jaka praca dla emigranta w Calgary?

Work permit... Nawet jezeli praca jest bez zadnego wynagrodzenia
(wiem, jest to definicja wolontariatu). Nie ja te przepisy
wymyslilam.
Ale jak praca jest part-time i pracodawca ma watpliwosci czy moze
delikwenta przyjac, to zawsze przeciez moze zadzwonic do
odpowiedniego urzedu i zasiegnac jezyka.

 

W luksusach pławią się nauczyciele

Dobry nauczyciel powinien miec dobry samochód czyli zarabiać wiecej niz ten
gorszy. Definicja dobrego nauczyciela może byc bardzo różna tak jak napisała Iza.
Jednak nie ma co sie sprzeczać o detale i filozofować niemalże na temat dobra i
zła. Moim zdaniem najwazniejsze jest to kto taka definicje stworzy. Oceniać nie
moga rodzice, radni, władze gminne bo nie maja do tego kwalifikacji .Oczywiscie
oceniać pracy nauczyciela powinno KO, ludzie kompetentni, wykształceni i oni
powinni po całej procedurze decydować kto jak pracuje, ile zarabia i
najważniejsze oni powinni płacić . Wynagrodzenia dla nauczycieli nie powinny
mieć po drodze pośrednika w postaci gminy. Nikt nie powinien sie krzywić ,że
namnożyło sie dobrych nauczycieli i nie ma im z czego płacić i chyba trzeba
zamknąć szkołę.Przeciez to chore,że im wiecej sie nauczyciele staraja tym
bardziej ściągaja na siebie widmo utraty pracy.Władze gminne powinny utrzymywac
budynek a nasze płace-zróżnicowane- powinny byc tajemnicą .

czy może podjąć prace osoba niepełnosprawna

Teoretycznie tak, choć nie zawsze. Definicja mówi, że "Całkowitej niezdolności
do pracy i do samodzielnej egzystencji traktowane jest na równi z orzeczeniem o
znacznym stopniu niepełnosprawności". Albo inaczej: "Według ustawy o
rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych
(art. 4. 1.) "Do znacznego stopnia niepełnosprawności zalicza się osobę mającą
naruszoną sprawność organizmu:
1) niezdolną do podjęcia zatrudnienia,
2) zdolną do wykonywania zatrudnienia w zakładzie pracy chronionej albo w
zakładzie aktywizacji zawodowej, wymagającą niezbędnej w celu pełnienia ról
społecznych stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze
znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji."
Wszystko zależy od tego co masz tak naprawdę napisane w orzeczeniu. Czy ty masz
starą definicję czyli I stopień czy to co wyżej napisałam, czy też znaczny
stopień niepełnosprawności. I od tego czy lekarz wyrazi zgodę na podjęcie pracy.
Ze znacznym stopniem nie ma problemu z podjęciem pracy w zakładach aktywności
zawodowej czy w zakładach pracy chronionej. Renta nie ma tu nic do rzeczy,
jedynie ma wpływ na wysokość wynagrodzenia. Dla przykładu renta socjalna pozwala
dorobić tylko do 30% przeciętnego wynagrodzenia z ostatniego kwartału, czyli w
tej chwili 885,50 zł (do końca listopada 2008r.). Renta z tytułu całkowitej
niezdolności do pracy pozwala dorobić do 130% przeciętnego wynagrodzenia z
ostatniego kwartału. Życzę powodzenia. Magda

www.mukolajek.blog.pl

Wspólnotowa paranoja

majkowa napisała:
> Członkiem zarządu może być każdy członek wspólnoty, a także spoza wspólnoty,
> nawet bez licencji, ale do momentu, w którym za swoją pracę w zarządzie NIE
> POBIERA WYNAGRODZENIA.

Jaka jest definicja działalności zawodowej? Czy zawsze pobieranie wynagrodzenia
= prowadzeniu działalności zawodowej ?

Zawodowe prowadzenie ksiąg rachunkowych wymaga określonego papierka. Czy mam
więc prawo zatrudnić do prowadzenia księgowości u siebie (czy we wspólnocie)
osobę bez odpowiednich kwalifikacji w tym zakresie? Niewątpliwie tak. Czy
popełnia ona przestępstwo (wykroczenie) wykonując prace księgowej prowadząc
nawet pełną księgowość?

O ile prostsze byłoby życie bez tych luk prawnych. Tylko z czego żyliby
adwokaci, gdyby wszystko było takie jednoznaczne? Niewątpliwie zawodowe
zarządzanie wymaga licencji ...

 

Ile warte "siedzenie w domu"?

