menażerowie mają czasem nudne szkolenia, delegacje, zebrania i
konferencje, mają też słuzbowe latopy, więc ich net jest mobilny, a ubaw z was
miłe adoratorki mam niezły, jesteście takie ograniczone w swoich feministycznych
stereotypach, chociaz nad takim betonem należałoby raczej pakać, niż się śmiać!

Nasz Lista Płac

Specjalista ds. technicznych - firma techniczno-handlowa

Zakres obowiązków: Szkolenia mechaników, reklamacje klientów, pomoc techniczna
na telefon, obsługa informatyczna firmy

Wykształcenie: mgr inż. transportu, studia podyplomowe informatyczne

Jeęzyki: angielski średni, niemiecki słabo

Firma zatrudnia : 10 osób (9/10 ma wyższe wykształcenie)
Czas pracy: 8h+ czasmi nadgodziny (ok 5 na tydzień) + 1-2 wyjazdy służbowe na
miesiąc

Szkolenia - brak

Bonusy: telefon (nie płacę rachunków, niemniej nigdy nie przekroczyłem
400zł/miesiąc), laptop, aparat cyfrowy, bony na święta, raz na 2 lata bon na
ubranie wizytowe

Minus: Korzystanie z prywatnego samochodu w przypadku wyjazdów (niemniej są
rozliczane jako delegacja, ale nabijam kilometry)

Doświadczenie - praca zaraz po studiach bez doświadczenia, w sumie 4 lata
Płaca: 1700-2200 zł netto w zależności od obrotów firmy w danym miesiacu

O autach z kratką - wasze opinie.

greenblack napisał:

> Gość portalu: Pello napisał(a):
>
> W związku z tym
> > każdy płaci VAT, również właściciel - VATowiec.
>
> Zdecydujcie się. Jedni "kratkowicze-biznesmeni-producenci" mówią, że to
> ostateczny odbiorca płaci VAT a inni, że płacą go wszyscy. Schizofrenia czy
> dopasowywanie faktów do okoliczności?
Obydwaj mają rację. Ostateczny odbiorca płaci cały VAT. Podatnik VAT płaci VAT
tylko od swojej marży. Na zasadzie: kupił coś za 122 zł - ma do odliczenia VATu
22 zł. Do kupionego produktu (za 100 zł netto, bez VAT) doliczył 10%
marży,czyli sprzedaje za 110 zł, plus VAT = 134,20 zł. Z czego ma oddać do
urzędu skarbowego VAT: 24,20 minus ODLICZENIE: 22 zł, RAZEM: 2,2 ZŁ. I to jest
podatek VAT płacony przez "kratkowiczów-biznesmenów-producentów", czyli
pośrednich uczestników tzw. obrotu gospodarczego.

> > Ustawodawca pozwolił na odliczanie VAT za zakup samochodu cięż., części i
> > paliwo, ale nie pozwolił (jak myli się greenblack) na wliczanie w koszty
> > ryczałtu za km.
>
> Takiego czegoś na pewno nie powiedziałem.

Przepraszam Cię. Rzeczywiście napisał to johndoe. Ale napisałeś coś takiego, że
jego tekst mi się zlał z Twoim:

"Czym się różni sklepikarz jadący do pracy pustą kratką i odliczający VAT z
benzyny i częsci zamiennych od pracownika birowego jadącego nie kratką i nie
mającego takich ulg? Czym się rożni ten sklepikarz wiozący dziecko do szkoły
ode mnie?"
Różni się tym, że pracownik biurowy ma wypłacany ryczałt za wykorzystywanie
prywatnego samochodu pracownika do zadań służbowych. Jaki: trzeba zajrzeć do
parametrów finansowych. A jak jedzie daleko ma wypłacaną dodatkowo delegację.
Sklepikarz ma z tego powodu jedynie koszty. Nikt mu nie dorzuci marży za dojazd
samochodem. No chyba że sam to zrobi, ale wtedy kupujący może sobie wybrać
tańszego - bliższego dostawcę. Ale na wyjście z tej sytuacji patent znaleźli
sobie jak na razie tylko "drogowi" rolnicy.
Pozdrawiam.

Praca w małych firmach - uwaga!!!

Ja na tle Twojej opowieści to i tak nie mogę narzekać, ale: pracowałam w małej,
choć nie rodzinnej firemce (początkowo byłyśmy z szefową we dwie, kiedy
odchodziłam po roku, było nas czworo). Płaca w stosunku do średniej krajowej
niezła, ale w naszej branży - śmiech. Dużo delegacji, wyjazdy bladym świtem,
powroty wieczorem, zwykle bez noclegu, oczywiście o płaceniu za nadgodziny mowy
nie ma, żałosna państwowa dieta (9 zł, gdy <12 godzin), jazda zwykle pociągiem,
no chyba że wolałam swoim 10-letnim maluchem. Złośliwy księgowy, który tylko
patrzył, jakby nam coś z naszych niewielkich pieniędzy (za diety, zwroty kosztów
lub tp.) urwać. Wyprawy prywatnym samochodem po godzinach pracy na pocztę z
korespondencją służbową czy po materiały biurowe. Roboty do zarąbania, nie do
przerobienia, chociaż pracy (w dni niewyjazdowe), trzeba przyznać, nie więcej
niż 9 h (chyba że przed urlopem, to kilkanaście), bez żadnej przerwy na obiad.
Na rozmowie kwalifikacyjnej miałam obiecane konkretne pieniądze po okresie
próbnym, nigdy ich nie zobaczyłam. W pracy amatorszczyzna, szefowa pojęcia o tym
fachu nie ma, oczywiście czegoś się nauczyłam, ale bardziej od naszych klientów
niż w samej firmie. Szkoleń bardzo mało. Chciała mi na głowę jeszcze więcej
obowiązków nałożyć, chociaż nie było siły wyrobić się z tymi, co miałam. O
podwyżce nie chciała słyszeć. I wtedy trafiła mi się praca w korporacji. Szefowa
i jej szefowa oczywiście ciężko zdumione i obrażone, że odchodzę. W nowej firmie
pieniędzy na początek dwa razy tyle, roboty mniej, nadgodziny zwracane, dobre
służbowe auto, bardzo dobre warunki bytowe w delegacji, miła atmosfera, luz,
codziennie można w ramach swoich 8 godzin zjeść obiad, czy to w firmie, czy
wyjść do jednej z kafeterii. Jedyny minus? No cóż, znacznie dalej od domu
(dłuższy dojazd), poza tym nie widzę żadnych. Pracuję tam już ponad 3 lata. Aha,
oczywiście pocztą, kawą, papierem do ksero, samym ksero itd. zajmuje się kto
inny, korzystamy z usług firm zewnętrznych, żadnej partyzantki.

Hotel

Gość portalu: barbinator napisał(a):

> Hmm, zapewne zmierzasz do tego, że mężczyźni częściej podróżują służbowo, a
> skoro tak to znaczy że jako pracownicy są bardziej dyspozycyjni a więc
powinni
> więcej zarabiać.
> Zgadłam?
Nie, raczej nie. Nigdy nie pisałem, że płacenie komuś mniej za tą samą pracę z
uwagi na jego płeć, wzrost, kolor oczu czy skóry uważam za słuszne i
sprawiedliwe. Osobiście uważam takie postępowanie - o ile nie wchodzą w grę
żadne dodatkowe czynniki - za nieetyczne i głupie. Miewam tylko wątpliwości,
czy wymuszanie etyki i mądrości kodeksem jest słuszne i skuteczne. Ale to nie
na temat. Zamieściłem sprostowanie, bo odniesłem wrażenie, że pomyliłaś mnie z
kimś innym.
Poza tym - dyspozycyjność jest stanowczo przeceniana.

> Mogłabym oczywiście, wzorując się na niektórych forumowych kolegach, mnożyć
> zastrzeżenia, upierać się przy tym, że mężczyźni np częściej podróżują do
> kochanek niż kochanki do nich, stąd te różnice itd itp... tylko po co?
> Załóżmy bowiem, że faktycznie mężczyźni częściej niż kobiety są wysyłani w
> delegację - bo też i zapewne tak jest, więc po co mam protestować;)
> Pytanie jest następujące: czy oznacza to automatycznie że kobiety nie chcą
> jeździć w delegacje, czy dopuszczasz może do siebie taką możliwość, że w
> niektórych - powtarzam, NIEKTÓRYCH przypadkach - kobieta chce rozwijać się
> zawodowo, chce jeżdzić na szkolenia i delegacje (nieźle zresztą zazwyczaj
> płatne), jednak przełożeni nie dają jej takiej możliwości?
Mylisz się nieco. Otóż przypuszczam, że większość 'jeżdżących w delegację' nie
uczestniczy w szkoleniach i nie 'rozwija się zawodowo'. O nie! Większość tych
nieszczęśników to 'galernicy biznesu', jeżdżacy tam, gdzie muszą - w banalnym
celu sprzedania lub kupienia czegoś, co w ostatecznym rachunku ma małe
znaczenie. Jak mrówki.
To taki średni szczebel korporacyjny, na którym większość kończy swój 'zawodowy
rozwój'. No i tu mężczyzn jest zdecydowanie więcej niż kobiet, nawet w
zestawieniu z tym, ile widzi się ich w pracy. Ot, taka obserwacja.
Zastanawiam się, czy wynika to z tego, że ciężej im powiedzieć 'nie', czy też
łudzą się możliwością awansu (też w sumie niewiele wartego). Ot, zastanowiło
mnie to.

Szkolenie - zwrot dojazdu i wyżywienia

Dzięki.