I wracamy do przyczyny wiekszosci problemow naszej codziennosci. Mianowicie do
wzrostu gospodarczego i co za tym idzie do zmniejszenia bezrobocia, obnizenia
podatkow (lub wprowadzenia liniowego - bez zadnych ulg dla wszystkich po
rowno), co na pewno wplynie korzystnie na sytuacje ekonomiczna naszych rodzin i
da nam wieksze pole manewru w podejmowaniu decyzji o zostaniu w domu lub
powrocie do pracy na caly lub pol etatu.

Marze o chwili gdy latwiej bedzie znalezc prace, gdy kobieta bedzie szanowana w
pracy jako pracownik i oplacana zgodnie z jej kwalifikacjami zamiast dostawac
procent 'meskiego' wynagrodzenia. Ale walka o to wszystko zaczyna sie juz w
beciku naszych dzieci.

Mam 2 synow i wiem ze na mnie tez spoczywa ten obowiazek by wychowac ich w
szacunku do drugiego czlowieka, czyli rowniez kobiety. Oni maja widziec, ze
mama jest nie tylko od prania i prasowania ich niewymownych, maja widziec, ze
robi to rowniez tata i nie uwlacza to jego meskosci. Dlatego tez wracam do
pracy po macierzynskim. Bo ją lubie, bo czuje potrzebe zarabiania pieniedzy. Bo
chce by widzieli ze mam prawo realizowac swoje ambicje, nie musze sie poswiecac
i cierpiec w domu, ze mozliwe jest znalezienie kompromisu i partnerstwo.

Podoba mi sie definicja partnerstwa ktora tu czytalam - to jest to co odpowiada
obojgu partnerow w zwiazku.

Znacie jakieś osiągnięcie IPN?

oczywiście.nawet kilka.
1.zbrodnia komunistyczna-jakiś pułkownik wylał z roboty sierżanta
ponieważ ochrzcił dziecko.przy okazji duże osiągnięcie naukowe w
dziedzinie prawa-nowa,rewelacyjna definicja zbrodni komunistycznej.
2.zawsze wysokie budżety,
3.bardzo wysokie średnie wynagrodzenia.

Rejestr klauzul niedozwolonych


W zakwestionowanym postanowieniu umownym wynagrodzenie pośrednika za
wykonaną usługę pośrednictwa zostało określone w sposób niezgodny z
obowiązującymi przepisami tj. art. 3 ust 1 pkt. 1 ustawy z dnia 5
lipca 2001 o cenach, który stanowi, że cena to wartość wyrażona w
jednostkach pieniężnych.
NO WŁAŚNIE NIE W % Panie al_gon.
definicja jednostki pieniężnej
jednostka pieniężna,; suma pieniężna,; znak pieniężny.
Nie można wynagrodzenia okreslać w %,skonsultowane z UOKIK, dziękuję
za uwagę, i radzę zmienić umowę.

Bezrobotny odda zasiłek, bo sprzedawał na Allegro

decyduje o tej sytuacji ustawa
Bezrobotni podlegają ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. To ona określa, kiedy się traci status bezrobotnego. I ustawa ta stawia taki warunek bezrobotnemu:

"nie uzyskuje miesięcznie PRZYCHODU w wysokości przekraczającej połowę
minimalnego wynagrodzenia za pracę, z wyłączeniem przychodów uzyskanych z
tytułu odsetek lub innych przychodów od środków pieniężnych zgromadzonych na
rachunkach bankowych"

Ponieważ w przepisie jest przychód kwestia dochodu jest drugorzędna. Aby uratować zasiłek trzeba wykazać, że nie było przychodu. Załóżmy, że aparat był używany a nie nowy. Z ustawy o podatku PIT można tworzyć konstrukcję, że aparat fotograficzny był używany (bez związku z działalnością gospodarczą), więc nie ma przychodu podlegającego opodatkowaniu. Ale ustawa o PIT a ustawa o promocji zatrudnienia to dwa osobne akty prawne. Więc dla urzędników nie ma przychodu w PIT, jest w ustawie o promocji zatrudnienia. I to jest błąd urzędników. Ustawa o promocji zatrudnienia stanowi, że przychód to jest przychód podlegający opodatkowaniu na podstawie przepisów o podatku dochodowym od osób fizycznych. Jeżeli to był aparat używany w rozumieniu ustawy o PIT (jest tam definicja rzeczy używanej), to niesłusznie mu odebrano zasiłek.

Staż z urzędu pracy. Czy isć?Mam dylemat....

jagoda.kamczacka napisała:

> I co się tak pienisz?
bo wypowiadają się tutaj ignorantki. Ty też do nich należysz.