Czy wyjazd na szkolenie, a delegacja/podróż służbowa to to samo iy cz takie same
zasady obowiązują przy skierowaniu na szkolenie (przygotowująca do podjęcia pracy)?

skazali go na 14 dni zakazu po roku procesowania

skazali go na 14 dni zakazu po roku procesowania
Jak na tej podstawie można jeszcze wierzyć w sprawiedliwość przed sądami ?
Do rocznego zakazu prowadzenia pojazdów sąd zaliczył Jerzemu F. czas
zatrzymania prawa jazdy (od 11 lipca 2001 do 28 czerwca 2002), co
spowodowało, że tej kary zostało mu jeszcze tylko 14 dni. Wyrok nie jest
prawomocny, obrońca Jerzego F. już zapowiada apelację.
Po kilku godzinach od porannego wyroku w Sądzie Rejonowym w Białymstoku
odbyła się kolejna rozprawa byłego dyrektora, oskarżonego tym razem o
działanie na szkodę PRKCh. Według prokuratury, Jerzy F. będąc dyrektorem
kasy, wydawał służbowe pieniądze na własne cele, wykorzystywał służbowy
samochód do prywatnych potrzeb, rozliczał podwójnie swoje delegacje. Także w
tej sprawie Jerzy F. nie przyznaje się do zarzutów.
W czwartek sąd przesłuchiwał powołanego biegłego sądowego z zakresu
księgowości, który potwierdził w swojej opinii część nieprawidłowości. Jednak
zdaniem obrony, biegły, wydając opinię, nie brał pod uwagę szeregu aktów
prawnych, m.in. statutu PRKCh i rozporządzeń ministrów edukacji i pracy o
kosztach dojazdu na szkolenia. Adwokat oskarżonego wniosła o dowód z opinii
innego biegłego, sąd polecił jednak dotychczasowemu biegłemu uzupełnić wydaną
już opinię. Proces został przerwany do 19 marca.

Proces w sprawie jazdy pod wpływem alkoholu byłego dyrektora PRKCh odbywał
się po raz drugi. Za pierwszym razem Jerzy F. został uniewinniony od zarzutu,
jednak sąd drugiej instancji zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia. Uznał
bowiem, że sąd grodzki dokonał wybiórczej i uproszczonej oceny dowodów, np.
całkowicie pominął dowód z protokołu użycia alkomatu, w którym oskarżony nie
kwestionował wyniku badania i nie żądał pobrania krwi.

"Oszczedny" ryzy dupek buduje nowy lad.

"Oszczedny" ryzy dupek buduje nowy lad.
"Z pewnością nie wywoła sensacji informacja, że Ministerstwo Pracy i
Polityki Społecznej wydało w 2008 roku ponad 4,4 mln zł na
zagraniczne wyjazdy.
Sensacji nie wywoła, bo Polacy przyzwyczaili się już do tego, że
wszelkie urzędy wydają publiczne pieniądze na prawo i lewo, na
luksusy dla pracowników, ani patrząc czy jest to sensowne i
uzasadnione czy też nie. Co gorsza wszystko to odbywa się za cichym,
przyzwoleniem społecznym. Mało kto bulwersuje się już, gdy media
donoszą o astronomicznych kwotach wydawanych przez ministerstwa,
urzędy centralne i spółki Skarbu Państwa na wojaże po całym świecie
pod pozorem szkoleń, konferencji, sympozjów itp. Oczywiście z wojaży
tych nic nie wynika. Ustawy tworzone przez resort nie mają żadnego
sensu, a przedsiębiorcom tylko przeszkadzają

Dzieje się tak dlatego, że w Polsce biurokracja jest rozdęta do
rozmiarów monstrualnych, a urzędnicy nie ponoszą odpowiedzialności
za to, co sami robią. Będąc więc pracownikiem ministerstwa, można do
woli wydawać ogromne kwoty na służbowe telefony komórkowe, służbowe
samochody, służbowe wyjazdy, delegacje itp. Nawet wtedy jeżeli w
kraju szaleje kryzys, upadają przedsiębiorstwa, a bezrobocie dotyka
kolejnych tysięcy ludzi.

Jedynym sensownym rozwiązaniem tego problemu nie jest
dyscyplinowanie urzędników, wdrażanie programów oszczędnościowych,
walka z korupcją itp. Jedynym sensownym rozwiązaniem tego problemu
jest natychmiastowa likwidacja ministerstwa pracy, jako tworu
kompletnie niepotrzebnego i zwolnienie wszystkich jego urzędników. W
przeciwnym razie będą oni dalej bezkarnie marnotrawić nasze
pieniądze. I to pieniądze niemałe."
Przedruk tlumaczony na angielski pojawil sie w The Independent
budzac usmiech politowania na twarzach komentatorow BBC2
Pozdrawiam

Pszczele cukierki

Dodan: Chyba o czymś najważniejszym zapomniałeś.Skąd na wszystkie potrzeby wziąć
pieniądze?Może zainteresowałbyś się budżetem na rok 2008 i podpowiedział gdzie
poskreślać wydatki.Zaręczam Cię,że po każdym Twym skreśleniu jakiejś
pozycji,ktoś podniesie wrzask.
Bilans zamknięcia 2006 możesz znaleźć na str.26 Białej księgi
wwww.lomiankiko.net. 63 mln łącznych długów przy rocznych wydatkach 2007 ok.63 mln.
A teraz po kolei.Wg.Twych punktów.
pkt.6.Str.12 Białej księgi-nakłady na wod-kan:
2003 - 5,79% wydatków ogółem
2004 - 2,01% " "
2005 - 5,23% " "
2006 - 3,45% " "
Wystarczy?
2007 - 7,68% " "
Że były w planie?Tylko trzeba było jeszcze to wykonać nie skreślając w ciągu
roku na rzecz innych pozycji.
Jak będzie w 2008? Zobaczymy.
pkt.5.Sam widziałem w W-wie na Żoliborzu takiego przeprowadzacza.Do tego nie
potrzeba SM.To może skreślić coś z budżetu i dać SM?
pkt 4.Nowy komendant SM jest emerytowanym oficerem policji i zaczął robić
porządki.Z wykorzystaniem samochodów służbowych i rozliczaniem kosztów ich
eksploatacji też.Nocne jazdy na rzekome dyżury?A jak bywało poprzednio z
rozliczeniami jazd? Np.21.1.2001 wyjazd do Nowego Dworu - 100km???
pkt 3.Inż.Sidorzak jest wieloletnim pracownikiem UMiG.Więc co zrobić?Zatrudnić
kogoś zupełnie nowego do Infrastruktury?
Pani Sidorzak jest już którąś kadencję radną i nie musiał Pszczółkowski
"kupować" Jej głosu,jak było z poprzednimi radnymi. Sternicka, Sikorska - wystarczy?
pkt. 2. Referat zamówień publicznych miał stać bez obsady? Poprzednie panie
jeździły bez przerwy na szkolenia,a jak wyglądały przetargi - to już
pisałem.Przypomnieć?
Pszczółkowska pracowała jeszcze za Belki.Więc co? Burmistrz miał Ją zwolnić?
Uważasz,że to nepotyzm?
pkt. 1. Meble - zostaną na przyszłość,a z klimatyzacji korzysta nie tylko
burmistrz ale i pracownicy.
Natomiast wydatki na delegacje spadły o ok. 40 tys. zł.

A cała koncepcja - to najpierw spłacić długi,robić oszczędności i szukać dochodów.
Jaki protest się podniósł na forum gdy zaproponowałem zewidencjonowanie i
bezpośrednie dotarcie do ludzi nie zameldowanych,
a których część dochodów z PIT nie wpływa do kasy gminy.Może Ty masz jakiś
pomysł na ten temat?

delegacje meza- czy to cos zlego???

delegacje meza- czy to cos zlego???
Maz zmienil prace - niestety juz po naszym slubie.
Ciagle delegacje, szkolenia, imprezy integracyjne itp w nieskonczonosc??
czy to mozna wytrzymac?
czy to normalny model - zona siedzi w domu a maz sie bawi - rzecz jasna
sluzbowo!!

nowy numer "Romka komórkowca"

O,o,o!!! Witam serdecznie niezwykle zorientowanego w spr. dotyczących
wiceprezydenta R. Ludwiczuka i przy okazji "znawcę sztuki dziennikarskiej"...
No i rzecz jasna B. ODWAŻNEGO forumowicza, który stawiając zarzuty nie ma
odwagi ujawnić imienia i nazwiska. KLASA, nie ma co... Zastanawia mnie, co
szanowny Pan/i wie konkretnie na temat moich kompetencji i rzecz jasna na temat
tego, co i od kogo usłyszałam podczas wykonywania obowiązków służbowych? "Stary
numer"? Mocne słowa..., no i oczywiście znowu brak przykładów, argumentów...
Wypadałoby równiez czytać teksty (nawet tak proste, jak notka biograficzna) ZE
ZROZUMIENIEM, tego uczą już w szkole podstawowej... Poza tym w owej notce nie
ma mowy o "porywczości", jest za to o "uroku osobistym". I kto tu zmyśla? A
może raczej własną miarą mierzy... Mam tylko nadzieję, że nie jest to jakaś
mania prześladowcza na moim punkcie...
Pozdrawiam ciepło, a na temat Włochów i rzekomego "sprostowania" chętnie
porozmawiam w redakcji NWW, nr. tel. 840-12-89.
Ps.Tak na marginesie, ten list z Foggi nie nosi znamion sprostowania, które
powinno zawierać zwroty typu "nieprawdą jest, że...". Zastanawiające jest
również zdanie: "nie mogliśmy oczekiwać gorącego przyjęcia"... Poza tym,
ciekawe czy i ile trudu zadały sobie służby prezydenta, aby skłonić Włochów do
napisania owego listu... Partnerskiemu miastu Foggia zależy w końcu na
obecności delegacji z W-cha na międzynarodowych targach... Podczas konferencji
w restauracji "Pod Lwami" (nota bene,dlaczego zorganizowanej w Szczawnie, a nie
w "partnerskim Wałbrzychu"...) Włosi miny mieli niewesołe, zwłaszcza, kiedy
najpierw nie bardzo było komu zjeść z nimi kolację, później usłyszeli, że wice
Ludwiczuk nie będzie konsumował w lokalu, do którego goście zaprosili włodarzy,
a następnie, kiedy dowiedzieli się, że wiceprezydent poszedł do domu, bo
konferencja się przeciągnęła... Cóż, piastując tak znaczące stanowisko w
strukturach samorządu, osobiste (animozje, niechęci i upodobania) należy
schować w kieszeń... Szkoda, że niektórym ciągle trzeba o tym przypominać...