Zmusza cię ktoś do pójścia na staż bezpłatnie albo za 400
> złotych?
Tak, dostałam taką propozycję.

Doral ma rację, czasem zdobycie doświadczenia jest cenniejsze od
> wynagrodzenia i wtedy się nie marudzi.
Pod warunkiem, że ktoś sam się na to decyduje. Niestety, czasem staż
się dostaje przymusowo.

Bo staże z definicji mają przyuczyć
> człowieka do wykonywania danego zawodu, a jeśli przyuczyć - to
zapewne stażysta
> nie ma dostatecznej wiedzy i doświadczenia do wykonywania zawodu,
a jeśli nie m
> a
> to trudno płacić mu wynagrodzenie takie, jak pracownikowi z
odpowiednią wiedzą
> i
> doświadczeniem.
Niestety, ta definicja w tym roku została zmieniona! Staż można dać
każdej osobie, która od jakiegoś czasu (nie wiem ile) nie ma pracy.
Więc staż można dać np. inżynierowi powyżej 50-tki z wieloletnim
doświadczeniem(!), który z racji swojego wieku ma problemy ze
znalezieniem pracy. KAŻDA tu z piszących może stracić pracę, a jeśli
w jakimś czasie nie znajdzie pracy, to urząd pracy wyśle ją na staż.
Jak piszesz - na przyuczenie do zawodu. Jak będzie mieć "szczęście",
to w przyszłości może nawet trafić na to przyuczanie do obecnego
pracodawcy...

> A jak się nie ma z czego żyć to szuka się pracy, a nie stażu.
Powiedz to w UP. Ja stażu nie szukałam.

Konto z lokatą nocną w Alior Banku: Gdzie ta ku...

>Wiem, że ror jest za darmo, ale istotą roru jest to, że mogę z
niego
skorzystać w każdej chwili (do wysokości środków)


Mozesz skorzystac w kazdej chwili - robiac przelew lub idac do banku
po gotowke. Definiowanie czegos jako "istoty" jest zabawne.

Nikt nie zmusza Cie do alioru, znajdujesz bank z "istota roru" i z
niego korzystasz. Ale mowienie ze cos jest oszustwem bo nie zgadza
sie z moim widzeniem "istoty" to naduzycie.

PS : Definicja roru znaleziona na necie (wiki)

Rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy (ROR) - rachunek bieżący
osób fizycznych, na który mogą być przekazywane wynagrodzenia,
emerytury, renty oraz stałe dochody z innych źródeł z wyjątkiem
wpływów działalności gospodarczej.

Źródło „pl.wikipedia.org/wiki/Rachunek_oszcz%C4%99dno%C5%
9Bciowo-rozliczeniowy”


co prawda wikipedia to nie alfa i omega wiedzy ale pokaz mi gdzie w
tej publicznej definicji jest mowa o obowiazku karty.

Ergo (brrr nie cierpie tych yntelygentych wstawek) - gadasz od
rzeczy.

Odszkodowanie dla górnika Golca, zawał dla górn...

Niższe niż 90 proc. najniższego wynagrodzenia???
Poniewaz zarobki gornikow sa czescia krajowego (no bo przeciez nie
zagranicznego) wynagrodzenia, ta definicja jest rekursywna ;-)

"zarobki zatrudnionych pod ziemią nie mogły być niższe niż 90 proc. najniższego
krajowego wynagrodzenia."

Jezeli ustalam, ze place gornikowi 95% najnizszej krajowej pensji w danym
momencie, ta pensja gornika staje sie de facto najnizsza pensja krajowa! Potem
wytarczy mi rekursywnie obnizac pensje gornika do 90% jego pensji, i po pewnym
czasie zblizam sie do 0 PLN.

Ktos chyba sie nie zastanowil piszac ten artykul...

Bank Millenium zwalnia

"zwalniają, więc niedługo będą przyjmować"
takie stare żydowskie powiedzenie było.
Najistotniejsza w tym wszystkim jest definicja pojęcia "niedługo" ;)

Wysłać zawsze można, czemu nie. Byle tylko nie z propozycją wynagrodzenia w
postaci "zapłacę za pracę w waszej firmie" (bo wszystko wskazuje, że takiej w
większości oczekują od kandydatów polscy pracodawcy w dobie tzw. "kryzysu").
Millenium, jak każdy inny bank, zawsze zatrudni sprzedawców-akwizytorów, takich
ofert "jak mrówków". No chyba, że liczysz na stanowisko w zarządzie, wtedy gorzej.

___________________dam tydzień cały na

> Mój zarzut o lewackie poglądy (wspomniany bolszewizm, choc jestem na
> 99 % pewien ,ze nie użyłem tego okreslenia - znów twoja manipulacja?)
> dotyczył problemu 'wspólnie wypracowanego majątku' . Zgłosiłes
> tezę ,że emeryci MUSZĄ miec profity z prywatyzacji , bo to oni
> wypracowali ów wspólny majątek. Zgłosiłem tu zastrzeżenia, bo
> myslenie o wspólnie wypracowanym majątku było aktualne w komunie.
> Otóż Hasz.u. Zapytałem się Ciebie. Ile swojego ogródka dałbys mi po
> zleceni ujego przekopania ? Oczywiście wynagrodzenie pobrałbym zaraz
> po robocie. O to mi chodziło. Pracujący w PRL pobierali
> wynagrodzenia i byli ubezpieczeni i nie są włascicielami majątku po
> nieboszczce PRL. Widze ,że ty myslisz inaczej To nazwij siebie sa
> zgodnie z własciwą definicją.

To nie działa! Trzeba się odwołać do "Ognia", Jedwabnego, Dworca Gdańskiego w
68, a najlepiej do Michnika trzy pokolenia wstecz. Wtedy potwór ożyje...

___________________dam tydzień cały na

__________________ Państwowe czyli czyje?
dotyczył problemu 'wspólnie wypracowanego majątku' . Zgłosiłes
tezę ,że emeryci MUSZĄ miec profity z prywatyzacji , bo to oni
wypracowali ów wspólny majątek. Zgłosiłem tu zastrzeżenia, bo
myslenie o wspólnie wypracowanym majątku było aktualne w komunie.
Otóż Hasz.u. Zapytałem się Ciebie. Ile swojego ogródka dałbys mi po
zleceni ujego przekopania ? Oczywiście wynagrodzenie pobrałbym zaraz
po robocie. O to mi chodziło. Pracujący w PRL pobierali
wynagrodzenia i byli ubezpieczeni i nie są włascicielami majątku po
nieboszczce PRL. Widze ,że ty myslisz inaczej To nazwij siebie sa
zgodnie z własciwą definicją.

Protest przeciwko łamaniu koncesji przez Rydzyka

Definicja reklamy
"Reklamą jest każdy przekaz, niepochodzący od nadawcy, zmierzający do promocji
sprzedaży albo innych form korzystania z towarów lub usług, popierania
określonych spraw lub idei albo osiągnięcia innego efektu pożądanego przez
reklamodawcę, nadawany za opłatą lub inną formą wynagrodzenia" - znalazłem to w
jednym z podanych przez Ciebie linków.

Ze RM nadaje teksty promujące rózne rzeczy lub instytucje, jest oczywiste. Ale
żeby uznać to za REKLAMY, trzeba by jeszcze udowodnić, że pobiera za to "opłaty
lub inne formy wynagrodzenia", a to już byłoby trudniejsze.

ciaża a L-4

Dowiedz się, czy możliwe jest nie pójście na zwolnienie, ale zwolnienie Cię z
obowiązku świadczenia pracy przez pracodawcę z zachowaniem prawa do
wynagrodzenia.
Pamiętaj, że w McDonaldzie wielu rzeczy nie wolno Ci robić, np. pracować na
zmianie nocnej od 21, nosić ciężkich rzeczy. Nawet na kasie nie możesz stać
dłuzej niż 4 godziny:W przypadku kobiet pracujących przy monitorach ekranowych
czas pracy przy takim monitorze nie może przekroczyć 4 godzin na dobę. Zgodnie
z definicją „monitora ekranowego” zawartą w rozporządzeniu Ministra Pracy i
Polityki Socjalnej z dnia 1 grudnia 1998 „w sprawie bezpieczeństwa i higieny
pracy na stanowiskach wyposażonych w monitory ekranowe”, monitorem ekranowym
jest każde „urządzenie do wyświetlania informacji w trybie alfanumerycznym lub
graficznym, niezależnie od metody uzyskiwania obrazu” – czyli także nowoczesne
komputerowe wyświetlacze LCD oraz monitory kas fiskalnych (rozporządzenie nie
określa minimalnej wielkości wyświetlacza, od której zalicza się go do
monitorów ekranowych)
Ograniczenia dotyczą także możliwości wykonywania przez ciężarne pracownice
pracy w pozycji stojącej - maksymalnie do 3 godzin w ciągu zmiany roboczej.
Kobieta ciężarna nie może również wykonywać prac nie ujętych w rozporządzeniu,
jeżeli przeciwwskazania wynikają z zaświadczenia lekarskiego (art. 179 §3 KP).
Powyższe ograniczenia mają charakter bezwzględny i nie mogą zostać
zmodyfikowane – niezależnie od tego, czy pracownica wyrazi na to zgodę.