Firma przyjazna mamie

Jak czytam o firmach przyjaznych mamom to trudno mi w nie uwierzyć. Pracuję od
ponad 4 lat w państwowej firmie. Uczestniczyłam w wielu szkoleniach w Polsce i
zagranicą. Firma w połowie finansowała moje studia podyplomowe, swoje obowiązki
wykonywałam rzetelnie i wydawało mi się, iż przełożeni to widzą i doceniają.
Mój bezpośreni przełożony do czasu mojego poworotu do pracy z urlopu
macierzyńskiego był dla mnie wzorem i autorytem. Wydawało mi się, że bardzo mi
pomaga i wiele mu zawdzięczam. Teraz wiem, że wszystko co osiągnęłam
zawdzięczam tylko sobie. Razem z dwoma kolegami tworzyłam od początku wydział,
w którym teraz pracuje 23 osoby! Pełniłam obowiązki kierownika jednego z dwóch
oddziałów w tym wydziale. Kolega, który zaczynał ze mną zajmuje bardzo wysokie
stanowisko w nszej firmie no ale cóż jest mężczyzną. Zawsze wiedziałam, że
kobieta musi trzy razy więcej pracować od mężczyny aby została doceniona, ale
to co spotkało mnie po powrocie z urlopu macierzyńskiego zaskoczyło mnie
bardzo, tym bardziej, że oświadczając bezpośredniemu przełożonemu, iż jestem w
ciąży usłyszałam, że to cudowna wiadomość i żebym niczym się nie martwiła. Po
powrocie do pracy byłam bardzo źle traktowana, byłam krytykowana z byle powodu,
wymyślano śmieszne argumenty, żeby odebrać mi stanowisko. Po miesiącu
usłyszałam, iż nie spełniam oczekiwań, nie uzupełniłam wiedzy po powrocie do
pracy itp. Byłam w szoku, najbardziej zabolał mnie brak szczerości ze strony
moich przełożonych, no ale cóż przecież nie mogli mi oficjalnie powiedzieć, że
to kara za moją nieobecność w pracy. Okazało się, że w trakcie mojego urlopu
cała firma szeptała, iż zostanie odebrane mi stanowisko, niestety wcześniej to
nie dotarło do mnie, zresztą co to by zmieniło. Pracowałam do 8 miesiąca ciąży,
w trakcie delegacji służbowych dwa razy omdlałam, jedno omdlenie skończyło się
zabraniem mnie przez pogotwie do szpitala, lekarze orzekli przepracownie. Tego
w firmie nikt już nie pamięta. Żałuję, iż wcześniej nie poszłam na zwolnienie
lekarskie, poświęcanie się dla firmy nie ma sensu i tak nikt tego nie doceni!
Teraz szukam innej pracy. Nie wiem czy znajdę taką w której kobiety w ciązy i
posiadające małe dzieci są traktowane godnie, ale w mojej firmie nie chcę już
pracować.
Mam cudowną córeczkę która jest dla mnie wszystkim i którą kocham do szaleństwa
i nawet przez chwilę nie żałowałam, że zdecydowałam się na dziecko. Niestety
raczej na drugie dziecko się nie zdecyduję. Smutne ale rzeczywistość do tego
doprowadziła!

Tapirek5

Uniwersytet różnych grzechów. Wybierz największy

A dzieci innych z wierchuszki władzy UWM? Czy przyjrzał się ktoś gdzie pracują
dzieci eks-prorektorów? Eks-luminarzy z administracji? Profesorowie utykają
swoich krewnych gdzie tylko mogą. Tworzy się faktycznie zamknięta dla pospołu z
zewnątrz tzw. społeczność akademicka. Dwa są grzechy UWM: nepotyzm i lenistwo!
Co ciekawe, drugi wynika z pierwszego, bo skoro już się pracuje i ma ciepły,
choć może trochę mało intratny finansowo etacik, to po co się wysilać?
Czy ktoś odważny w końcu zrobi w UWM porządek z pospolitymi bumelantami,
śmierdzącymi leniami, wiecznymi abnegatami i wszystkimi krewnymi i znajomymi
królika? Czy naprawdę tak trudno sprawdzić, kiedy kto jest w pracy i co robi?
Czy to, ze kogoś nie ma, to oznacza że jest w delegacji, na konferencji czy
realizuje jakieś obowiązki służbowe poza uczelnią, czy po prostu robi jakąś
fuchę na własne konto nie fatygując się nawet, by wziąć w tym celu urlop? 90%
pracowników naukowo-dydaktycznych korzysta z przywileju nienormowanego czasu
pracy. Tyle że w jaki sposób?
Potem przychodzi coroczna ocena pracownika. I wszystko jest w porządku. To, że
ktoś robi 20 lat habilitację. To, że prowadzi zajęcia w prywatnych szkołach w
godzinach pracy. To, że nie aplikuje o granty badawcze. To, że dorobek
publikacyjny często jest równy zero. Ale jest dobrym pracownikiem i
dostaje pozytywną ocenę. Zawsze na państwowej posadzie było i jest
najspokojniej. Krzywda się nie stanie!
Jeśli choć jeden decydent w UWM jest jeszcze rozsądny i zachował resztki
trzeźwego osądu rzeczywistości, to powinien wyciągnąć wnioski z tego co się
stało na UMCS. Bo w najbliższej przyszłości może to samo dotknąć UWM!

Do Bubsona: na katedrze to może sobie stać profesor i prowadzić wykład.
Ten nowotwór językowy rozpowszechnił się w UWM jak jaka zaraza! Używanie tego
zwrotu wskazuje niestety dość jednoznacznie, że mamy do czynienia z osobą, no
powiedzmy wykształconą inaczej. Jakoś w innych uniwersytetach tego zwrotu nie
słychać, a przynajmniej nie tak często jak w UWM. Signum temporis...

Trzeba zmienić sposób myślenia

Trzeba zmienić sposób myślenia
Nie zgadzam sie z tezą że Białystok to miasto zaściankowe. Owszem brakuje nam
nieco do prawdziwej metropoli ale jest to do nadrobienia. To jak nas
postrzegają w kraju w dużej mierze zależy od naszych władz a nie od samych
mieszkańców. Jeśli ludzie widza że władza jest aktywna, promiejska,
prorozwojowa to i sami nabierają ochoty na wiekszą aktywność. Często jeżdżę po
kraju w delegacje, szkolenie itp. i wiem że Białystok postrzegany jest jako
taka "zabita dechami wiocha" W rozmowach z mieszkańcami inncyh regionów widze w
na ich twarzach obraz politowania i współczucie ż emusze mieszkac w
Białymstoku. Takie Kononowicze dopełniają fatalnego obrazu naszego miasta.
Dopiero krótka rozmowa, czasem wizyta w Białymstoku DIAMETRALNIE zmienia ocenę
naszego miasta!!! Napradę nie mamy się czego wstydzić. Wręcz przeciwnie jest
sporo rzeczy które nas wyróżnia na tle kraju; niespotykany układ ulic,
połączenie starej i nowej architektury, piękny Pałac Branickich (gdzie jest
drugi taki w kraju w centrum dużego miasta?). Poza tym my sami jesteśmy
niesamowici; nasza gościnność, uprzejmość i otwartość naprawdę robi wrażenie na
przyjezdnych. Brakuje nam wiekszej promocji czy tez wręcz ekspansji w kraj.
Musimy pokazać się z jak najlepszej strony, pokazać że Białystok to nie tylko
Kononowicz, babuszki w chustach i furmanki jak w filmie "Piłkarski poker"...Ale
to robota dla wałdz miasta. My możemy tylko wspomagać i wmacniac taki proces
swoja działalnością. Brakuje nam np. jakieś porządniej imprezy kulturalnej
ogólnokrajowej. Spójrzcie że jeszcze niedawno Łódź była postrzegana jako szara,
robotnicza "dziura" gdzie nic się nie dzieje. Kilka imprez, klika matriałów w
TV i miasto zupełnie zmieniło wizerunek na arenia krajowej. Ja w kazdym razie
nie czuje ani zażenowania, ani jakiegoś wstydu że jestem z Białegostoku.
Mieszkałem kiedyś w Wawie, często podrózuje służbowo i znam wartośc mojego
miasta, mojego Białegostoku. Bądźmy z niego dumni!