Józefów - onkologia i chirurgia zamknięte

Józefów - onkologia i chirurgia zamknięte
To jest jednak drobne przegięcie. Co do zasady rozumiem racje, które kierują
lekarzami - ale są pewne granice. Rozumiem, że zarabiają za mało, rozumiem że
nikogo nie można zmusić do pracy , rozumiem że korzystają tylko ze swoich praw.
Ale wiem jedno - to jest najprostszy szantaż, i jedynymi pokrzywdzonymi w tym
wypadku są pacjenci. Nie narzekam na swoje zarobki (acz pracuję naprawdę dużo),
leczę się - co do zasady - prywatnie, ale nie mogę popierać kogoś, kto z racji
swojej funkcji może stawiać pod ścianą Bogu ducha winnych ludzi. Chyba jednak
jest coś takiego jak hmmm. - dobry smak? odrobina uczciwości? Jestem
nauczycielem akademickim (na dorobku:) - trafiło mi się niestety pracować
dodatkowo w 1 czy 2 szkołach, które po prostu mnie oszukały - zalegając
całkowicie z wypłatą wynagrodzenia - jakoś nie przyszło mi do głowy przerwać
zajęcia ze studentami, zadzwonić do PAK-i i doprowadzić do tego, że studenci
stracą czesne i rok nauki. (Chociaż to pewnie po prostu frajerstwo - szanowni
doktorzy?)A to jakby nie spojrzeć podobna logika postępowania - tylko "ciężar
społeczny" diametralnie odmienny. Szanownym lekarzom wolno oczywiście się
zwolnić - i już. Ciekawe tylko jak ocenialiby sytuację gdyby któregoś dnia w
mieście Radomiu np. wszyscy policjanci złożyliby wypowiedzenia i od razu poszli
na zwolnienie? Niefajnie się bawicie, niefajnie. Tak na marginesie - dużo
mówicie o Waszych prawach. Jest taka fajna definicja prawa "Prawo to minimum
moralności". Minimum.

Zlikwidowano przytulisko dla psów Violetty Villas

Autor do szkoły !
"Weterynarz zdecyduje, które nadają się do adopcji. Resztę trzeba będzie poddać
eutanazji."
Eutanazja to pomoc w zadaniu śmierci na usilne i wyraźne żądanie pacjenta
cierpiącego na nieuleczalną chorobę. Oznacza to przerwanie uporczywej,
przedłużającej tylko cierpienia chorego, terapii.
Tyle definicja. Nie ma innej. Czy psy mają w związku z tym podpisać
oświadczenie, czy swoją prośbę mogą wyrazić ustnie? To znaczy paszczowo?
„Eutanazja” to w artykule Łagowskiej i Kuleja albo eufemizm, albo nieuctwo.
Jeśli to drugie, to proszę moją ulubioną GW, aby zechciała wydawać choć trochę
więcej pieniędzy na wynagrodzenia i zatrudniać dziennikarzy, którzy są
posiadaczami przynajmniej matury.

Zarządzanie czy administrowanie ?

We wspólnotach rozróżnić należy Zarządzanie nieruchomością (opis czynności w
ustawie o gospodarcze nieruchomościami) lub Zarządzanie Nieruchomością Wspólną
gdy jest np: Zarząd właścicielski, który chce tyko nadzorować Zarządcę NW i
decydować o bieżących sprawa z zakresu zarządu zwykłego. Nie spotkałem się w
zapisach prawnych dotyczących zarządu nieruchomościami z definicją jakie
czynności zawierają się w słowie administrowanie.

Pewne grupy ludzi, podmioty zajmujące się zarządzaniem np: ZGM, PGM, SM, itd -
od uchwalenia ustawy owl próbują narzucać wspólnotą struktury organizacyjne
rodem z zakładów budżetowych czy spółdzielczości mieszkaniowej - nie wiem
dlaczego???.
Szkodzi to wspólnotą, zaciemnia jasne i przejrzyste zapisy prawne dotyczące WM.
Wspólnota to inny rodzaj działalności i to one muszą sobie wypracować własne
zasady organizacyjne.

Administrowanie to raczej funkcja, w strukturze zarządcy - stanowisko pracy.

odpowiadając na 2.

> 2. Czy zarząd może podpisać z firmą umowę o administrowaniu z określonym
> wynagrodzeniem, gdy uchwała określająca jego wysokość nie została jeszcze
> podjęta?