Cała Polska na emeryturze

górnicy biurowi pracujący na powierzchni
Górnicy biurowi pracujący na powierzchni - chodzi Ci pewnie o
pracowników biurowych kopalni, bo ona jak każde przedsiębiorstwo ma
pion administracji, ksiegowości, rachuby, personalny ect, ale żaden
z zatrudnionych tam pracowników nie nabywa praw do emerytury
górniczej, czyli przechodzi w stan spoczynku na ogólnie
obowiązujacych zasadach!
Owszem, zakładając ten sam staż pracy, między Twoją emeryturą a na
przykład pracowniczką kopalnianej administracji może być pewna
różnica finansowa, bo ta ostatnia jako pracownik resortu dostawała
zgodnie z zakładowym układem zbiorowym nagrodę barbórkową i
czternastą pensję (choć nie w tej wysokości co pracownicy dołowi).
Na koniec żeby uchronić Cię przed opowiadaniem bzdur o czymś, o czym
nie masz bladego pojęcia informuję, że czas pracy górnika dołowego
jest wyjątkowo ściśle ewidencjonowany - liczy się nie odbicie
dyskietki na bramie, a w czytniku na szybie - zjazd i wyjazd.
Do górniczego stażu emerytalnego zaliczany jest dzień w ponad
połowie przepracowany na dole - miesiąc analogicznie. ZUS liczy te
okresy skrupulatnie, co do dnia, zaś pozostałe owszem, zalicza do
ogólnego stażu emerytalnego, ale na równie ogólnych przelicznikach i
zasadach.
Egzemplum - w moim przypadku do stażu górniczego zaliczono mi cztery
lata studiów (muszą być kierunkowe i ukończone w terminie) oraz
dwadzieścia jeden lat czystej pracy dołowej, co dało w sumie
wymagane pensum dwudziestu pięciu lat - de facto przepracowałem na
kopalni 23 lata, ale wytrącono mi zwolnienia lekarskie powyżej 35
dni, oraz te z przyczyn służbowych spędzone poza kopalnią
(delegacje, kursy, szkolenia).
Na koniec proszę wszystkich nie zazdroście górnikom dołowym
emerytury, bo ja te swoje trzy tysiaki okupiłem dwoma poważnymi
wypadkami, zszarganymi nerwami, pylicą i zwyrodnieniem kręgosłupa
które daje znać o sobie przy każdym wahnięciu pogody....
Addendum - co zaś do utyskiwania na rzekomo wysokie koszty emerytur
górniczych ponoszone jakoby przez społeczeństwo, to musicie też
wiedzieć, że górnik z racji relatywnie wysokich zarobków odprowadzał
równie wysokie składki na ZUS - w moim skromnym przypadku poniważ
średnia z okresu obliczeniowego wyniosła 268% średniej krajowej,
więc per analogiam tyle razy więcej wniosłem do systemu
ubezpieczeń...

Balcerowicz: Zostawcie mój kapitalizm w spokoju

Stwierdzenie jakoby podstawowym (jeśli nie jedynym) czynnikiem
rozwoju była taniość siły roboczej - jest podstawowym dogmatem
lumpen-liberalizmu, czyli szkoły myślenia, która właśnie oto na
naszych oczach poniosła spektakularną klapę. Niezrażeni tym jej
zwolennicy i apologeci powtarzają to jak mantrę, a że fakty temu
przeczą? To tym gorzej dla faktów.

Podstawowym czynnikiem rozwoju jest taniość rozumianego szeroko
procesu wytwarzania, w którym koszty osobowe są jednym (ale nie
jedynym) czynnikiem składowym. Każdy z nas może przytoczyć szereg
przykładów, gdzie siła robocza jest droga, ale produkt finalny -
relatywnie tani.

Towarzysze partyjni jeżdżą w Chinach na delegacje służbowe za
państwowe (lub firmowe) pieniądze. Nie ośmieszaj się więc
stwierdzeniami, że udają się na wycieczki na rozkaz, aby poprawić
statystyki turystyczne. To, co napisałem - to sa tylko TURYŚCI
chińscy (bez ruchu służbowego czy biznesowego), a więc ludzie
jeżdżący za własną kasę.

Twoje dywagacje o ryżu dowodzą, że tam nigdy nie byłeś i całość
znasz z opowiadań. Po pierwsze ryż jest tam jednym z podstawowych
obecnie pokarmów. Po drugie - powtarza się, że Chińczyk pracuje za
jedną miszeczkę ryżu. To prawda. Miseczka ryżu jest. Ale o tym, że
jest otoczona ...nastoma innymi miseczkami z najprzeróżniejszymi
pysznościami - już się (dyskretnie) nie mówi, burzy to bowiem
jednoznacznie negatywny obraz tego kraju, który to obraz obowiązuje
w pewnych środowiskach u nas. Po trzecie - ryż był historycznie
pożywieniem bogatych, gdyż rośnie tylko na Południu. Podstawą kuchni
szerokich mas ludności był od zawsze makaron z mąki pszennej. Nota
bene - to Chiny są jego ojczyzną, konkretnie dzisiejsza Prowincja
Shanxi. Marco Polo przywiózł go w XIII wieku do rodzimej Wenecji,
jego ziomkom tak zasmakował, że przyjęli go za swój do tego stopnia,
że wiele osób postrzega dziś Włochy jako ojczyznę makaronu.

O mobbingu w ARiMR w sądzie

O mobbingu w ARiMR w sądzie
Trzymam kciuki za tych ludzi co postanowili walczyc z beznadziejnymi rzadami
ARiMR. Co do PiPu - tam powinno sie przeprowadzic dochodzenie dlaczego nie
stwierdzili ze w ARiMR sa wykorzystywani pracownicy. Wystarczylo w tamtym
okresie sprawdzic logi z komputerów kto i ile siedzial w biurze (kiedy sie
zalogowal do komputera i kiedy sie wylogowal), to takie proste bylo, no ale
chyba sporo zaplacono aby tego nie sprawdzili. ARiMR to takie dziwne i śmieszne
państwo w państwie gdzie pracownik to śmieć który musi fikać koziołki bo tak
trzeba.
Sprawa delegacji - to jest dopiero ciekawy temat. Wszystkie instytucje w kraju
potrafią je rozliczyć tylko nie ARiMR. Przykład: np jedzie sobie pracownik do
OR na egzamin lub jakieś szkolenie (samochodu służbowego w BP nie ma bo odział
pozabierał), nie wolno jechać swoim samochodem, nie wolno wsiąść do "okazji",
nie wolno mieć szczęście że znajomy jedzie i możemy sie z nim zabrać bo nie
będzie możliwości się rozliczyć i pokazać biletu. Kończy się owe szkolenie lub
egzamin to trzeba czekać grzecznie na busa który albo Cię zabierze albo i nie.
No i trzeba pamiętać że nie wolno nam wsiąśc do samochodu znajomego który
akurat jedzie w naszym kierunku. Nie ma że boli - trzeba jechać busem i już. Bo
inaczej na delegacji gdy się nie ma biletu trzeba pisać że się nie chce tych
pieniędzy. Po co? w jakim celu? tego nikt nie wie. Wszędzie, rozlicza się w ten
sposób że instytucja płaci jak by się jechało najtańszym środkiem transportu,
chociaż tyle pracownik sobie odzyska gdy musi jechać swoim samochodem. Jak
narazie ARiMR ma farta że ze wszystkich rozlatujących się busów które miały
wypadki drogowe nie jechał pracownik ARiMR. Wszystko do czasu.

policja - podwyżki ... gazeta.pl

Należy rozgraniczyć prawdziwego policjanta od menagera potocznie nazywanego
nierobem lub wizjonera - marzycielem nie ponoszącym żadnej odpowiedzialności za
swoje chore decyzje (te kadrowe także)a także administratywistę i prawdziwego
"glinarza"( niezależnego stojącego poza układami). Rozejrzyjmy się w około kto w
naszych miastach lub okolicy robi prawdziwą, niezależną od wpływów (lobbigu)
policyjną robotę i zgodną z literą prawa. Oficerowie to grupa dbająca wyłącznie
o sobie,wożą swe tyłki po konferencjach i prowadzą dysputy nad głowami tych na
których spoczywa całe obciążenia tej ciężkiej niewdzięcznej i nisko opłacanej
pracy dla nich pracy( dzielnicowi, służba patrolowo - interwencyjna ,służba
dyżurna, kryminalna i dochodzeniowo - śledcza).Tych policjantów należy nagradzać
podwyżkami, a nie panów w białych kołnierzykach. Obecne podwyżki w ogóle nie
powinny ich dotyczyć - gadać to każdy potrafi co zrobić i skutecznie tego nie
robić a jeszcze za każde takie puste gadulstwo brać solidne delegacje służbowe,
i tam obżerać się i prawić puste frazesy (strony główne Wyższej Szkoły Policji w
Szczytnie - pełne są zdjęć z konferencji krajowych a także zagranicznych). Dalej
izolujcie się od policjantów. Najlepiej potem wrócić i wymagać tego co widziało
się na zachodzie, nie dając nic w zamian ( fundusz motywacyjny ma charakter
uznaniowy tz.; decyduje o nim ten kto wyżej siedzi.Oni dalej ze spokojem biorą
wysokie uposażenia,i brać będą nie szanując pracowników - nie rozmawiają z nimi,
całkowicie się od nich izolują - nazywają to dyscypliną, nie rezygnują z premii
na które nie zasługują!!!. Po pierwsze należy wprowadzić pewne niepodważalne
zasady rozwoju i ścieżki awansu - czyli oficerem zostaje się po zdobyciu nie
tylko kwalifikacji w szczególności kompetencji zagwarantowanych stażem służby, a
nie z cywila bo się ma układy.Najwyższy czas przerwać te zależności i układy
towarzyskie panujące w resortach i komendach, które pogłębiają tylko patologię,
a pieniądze z podwyżek i tak nie trafiają do tych którzy na nie zasługują!!!.