Moim zdanie nie. Najpierw uchwała o wyborze zarządcy nieruchomości wspólnej
poprzedzone, informacją jakie czynności będą należały do zarządca , uchwalenie
stawki miesięcznej wynagrodzenia ryczałtowego i dopiero podpisanie w imieniu
wspólnoty umowy przez Zarząd lub pełnomocników.

Jedno ze źródeł płytkiego rozumienia ekonomii

Doskonały przykład głupoty definicji takich ...
... pojęć jak GNP. Czy taka fałszywa definicja GNP wciąż jest używana? Ten
nieznany mi wcześniej o tej gosposi pokazuje mi, że ekonomia jest "nauką" o
wiele marniejszą niż dotychczas przypuszczałem.

Jak ekonomiści mogą cokolwiek rozumieć, jeśli nie potrafią policzyć średniego
kosztu odchowania dziecka do poziomu pracownika o danej wysokości
wynagrodzenia. Jeżeli GNP nie uwzględnia wartości pracy wykonanej w domu, to
jak obliczyć wartość majątku narodowego traconą wskutek np. emigracji
wykształconych młodych ludzi?

Lekarz nie chciał zbadać zgwałconej dziewczynki

Kto rzuci pierwszy kamien?
> > Bez przesady. Życie dziewczynki nie było zagrożone...
> Facet, a skąd ty to k...wa możesz wiedzieć!!??
> To dziesięcioletnie dziecko i wszystko jest możliwe. Ostatnio
> kobieta zmarła od skaleczenia gwoździem bo lekarze nie
> rozpoznali tężca ! Ciekaw jestem co byś powiedział gdyby to była

Zgodnie z tym rozumowaniem lekarze w ogole nie powinni pobierac pieniedzy,
jesc ani chodzic spac czy srac. Bo przeciez ilosc dziwczynek i babc ktore
skaleczyly sie gwozdziem, ze nie wspomne o innych, zgodnie z ta definicja zyciu
zgrazajacych przypadkach, jest praktycznie nieograniczona, w ogole nieda sie
wyjsc z pracy!

Wina lezy po stronie urzednikow i ich powinni rodzice pociagnac do
odpowiedzalnosci, Moze ich nazwiska podac?.

Lekarz ocenil MEDYCZNA sytuacje poprawnie. A na utrudniajaca mu zycie (i
uniemozliwiajaca leczenie innych, kiedy jest ciagany po sadach) ADMINISTRACYNY
NIEPORZADEK powiedzial NIE. Kiedys trzeba umiec powiedziec "nie".

A wszystkim oceniajacym go urzedalom, robolom i innej masci "pracownikom"
polecam sie zastanowic: "Ile razy sami zostaliliscie po pracy i BEZ
WYNAGRODZENIA zeby pomoc jakiemus petentowi ktory mial pilna sprawa?"

No to jak ktos sie znalazl to teraz prosze rzucic kamien! I podac swoje
nazwisko.

JestemZa

Dofinansowanie sprzętu rehab.

Przyjmowaniem i rozpatrywaniem wniosków o dofinansowanie ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zaopatrzenia w sprzęt rehabilitacyjny zajmują się Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie lub Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej (jest to uzależnione od tego, jaka jednostka w Pani miejscu zamieszkania realizuje to zadanie).
Sprzęt rehabilitacyjny zgodnie z definicją słownikową to sprzęt niezbędny do prowadzenia zajęć rehabilitacyjnych mających za zadanie osiągnięcie przy aktywnym uczestnictwie osoby z niepełnosprawnością możliwie najwyższego poziomu jej funkcjonowania, jakości życia i integracji społecznej. Jest to sprzęt służący do usprawniania zaburzonych funkcji organizmu lub wspomagający proces rehabilitacji.

O dofinansowanie ze środków PFRON zaopatrzenia w sprzęt rehabilitacyjny mogą ubiegać się osoby z niepełnosprawnością stosownie do potrzeb wynikających z niepełnosprawności jeżeli zachodzi potrzeba prowadzenia rehabilitacji w warunkach domowych przy użyciu tego sprzętu, oraz jeżeli spełniają kryterium dochodowe (o którym była mowa we wcześniejszym poście).

Aby móc starać się o w/w dofinansowanie należy złożyć wniosek wraz z niezbędnymi dokumentami w jednostce zajmującej się przyznawaniem w/w dofinansowania w Pani miejscu zamieszkania. Do wniosku należy dołączyć:
- kopię orzeczenia o niepełnosprawności
- zaświadczenie od lekarza prowadzącego o potrzebie zaopatrzenia osoby w dany sprzęt rehabilitacyjny
- ofertę cenową danego sprzętu rehabilitacyjnego.

Na podstawie pozytywnie zaopiniowanego wniosku jest sporządzana umowa pomiędzy wnioskodawcą a starostą (prezydenta miasta na prawach powiatu) określająca strony umowy, rodzaj zadania podlegającego dofinansowaniu, termin realizacji zadania i sposób jego rozliczenia.

Wysokość dofinansowania wynosi do 60% kosztów zakupu, nie więcej jednak niż do pięciokrotnego przeciętnego wynagrodzenia. Pozostała kwota jest tzw. udziałem własnym wnioskodawcy.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że dofinansowanie nie może dotyczyć zakupionego sprzętu rehabilitacyjnego. Czyli dopiero po podpisaniu umowy można dokonać zakupu danego sprzętu rehabilitacyjnego.

odnośnie kosztów sądowych

> czy to prawda, że osoba która jest orzekana o winie ponosi również
> koszty adwokata drugiej strony?

tak, to prawda (art 98 kpc)

> aby być zwolnionym z kosztów
> sądowych jakie trzeba spełniać kryteria?

definicja mówi o osobie fizycznej, która nie jest w stanie ponieść kosztów bez
uszczerbku utrzymania koniecznego dla siebie i rodziny (art. 102 ustawy o
kosztach sadowych w sprawach cywilnych). Trzeba złożyć odpowiednie oświadczenie
na formularzu dostepnym np. na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.

> jakie to są orientacyjne
> ceny?

ale ceny czego ? Chodzi o wynagrodzenia adwokackie ? Sąd zasądza koszty albo
według zestawienia kosztów przedstawionego przez adwokata albo według norm. W
tym pierwszym przypadku adwokat przeciwnika składa zestawienie kosztów w którym
podaje ile wyniosło jego wynagrodzenia i zeby taką kwotę zwróciła druga strona.
Według drugiego sposobu adwokat wnosi o zasadzenie kosztów a sąd zasądza według
minimalnych stawek adwokackich okreslonych w rozporządzeniu co wynosi 360 PLN.
Sąd może zasądzić maksymalnie 6 krotnośc stawki co daje kwotę 2160 PLN i tyle
sąd może najwięcej zasądzić kosztów adwokackich.

> można je płacić w ratach?

koszty zasądzone od jednego uczestnika postępowania na rzecz drugiego są
indywidualną sprawą stron. Jesli się strony dogadają mogą spłacać według swojej
umowy. Jesli ktoś nie zapłaci zasądzonych kosztów wówczas strona może złożyć
tytuł wykonawczy do komornika i ten ściągnie nalezność. Można też uprzednio
poprosić sąd o podzielenie nalezności na raty, ale nie praktykuje się raczej
tego. W koncu strona zazwyczaj do upadłego walczy o to by jej wina nie była
orzeczona.Chyba że od razu bierze ją na siebie.

małżeństwo a stypendium socjalne

Chociaż jesteście małżeństwem, nie macie własnych dochodów, a kredyt studencki
takim nie jest i nie jest wliczany w podstawę dochodów uprawniających do
otrzymywania stypendium. W związku z tym Dziekanaty słusznie domagają się
odrębnych zaświadczeń o dochodach, osobno od żony (jej rodziców) i osobno
Twoich (rodziców). Obowiązuje obowiązek alimentacyjny, który w zasadzie wygasa
albo po osiagnięciu określonego wieku alimentowanego, albo na podstawie wyroku
sądowego (prawda jest taka, że obowiązek alimentacyjny w rodzinie nie wygasa
nigdy, a co najwyżej odwóceniu ulega jego kierunek). I każdym razie istotnie
jest to, czy alimentowany jest już przygotowany i zdolny do wykonywania
wyuczonego zawodu (to wynika z wyroków SN). Tak więc nieco różnić się może w
tym przypadku sytuacja absolwenta liceum ogólnokształcącego i technikum.