George Friedman: Polska będzie jednym z głównyc...

jacggg napisał:

> Panie Friedman, a co mówią lekarze?...

Hahha: ten pan to zdaje sie dobrze wie,jak laurki pisac swojemu
pracodawcy zeby zapewnic sobie przyplyw sutych czekow do konca zycia?
Niezla bajka! Znam Amerykanow od podszewki i jedyna role jaka moga
nam przypisac to poslugiwanie sie "nami", a nie bycie z nami.
Tak,jak przeczuwalem - chca z Polandii zrobic druga Palestyne zeby
mieli skad nekac swojego odwiecznego wroga czyli Moskali,a nasz los
ich obchodzi o tyle , o ile jest wazne zeby ich ludzie bogato i
bezpiecznie u nas mogli nocowac w czasie delegacji sluzbowych.
A rola USA w przyszlosci - pomijajac obecny kryzys,z ktorego
rzeczywiscie lepiej lub gorzej moze wyjsc to dalsza perspektywa kroi
sie blado. Wystarczy pobyc na jakimkolwiek amerykanskim
uniwersytecie kilka godzin i odpowiedz jest jasna. Z tych swietnych
szkol juz prawie w ogole nie korzystaja rodowici mieszkancy tylko
imigranci roznej masci i ras. Przecietny laureat amerykanskich
uczelni jest wypuszczany albo z bardo waska wiedza albo z pakietem
instrumentow p.t."jak najskuteczniej i bez ryzyka wpadki orznac
potencjalnegho klienta i pracownikow firmy". To jest jedyna wiedza
jaka ci "naukowcy" naprawde posiadaja. Powaznie do nauki tylko
podchodza starsi bracia w wierze, Azjaci i...pewna garstka
Murzynow,ktorzy marza o awansie spolecznym.
Wiec watpliwe jest ,ze beda oni pracowac dla dobra Ameryki - co
najwyzej wroca do swoich krajow albo, co gorsza, beda fachowo
sabotowac amerykanska gospodarke (jak zreszta to juz widzielismy w
ostatnich czasach).
Ten pan u mnie posady by nie utrzymal - wazeliniarstwo ma cene
wsrod tych,ktorzy posiadali przeszlosc. Przyszlosc nalezy do
zupelnie kogo innego.

Wyczyn DYR ROD Bydgoszcz

Tak nie ma środków na delegacje na szkolenia a samochód służbowy do
celów prywatnych pani dyr. to może mieć. na te wszystkie wyjazdy.
niby wyjeżdza do oddziału tylko nie dojeźdża. To ciekawe??? Czy
wszystcy tak pracują??? Pani pewnie z nudów szuka innego zajęcia.

Maturzyści już nie chcą wyjeżdżać

1.. Większość ma wybór 200-400 euro w rzeszowie czasem nieco wiecej. 1000 euro
dla mlodego czlowieka 19-25 na poczatek w rzeszowie??? Ehehe. Mozna by policzyc
szczesliwcow na palcach jednej reki. Malo tego wiekszosc po 10-20 latach tyle
nie zarabia bo srednia jest okolo 3 tys zlotych. To sa wlasnie perspektywy dla
wiekszosci.

2. Powiem ci co ludzie wybieraja podajac kilka przykladow znajomych w anglii
wszyscy pracuja „pod krawatem”: commodity specjalist, product engineer, accout
manager, recruitment manager, oraz 2 kierownikow „grup” budowlanych. Samochody
służbowe, delegacje, szkolenia, studia. Zarobki 30-45tys funtow rocznie. Wiek
30 lat. W anglii od roku do 6 lat. Pozatym znam kilku studentow: ekonomi,
medycyny. O jakim zmywaku usilne bredzisz? Wiesz ze takich ludzi coraz wiecej
przybywa? A maturzysci w polsce to gdzie pracuja jak nie na „zmywaku”?
Przeważnie jednak przedłużają sobie młodość na koszt rodzicow i SPOLECZENSTWA
studiujac bzdurne kierunki budzac sie po 5/6 latach z „reka w nocniku.” Zaradny
czlowiek za granica szybko osiaga sukces, pieniadze i pozycje a w kraju tylko
nieliczni do ktorych usmiechna sie los (pominmy margines ktory nigdzie do
niczego nie dojdzie)

3.Owszem miasto jest swietne pomijajac juz cale przekrety z rzeszowskimi
inwestycjami (lapowki lapowki...). Bedzie sie rozwijac i jest atrakcyjne. Niskie
pensje , brak perspektyw to wina spolecznego-socjalizmu wprwadzanego przez
wszystkie lewicowe rzady od 90 roku (nie zanosi sie na zmiany systemowe: wolnosc
gospodarcza, prywatyzajce sluzby zdrowia i szkolnictwa likwidacje biurokracji
oddanie ludziom ich pieniedzy do pelnej dyspozycji. Wrecz przeciwnie dzieki
strajkom oraz euro2012 (stadiony maja byc finasowane w pelni z budzetu)
podniesione zostana podatki cala rzesza nowych urzednikow do rozdzielania
naszych podatkow w posatci fundyszy europejskich spowoduje dalsze wyjazdy...).

4.Twierdzenie „niech wyjedzaja” jet „zabojcze” dla panstwa/gospodraki.
straca na tym wlasnie ci co zostana w kraju. Na problem nalezy spojrzec szerzej
a nie uzywac wyśfiechatanych juz sformułowanie w postaci „zmywak”. Zdaje sobie
sprawe ze na tym forum licza sie tylko chwytliwe puste hasla i nikt nie zada
sobie pytania dlaczego a jesli zada to odpowiedzi szuka w lewackiej GW i tego
typu artykulach majacych na celu manipulowanie opinia publiczna.

delegacje i inne wyjazdy służbowe

delegacje i inne wyjazdy służbowe
czy ktoś z was jeździ na jakieś szkolenia, delegacje jedno dwudniowe albo i
dłuższe?
jakie są reakcje waszych parnterów?

czy są spokojni czy zazrdośni, wściekają się czy nie odzywają wcale.

"Przed 1989 r. wyjazd za granicę oznaczał ...

paszport słuzbowy leżał w centrali handlu Metronex
i był przysyłany przed planowanym wyjazdem do komórki kadrowej w firmie.
Nic nigdy nie podpisywałem na milicji czy sb. Podpisywało się w firmie
u z- cy dyrektora zachowanie tajemnicy służbowej.
W kadrach czekał paszport i delegacja, ew. dokumenty, protokoły odbioru,
testów itp.
Opisałem moj przypadek, gdy wyjechałem w niedoczasie służbowo na paszport
turystyczny załatwiony w godzinę po telefonie Dyrektora.
Wystrzałowa Naczelniczka która wysłał dyrektor i ja zostalismy ugoszczeni
koniakiem u samego Komendanta Woj. MO. Zanim dopiismy butelkę paszport był
gotowy.

A to znalazłem w internecie"
"Kilka dni temu na spotkaniu towarzyskim coś sie zgadało o naszym przyjeździe
do Australii 24 lata temu i okazało się, że w towarzystwie była pani, która
przebywała na kontrakcie w Kuwejcie w tym samym czasie co ja.
A pamiętasz...? Ludzi, miejsca, zdarzenia i.... zarobki.
Pracowałem na Uniwersytecie Kuwejckim jako specjalista informatyk ale Centrala
handlowa Metronex, która łaskawie pozwoliła mi pobrać paszport służbowy na ten
wyjazd, umieściła mnie na swojej liście płac jako kierownika brygady
montażowej. Wypłata wynagrodzenia wyglądała również dość dziwnie. Uniwersytet
nie zawarł umowy z Metronexem w związku z czym co miesiąc pobierałem wypłatę w
gotówce w kasie uniwersytetu i zanosiłem ją do mieszkania pracownika polskiego
konsulatu. Po wymianie kurtuazyjnych grzeczności gospodarz mieszkania wołał:
- Marysiu! Przyszedł pan M pobrać pensję.
Na te słowa wyłaniała się z kuchni jego żona, brała ode mnie moją wypłatę
zostawiając mi mniej więcej jedną czwartą moich zarobków, poczym JA kwitowałem,
że pobrałem od niej pensję. Czy gdziekolwiek rejestrowano pieniądze pobrane ode
mnie tego nie wiem. Na tym tle powstało spore zamieszanie na linii Uniwersytet -
Metronex gdyż Uniwersytet oczekiwał, że dobrze opłacani pracownicy będą wieść
życie na odpowiednim poziomie wolne od trosk materialnych a tymczasem ja nie
mogłem sobie pozwolić na zakup samochodu i musiałem wziąć dodatkową pracę aby
opłacić prywatną szkołę dla dzieci.
I wtedy Metronex użył swojego koronnego argumentu: toż on w Polsce zarabia
około 50 dolarów miesięcznie.
Zadziwiające. Firma, która powinna przedstawiać polskich specjalistów w jak
najlepszym świetle aby umieścić ich w Kuwejcie jak najwięcej, wyraża się o
swoim "towarze" z lekceważeniem i pogardą."

coś mi tu śmierdzi - Kostek do USA

" CZYTELNICY MAJĄ GŁOS

Urlop służbowy

Czytelnicy "Pomorskiej" są zbulwersowani podróżą prezydenta Konstantego
Dombrowicza do Stanów Zjednoczonych. - To wycieczka, a nie delegacja! - uważają.

Nasza wczorajsza publikacja na temat wyprawy prezydenta Dombrowicza do USA
zbulwersowała bydgoszczan. Wczoraj okazało się też, że wraz z prezydentem
wyjechał jego zastępca Przemysław Nowak i szef wodociągów Stanisław Drzewiecki.
Jak nas poinformował Jerzy Wiśniewski z biura prasowego ratusza za prezydentów
zapłaci urząd. Mniej więcej - 11 tys. zł. Bydgoszczanie odwiedzą Nowy Orlean i
miasto New Britain.
W tej sprawie odebraliśmy kilkadziesiąt telefonów.: - Czy na konferencję o
nowych metodach renowacji kanalizacji nie powinien jechać specjalista od
Wodociągów? - pyta Czytelniczka. - Fajnie się lata za cudze pieniądze.
Zgodził się z nią nasz stały Czytelnik.: - Prezydent nie musi uczestniczyć
w szkoleniach na temat kanalizacji - twierdzi. - Ma do tego ludzi, specjalistów
w tej dziedzinie. Jego obecność tam niczego nie wniesie. Pan Dombrowicz już
dawno nadużył cierpliwości swoich wyborców. Ten wyjazd to gwóźdź do jego
trumny. Wszyscy wiemy, że miastu potrzeba pieniędzy. On marnotrawi je na
wakacje za oceanem!
- Wydaje kupę forsy na swoje rozrywki zamiast zapobiegać likwidacji linii
autobusowych i tramwajowych w mieście - dodaje Czytelnik z Fordonu. - W innych
miastach rozbudowuje się sieć komunikacyjną. Dlaczego u nas musi być odwrotnie?
Czy w ten sposób ratusz zarabia na prezydenckie podróże?
We wczorajszym komentarzu wywołaliśmy "do tablicy" eksprezydenta, który
pojechał do USA po szybki tramwaj do Frodonu.
- Byłem w Stanach 36 godzin i przywiozłem do Bydgoszczy 100 milionów USD
kredytu na budowę. Był to kredyt wyjątkowy - bez żyrantów i gwarancji.
Niestety, ówcześni radni nie zgodzili się na takie finansowanie tej inwestycji.
Mój sukces był dla innych niewygodny. Uroczystości z udziałem prezydentów
Polski i USA nie było - przypomniał Roman Jasiakiewicz, były prezydent
Bydgoszczy.

(aga)
20 Marca 2004 "

Mama karmiąca jedzie w delegację

Mama karmiąca jedzie w delegację
Drogie eMamy jestem mamą rocznej Ewuni, którą wciąż (głównie w nocy) karmię piersią. Na początku grudnia szykuje mi się ok. 5-dniowy wyjazd służbowy, z którego nie bardzo mogę się wykręcić (żeby nie było wątpliwości – przepis o niewysyłaniu mam dzieci do lat 4 bez ich – oczywiście mam a nie dzieci - zgody znam) i w związku z którym mam trochę pytań i wątpliwości. Może któraś z Was była w podobnej sytuacji i pomoże mi się do tego psychicznie i/lub fizycznie przygotować? Poradźcie mi, co zrobić: 1. żeby ta 5-dniowa przerwa nie okazała się końcem karmienia? Na razie ani ja ani córcia nie chcemy z tego rezygnować. 2. żeby Ewunia przetrwała w miarę bezboleśnie przestawienie z nocnego cycusia mamusi na butelkę tatusia? Czy już zacząć ją do tego przyzwyczajać? Czy wziąć ją „z zaskoczenia”? Dodam, że na razie córcia nie pije innego mleczka niż moje, je natomiast kaszki przygotowywane na sztucznym mleku. 3. żebym ja to przetrwała w miarę bezboleśnie? Jadę na szkolenie, które pewnie będzie trwało z osiem godzin dziennie przez trzy dni. Do tej pory nigdy nie korzystałam z laktatora, nie miałam takiej potrzeby. W tej chwili bez problemu wytrzymuje do 9-10 godzin bez „wyssania”, ale przy dłuższej przerwie piersi robią się nabrzmiałe. Co zrobić, żeby spokojnie skupić się na szkoleniu nie martwiąc się, kiedy mleko zacznie wyciekać? I żeby nie spędzać całych nocy na walce z laktatorem (z tego co wiem początki nie są łatwe)? Czy powinnam wcześniej potrenować? A może nie będzie takiej potrzeby – przez pierwsze cztery-pięć miesięcy karmienia miałam tyle pokarmu, że wystarczyło podstawić butelkę i nacisnąć na pierś i samo leciało. Może teraz, jak nie będzie małej pijaweczki, też tak będzie? Czy któraś z Was miała podobny problem? Podzielcie się proszę swoim doświadczeniem. Pozdrawiam Yaga

Czy tylko KAZIMIERZ ? - nie tylko

Czy tylko KAZIMIERZ ? - nie tylko
Urzędnicy podróżują

Przy tym wszystkim wyjazd do nadwiślańskiego Kazimierza - wódka i tańce w Night
Clubie, o którym wielokrotnie pisaliśmy w ŻW, wypada naprawdę blado. Wcześniej
włodarze zwiedzali świat. Reporterzy "Życia Warszawy" dotarli do oficjalnej
listy służbowych wyjazdów zagranicznych urzędników i radnych za lata 2000 i
2001, podpisanej przez burmistrza Marka Kamińskiego. Większość z 19 wyjazdów
była sponsorowana przez gminę. Do niektórych dopłacali radni. Preteksty
delegacji były bardzo ciekawe. Wizytowanie ośrodka pomocy społecznej w Danii,
konferencja dotycząca pomocy osobom z zaburzeniami psychicznymi w Niemczech,
Międzynarodowy Turniej Juniorek na Węgrzech. Ulubionym krajem, odwiedzanym aż
pięć razy, okazała się swojska Ukraina! Radni i urzędnicy najpierw pojechali
nawiązać współpracę kulturalną z Ukraińcami. Potem zostali zaproszeni na
festiwal. Dobra znajomość tego kraju tłumaczy dylemat, który przyszło
rozstrzygać urzędnikom w Kazimierzu. Tam zastanawiali się, jakie dziewczyny są
lepsze: Polki czy Ukrainki? Po lekturze listy "wycieczek" nasuwa się pytanie,
dlaczego burmistrz nie podaje w tym dokumencie nazwisk urzędników i radnych
uczestniczących w wyjazdach. Zastanawiające są również koszty wyjazdów. Jakim
cudem grupa osób może wyjechać do Niemiec lub Holandii na szkolenie za 205 zł?
Nawet jeśli pobyt opłaciliby zapraszający, to koszty tak dalekiej podróży i
ubezpieczenia są dużo wyższe. Wczoraj zadzwoniliśmy do rzecznika gminy
Targówek, żeby wyjaśnił nam kuriozalnie niskie koszty niektórych podróży. -
Niestety jest już późno i nie mam dostępu do dokumentów - powiedział Aleksander
Krzyżowski, rzecznik Targówka. Przepytaliśmy również urzędników i samorządowców
z innych warszawskich gmin. Okazało się jednak, że nie zwiedzili tyle, ile
urzędnicy z Targówka. - W ciągu ostatnich dwóch lat tylko jedna radna z naszej
gminy wyjechała za granicę - do Holandii. Dla radnych zorganizowaliśmy dwa
szkolenia, jedno w Serocku, a drugie w Kazimierzu - mówi Michał Kaczyński,
członek zarządu gminy Rembertów. Niewiele podróży na swoim koncie ma również
gmina Wilanów. Radni pojechali tylko na wyjazdową sesję do Bystrej Śląskiej.
Chyba górskie powietrze im nie posłużyło, bo więcej nigdzie nie pojechali. Dużo
wyjazdów ma na swoim koncie Białołęka. Radni z tej gminy w ciągu ostatnich
dwóch lat uczestniczyli w 11 podróżach służbowych. Z tego 7 to zagraniczne
wojaże do Niemiec i do Szwecji. Łączny koszt - ok. 20 tys. zł. Jolanta
Kwiatkowska

Życie Warszawy 5.04.2002

Debata o wypędzonych w "Rzeczpospolitej" !!!

Jesteś Polakiem ? I piszesz o niesprawiedliwości jaka spotkała Niemców nie
zastanawiając się skąd ta "niesprawiedliwość" się wzięła ? Zdumiewające .
W takim razie jesteś bardzo naiwnym Polakiem .
O jakim duchu czasu , regionów czy małych ojczyzn ty bredzisz ? Chyba o
pobożnych życzeniach . Rozejrzyj się wokół siebie . Takiego wybuchu
nacjonalizmów (nie tylko na stadionach) już dawno nie było .
Powstanie Centrum służy tylko jednemu . Ponownemu zantagonizowaniu Polaków
z Niemcami . Jeżeli to miała na myśli E.Stainbach , to udało się jej w 100 % .
Jeżeli sam tego nie dostrzegasz to poczytaj ludzi mądrzejszych od ciebie .
Lema , Kołakowskiego , Edelmana , Bartoszewskiego , Bratkowskiego , Nowaka -
Jeziorańskiego i wielu , wielu innych . To oni się mylą w ocenie Niemców ?
Mam wrażenie że to ty czerpiesz swoją wiedzę z atlasów i mapek a "piękne oczy
E.Stainbach" przesłoniły i zdeformowały ci świat .
Mieszkaliśmy (po wypędzeniu przez Niemców z Warszawy)w Częstochowie i we
Wrocławiu . W Gliwicach osiadł mój dziadek , w Zabrzu mój wuj , w Kłodzku
a później w Wałbrzychu moja ciotka . Dolny Śląsk poznałem gruntownie ,
najpierw jako dzieciak na koloniach , później na raidach a jeszcze później
w delegacjach służbowych . Docierałem również do Dierżoniowa a częściej do
Piławy Górnej , Jawora , Oławy , gdzie firma w ktorej pracowałem miała
oddziały i do wielu innych miejscowościach . Szkołę podstawową kończyłem we
Wrocławiu a średnia w Gliwicach . Napatrzyłem się również na te "skanalizowane
poniemieckie wsie" .
Tak więć znam dosyć dobrze cały Śląsk i warunki w jakich żyli ludzie , więc
nie epatuj mnie swoimi jednostronnymi obserwacjami .
Podobno jesteś Polakiem a piszesz jak Niemiec mitologizując różnice
cywilizacyjne . U dziadka w Gliwicach (mieszkałem półtora roku) cywilizowani
autochtoni wylewali na ogródki zawartość szamb z archaicznych wychodków .
Oczywiście , był to zwyczaj niemiecki przejęty przez oszczędnych Ślązaków .
Nie trudno sobie wyobrazić ten "cywilizacyjny" smród panujący w miejscach
gdzie ten zwyczaj kultywowano .
Nazwy miejscowości na Śląsku nadawane były przez specjalną komisję złożoną
z autorytetów naukowych badającą i przywracającą historyczne nazwy . Jeżeli
nie podoba ci się Dierżoniów a wolisz Reichenbach to wolna droga . Za naszą
zachodnią granicą takich nazw jest na pęczki . Przenieś się tam . Ze swoją
selektywną moralnością i naiwnym germanofilstwem dołączysz do chóru nowych-
Niemców szczekających (również na tym forum) na brzydkich Polaków .
To co ty piszesz z sarkazmem ja biorę za dobrą monetę . Niemcy rzeczywiście
powinny po wojnie zrekompensować wszystkim sąsiadom niegodziwości , grabieże
i zbrodnie których sie dopuścili a których ty nie dostrzegasz . Stosowny
pomysł , polegający na okrojeniu terytorialnym Niemiec i podziale pozostałego
terytorium na szereg małych państw (księstw) był rozważany . Szkoda że nie
został zrealizowany . Miałbyś wtedy swoje małe reginalne ojczyzny i jedną znich
z jakimś Reichenbachem mógłbyś sobie wybrać .

Tanie wycieczki do USA zaoisy...

Tanie wycieczki do USA zaoisy...
CZYTELNICY MAJĄ GŁOS
Urlop służbowy

Czytelnicy "Pomorskiej" są zbulwersowani podróżą prezydenta Konstantego
Dombrowicza do Stanów Zjednoczonych. - To wycieczka, a nie delegacja! -
uważają.

Nasza wczorajsza publikacja na temat wyprawy prezydenta Dombrowicza do
USA zbulwersowała bydgoszczan. Wczoraj okazało się też, że wraz z prezydentem
wyjechał jego zastępca Przemysław Nowak i szef wodociągów Stanisław
Drzewiecki. Jak nas poinformował Jerzy Wiśniewski z biura prasowego ratusza
za prezydentów zapłaci urząd. Mniej więcej - 11 tys. zł. Bydgoszczanie
odwiedzą Nowy Orlean i miasto New Britain.
W tej sprawie odebraliśmy kilkadziesiąt telefonów.: - Czy na konferencję
o nowych metodach renowacji kanalizacji nie powinien jechać specjalista od
Wodociągów? - pyta Czytelniczka. - Fajnie się lata za cudze pieniądze.
Zgodził się z nią nasz stały Czytelnik.: - Prezydent nie musi
uczestniczyć w szkoleniach na temat kanalizacji - twierdzi. - Ma do tego
ludzi, specjalistów w tej dziedzinie. Jego obecność tam niczego nie wniesie.
Pan Dombrowicz już dawno nadużył cierpliwości swoich wyborców. Ten wyjazd to
gwóźdź do jego trumny. Wszyscy wiemy, że miastu potrzeba pieniędzy. On
marnotrawi je na wakacje za oceanem!
- Wydaje kupę forsy na swoje rozrywki zamiast zapobiegać likwidacji
linii autobusowych i tramwajowych w mieście - dodaje Czytelnik z Fordonu. - W
innych miastach rozbudowuje się sieć komunikacyjną. Dlaczego u nas musi być
odwrotnie? Czy w ten sposób ratusz zarabia na prezydenckie podróże?
We wczorajszym komentarzu wywołaliśmy "do tablicy" eksprezydenta, który
pojechał do USA po szybki tramwaj do Frodonu.
- Byłem w Stanach 36 godzin i przywiozłem do Bydgoszczy 100 milionów USD
kredytu na budowę. Był to kredyt wyjątkowy - bez żyrantów i gwarancji.
Niestety, ówcześni radni nie zgodzili się na takie finansowanie tej
inwestycji. Mój sukces był dla innych niewygodny. Uroczystości z udziałem
prezydentów Polski i USA nie było - przypomniał Roman Jasiakiewicz, były
prezydent Bydgoszczy.

(aga)
20 Marca 2004

Wersja do druku.

Wyślij wiadomość znajomemu:

Wiadomość:

Twoje imię:

Twój adres e-mail:
E-mail znajomego:

CZYTELNICY MAJĄ GŁOS
Urlop służbowy

Czytelnicy "Pomorskiej" są zbulwersowani podróżą prezydenta Konstantego
Dombrowicza do Stanów Zjednoczonych. - To wycieczka, a nie delegacja! -
uważają.

Nasza wczorajsza publikacja na temat wyprawy prezydenta Dombrowicza do
USA zbulwersowała bydgoszczan. Wczoraj okazało się też, że wraz z prezydentem
wyjechał jego zastępca Przemysław Nowak i szef wodociągów Stanisław
Drzewiecki. Jak nas poinformował Jerzy Wiśniewski z biura prasowego ratusza
za prezydentów zapłaci urząd. Mniej więcej - 11 tys. zł. Bydgoszczanie
odwiedzą Nowy Orlean i miasto New Britain.
W tej sprawie odebraliśmy kilkadziesiąt telefonów.: - Czy na konferencję
o nowych metodach renowacji kanalizacji nie powinien jechać specjalista od
Wodociągów? - pyta Czytelniczka. - Fajnie się lata za cudze pieniądze.
Zgodził się z nią nasz stały Czytelnik.: - Prezydent nie musi
uczestniczyć w szkoleniach na temat kanalizacji - twierdzi. - Ma do tego
ludzi, specjalistów w tej dziedzinie. Jego obecność tam niczego nie wniesie.
Pan Dombrowicz już dawno nadużył cierpliwości swoich wyborców. Ten wyjazd to
gwóźdź do jego trumny. Wszyscy wiemy, że miastu potrzeba pieniędzy. On
marnotrawi je na wakacje za oceanem!
- Wydaje kupę forsy na swoje rozrywki zamiast zapobiegać likwidacji
linii autobusowych i tramwajowych w mieście - dodaje Czytelnik z Fordonu. - W
innych miastach rozbudowuje się sieć komunikacyjną. Dlaczego u nas musi być
odwrotnie? Czy w ten sposób ratusz zarabia na prezydenckie podróże?
We wczorajszym komentarzu wywołaliśmy "do tablicy" eksprezydenta, który
pojechał do USA po szybki tramwaj do Frodonu.
- Byłem w Stanach 36 godzin i przywiozłem do Bydgoszczy 100 milionów USD
kredytu na budowę. Był to kredyt wyjątkowy - bez żyrantów i gwarancji.
Niestety, ówcześni radni nie zgodzili się na takie finansowanie tej
inwestycji. Mój sukces był dla innych niewygodny. Uroczystości z udziałem
prezydentów Polski i USA nie było - przypomniał Roman Jasiakiewicz, były
prezydent Bydgoszczy.

(aga)
20 Marca 2004

Wersja do druku.

Powrót imperialnej mentalności...?

Święty Władimir

Pół roku później Rosja zapomniała o biednym poecie - miała już bowiem nowego
bohatera. 31 grudnia abdykujący Jelcyn namaścił na swego następcę premiera
Putina. W sylwestrowym orędziu stwierdził: "Jestem go pewny".

Po kilku miesiącach "pełniący obowiązki" zwyciężył w wyborach prezydenckich.

Przed wyborcami nie miał nic do ukrycia: urodził się w roku 1952, w 1975
ukończył stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Leningradzkim, po czym
skierowano go do pracy w KGB. Szkolenie przeszedł w Szkole Wyższej KGB nr 1,
znanej jako Krasnoznamionnyj institut im. J.W. Andropowa (obecnie Szkoła
wnieszniej razwiedki). W latach 1985-90 przebywał, jak to pięknie
określono, "na delegacji służbowej w NRD". Po powrocie pracował najpierw
jako "zastępca prorektora Państwowego Uniwersytetu Leningradzkiego ds.
kontaktów międzynarodowych" (po prostu był rezydentem KGB w tej uczelni),
następnie został zatrudniony przez ówczesnego mera Leningradu Anatolija
Sobczaka. Podobno 20 sierpnia 1991 r., nazajutrz po rozpoczęciu puczu Janajewa,
wystąpił z prośbą o zwolnienie z organów bezpieczeństwa. Do rezerwy
przeniesiono go w stopniu podpułkownika na początku 1992 r. W 1995 r. został
szefem komitetu wyborczego Nasz Dom Rosja (złośliwi mówili: "Nasz Dom
Gazprom"). Gdy Sobczak utracił stanowisko mera, Putin przeniósł się z
Petersburga do Moskwy i wkrótce znalazł pracę w administracji Jelcyna.
Kremlowskim koneksjom zawdzięczał swe kolejne awanse - na dyrektora FSB,
sekretarza prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa, wreszcie premiera.

Na początku 2000 r. mówiło się, że Putin jest postacią znikąd, "człowiekiem bez
właściwości", politykiem pozbawionym charyzmy. Nie pamiętano (czy może nie
rozumiano), że - jak pisali semiolodzy Borys Uspienski i Wiktor Żywow w
książce "Car i Bóg" - "stosunek do monarchy w Rosji nabrał charakteru
religijnego". Z chwilą objęcia tronu czy urzędu na władcę Rosji spływa święty
charyzmat. Prezydenci ZSRR i Rosji dziedziczyli go po sekretarzach generalnych
KPZR, ci - po carach, tamci - po bizantyjskich basileusach, oni wreszcie - po
rzymskich imperatorach. Od czasów Borysa Godunowa portrety cara coraz częściej
przypominały ikony świętych.

A więc w tamtą sylwestrową noc Putin - za sprawą Jelcyna - stał się ikoną.
Ikoną, dodajmy, z epoki McDonald's - zawieszoną między kom-przeszłością, pop-
teraźniejszością i amorficzną przyszłością. Jego biografia zaczęła obrastać w
wątki liryczno-panegiryczno-hagiograficzne. Dowiedzieliśmy się, że miał
niezwykłych przodków (dziadek był osobistym kucharzem Lenina i Stalina), "był
zawsze prymusem", miał znaczące osiągnięcia w sportach walki (sambo, dżudo). Że
jest oddanym sprawie, rodzinie i przyjaciołom skromnym pracoholikiem, który
wie, że droga do sukcesów prowadzi przez "pot i krew", lecz podąża nią
konsekwentnie, bez rozterek. Na dodatek ma fenomenalną pamięć wzrokową (zapewne
za sprawą kagiebowskich uniwersytetów), czuje się Europejczykiem (tak
zaowocowała "delegacja służbowa" do NRD) i chętnie akceptuje reguły
obowiązujące w systemie demokratycznym (to taki żart oświeconego monarchy).

wroclaw stracil przyjaciela w PAIIZ

POLSKIE PIEKIEŁKO :(
PAIIZ: Rada nadzorcza będzie odwołana?

Patrycja Maciejewicz, Agata Nowakowska 30-10-2004 , ostatnia aktualizacja 29-10-
2004 17:25

Resort gospodarki zamierza odwołać członków rady nadzorczej Polskiej Agencji
Informacji i Inwestycji Zagranicznych - dowiedziała się "Gazeta" nieoficjalnie.
Ma to być kara za samowolne odwołanie wiceprezesa Agencji Sebastiana Mikosza.

Mikosza odwołano za brak udokumentowanego stażu pracy i wyższego wykształcenia.
Resort ma wątpliwości, czy słusznie. - Mikosz skończył słynną prestiżową szkołę
we Francji. Tę samą co Chirac - dziwi się wysoki urzędnik ministerstwa.

- Właściciel PAIIZ, czyli skarb państwa, może stwierdzić, że nie mieliśmy
racji - mówi Jerzy Mackiewicz, doradca prezydenta i członek rady nadzorczej.

Nasi rozmówcy w MG twierdzą, że wokół agencji toczy się gra. Nikt z rady nie
konsultował z resortem odwołania Mikosza, rada wybrała także ze swego
grona "nadzorcę" nad zarządem Rafała Steffena. Był on szefem Polskiej Agencji
Informacyjnej, która została połączona z Polską Agencją Inwestycji
Zagranicznych w PAIIZ. Spekuluje się, że Steffen miałby wejść do zarządu
PAIIZ. - To nie nadzór. Pan Steffen został upoważniony do zamknięcia sprawy
wątpliwości wobec pana Mikosza i sprawdzenia, czy podobne wątpliwości nie
pojawiają się gdzie indziej. To wymaga dużo pracy. Steffen sam się do tego
zgłosił - tłumaczy Mackiewicz. - Rada ma prawo delegowanie kogoś do zarządu, a
nie zrobiła tego - dorzuca.

Nieoficjalnie mówi się, że rada próbowała znaleźć zarzuty, aby odwołać cały
zarząd. Sprawdzano m.in. rachunki z delegacji i obiadów służbowych, na które są
zapraszani inwestorzy. - Nie udało się postawić żadnych merytorycznych
zarzutów, a np. rachunki za obiady okazały się zaskakująco niskie - mówi jeden
z pracowników PAIIZ.

- Wygląda na to, że to próba przejęcia zarządu i agencji. Zachodzi ryzyko
zdobycia kontroli nad PAIIZ-em przez osoby niezwiązane ani z rządem, ani z
resortem - powiedział nasz informator w MG.

Podobno wicepremier Jerzy Hausner, początkowo sceptyczny, dał się przekonać
swoim urzędnikom do odwołania całej rady, i to mimo iż zasiadają w niej osoby
związane z resortem - Konrad Wyrzykowski, szef gabinetu politycznego ministra
oraz Sylwia Lasota z departamentu inwestycji zagranicznych i promocji eksportu.

Skąd takie zamieszanie wokół PAIIZ? - Skok na kasę - podejrzewają nasi
rozmówcy. W Sejmie trwają prace nad ustawą, na mocy której PAIIZ ma się
przekształcić w dynamiczną agencję promującą eksport i przyciągającą inwestycje
zagraniczne. Będzie ona dysponować wielokrotnie większymi środkami. Dziś budżet
PAIIZ to około 12 mln zł, a środki na promocję eksportu (dziś w gestii MGiP) to
dodatkowe 60 mln zł.

Pobity? Okradziony? Chcesz wiedzieć gdzie policja?

Skandal w olsztyńskiej policji

Krzysztof Olszewski 24-07-2003, ostatnia aktualizacja 24-07-2003 22:15

Dwaj wysocy oficerowie Komendy Wojewódzkiej przez dwa lata prowadzili w
Olsztynie agencję ochrony zarejestrowaną na członków rodzin. Jeden z
funkcjonariuszy odwiedzał w mundurze właścicieli sklepików i firm, proponując
im opiekę za pieniądze

Agencją ochrony A. olsztyńska prokuratura zajęła się po tym, jak urząd skarbowy
odkrył, że szefowie firmy od dwu lat zawyżają koszty jej działalności, by
płacić mniejsze podatki. Poszło o fikcyjne delegacje służbowe na łączną kwotę
100 tys. zł.

Agencję prowadziły oficjalnie dwie osoby blisko spokrewnione z wysokimi
oficerami Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie:

Krystyna P. jest żoną podinspektora Henryka P., byłego dowódcy oddziałów
prewencji, a obecnie pracownika Sztabu Komendy Wojewódzkiej,

Mieczysław S. jest ojcem podkomisarza Piotra S., ostatnio zatrudnionego w
laboratorium Komendy Wojewódzkiej Policji, a wcześniej wykładowcy w olsztyńskim
ośrodku szkolenia policji. Kilka dni temu zrezygnował on jednak z pracy w
komendzie.

- Podczas śledztwa wyszło na jaw, że Piotr S. był nieformalnym właścicielem
agencji - kierował nią, podpisując m.in. fikcyjne delegacje - mówi Zbigniew
Czerwiński, zastępca prokuratora rejonowego Olsztyn-Południe. - Postawiliśmy mu
zarzut fałszerstwa dokumentów.

Prokuratorskie śledztwo dotyczy wyłącznie fałszowania delegacji służbowych.
Fiskus już wystawił podejrzanym nakaz zapłaty zaległego podatku.

Do osobnego postępowania wyłączono natomiast sprawę podinsp. Henryka P.
Prokurator Czerwiński nie chce jednak ujawniać szczegółów. - Musimy jeszcze
sprawdzić wiele wątków - ucina.

Zgodnie z ustawą o policji żaden funkcjonariusz nie ma prawa dorabiać poza
służbą. Praca "po godzinach" w agencji ochrony byłaby możliwa jedynie za zgodą
przełożonego. Żaden z policjantów takiej zgody nie miał.

Jak ustaliła "Gazeta", sprawą zajęła się już tzw. wewnętrzna policja. Biuro
Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji bada, jaki udział w kierowaniu
agencją miał nadkom. Henryk P. i czy wykorzystywał do tego informacje
wyniesione z komendy.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policjant w służbowym mundurze odwiedzał
właścicieli niewielkich firm i sklepików. Wybierał takie, w okolicy których
dochodziło w ostatnim czasie do włamań. Pracując w komendzie, miał bowiem dane
o popełnianych na terenie Olsztyna przestępstwach.

- Wiedział, że ci ludzie mogą czuć się zagrożeni przestępczością - ocenia jeden
z funkcjonariuszy KWP. - Proponował im ochronę profesjonalnej firmy, która
potrafi być skuteczniejsza niż policja. Mundur wzbudza zaufanie, więc
właściciele sklepów zwykle zgadzali się na podpisanie umowy.

Policja dysponuje co najmniej kilkunastoma adresami firm i sklepów, które miał
odwiedzić z taką ofertą Henryk P.

Jak to możliwe, że szefowie komendy wojewódzkiej nie wiedzieli o procederze
swoich podwładnych? Zwłaszcza że pozwolenia na działalność agencji ochrony
wydaje podległy im wydział postępowań administracyjnych.

Monika Wejknis z biura prasowego KWP nie potrafiła tego wczoraj wytłumaczyć.

- Jeżeli śledztwo prokuratury wykaże, że Henryk P. łamał prawo, będzie musiał
odejść ze służby - stwierdziła Wejknis. - W przypadku drugiej osoby nic nie
możemy zrobić, bo ta osoba nie jest już policjantem.