Wyjaśnienia wymaga jeszcze, dlaczego Wasze małżeństwo nie jest traktowane jako
samodzielne i niezależne od Waszych rodziców (nawet mimo osobnego zamieszkania -
zwracam uwagę, że małżeństwo mieszkające na stancji lub w DS'ie też mieszka
odrębnie!). Otóż istotna jest definicja studenta samodzielnego (finansowo),
stosowana w systemie pożyczek i kredytów studenckich (z którego - jak piszesz -
korzystacie). Zgodnie z nią samodzielnym finansowo jest student, który
RÓWNOCZEŚNIE spełnia WSZYSTKIE trzy poniższe warunki:

1. posiadał stałe źródło dochodów w ostatnim (poprzedzającym) roku podatkowym,
2. posiada stałe źródło dochodów w bieżącym roku podatkowym,
3. jego miesięczny dochód w wymienionych okresach nie jest mniejszy od
najniższego wynagrodzenia za pracę pracowników obowiązującego w ostatnim
miesiącu poprzedniego roku podatkowego (przyp. 1.) i obowiązującego w miesiącu
złożenia wniosku o przyznanie stypendium (przyp. 2.).

Zwracam uwagę, że w każdym z przypadków 1. i 2. chodzi o stałe zatrudnienie, a
nie z krótkotrwałych okresów zatrudnienia na podstawie umów etc. Wynika z tego,
że zatrudnianie się w poprzednim roku np. na 2-3 miesiące nie wchodzi w grę
(nawet, gdyby to była umowa na czas nieokreślony lub określony rozciągnięty na
bieżący rok), gdyż dochód taki byłby za mały, aby rozliczać sie w rocznych
drukach PIT.

Wspólnotowa paranoja

Powtórzę:
Niektóre osoby na tym forum pracują w zarządach kilku wspólnot mieszkaniowych i
biorą za wynagrodzenie. Nie posiadają licencji i twierdzą, że ponieważ ustawa
dopuszcza wybór do zarządu osoby spoza wspólnoty, zaś w innym artykule ustawa
pozwala przyznać zarządowi wynagrodzenie, to ich postępowanie jest zgodne z prawem.

I dodam:
UWL Art. 28. Właściciel lokalu pełniący obowiązki członka zarządu może żądać od
wspólnoty wynagrodzenia odpowiadającego uzasadnionemu nakładowi pracy.

Jak wynika z art. 28 TYLKO WŁAŚCICIEL lokalu może pobierać wynagrodzenie za
sprawowanie zarządu we wspólnocie.
Członek zarządu wybrany spoza członków wspólnoty, nie będący właścicielem lokalu
we wspólnocie NIE MA PRAWA pobierać wynagrodzenia za zarządzanie.

kaja99 napisała:
> Jaka jest definicja działalności zawodowej? Czy zawsze pobieranie
wynagrodzenia = prowadzeniu działalności zawodowej ?

A jak sądzisz? Pobieranie co miesiąc stałej kwoty za wykonywanie czynności
określonych w art. 185 ust. 1 UGN nie jest działalnością zawodową w zakresie
zarządzania nieruchomościami?

Definicję działalności zawodowej zarządcy okeśla sama ustawa UGN:
"... działalność zawodową w zakresie zarządzania
nieruchomościami, polegającą na wykonywaniu czynności zmierzających
do utrzymywania nieruchomości w stanie niepogorszonym, zgodnie
z jej przeznaczeniem, oraz do uzasadnionego inwestowania w nieruchomość,
a także innych czynności określonych w art. 185 ust. 1 ..."

Nie porównuj tu działaności księgowej, która rządzi się innymi prawami i nie ma
nic do rzeczy. Tym bardziej kwestia zatrudniania kogoś...

czy ludzie, ktorzy mysla, ze sa wolni

niestety, fnoll, przyjęta przez ciebie definicja wolności jest albo zbyt
ogólna, albo - jesli rzeczywiście utożsamić "przyjemność" z konsumpcją
materialną - mocno niedorzeczna. jej logiczne dopełnienie pokazał w jaskrawej
formie huxley, choc w odniesieniu do nieco innego rodzaju "przyjemnosci"..

już bauman pisał, nic w tym oryginalnego, że współczesny kapitalizm nie tylko
nie tłumi, ale podsyca ludzkie dążenie do przyjemności jako warunek własnego
przetrwania. ale sęk w tym, że to ogólnoludzkie dążenie do przyjemności można
rozumieć bardzo różnie, różnie też może być ono realizowane - i nie zawsze w
interesie wolnosci, a raczej wręcz przeciwnie. twoje instynktowne utożsamienie
wolności z materialną konsumpcją, a człowieka z konsumentem jest tylko wytworem
świadomości dobrze wytresowanego pieska kapitalizmu. po przekroczeniu pewnej
granicy obsesyjne dążenie do wzrostu konsumpcji jest potężnym narzędziem
zniwloenia, nie wiem, jak można tego nie dostrzegac. mowiac potocznie, ogon
zaczyna machac psem. marcuse nazwał to represywną desublimacją - represywną, bo
w interesie systemu, i z uszczerbkiem dla innych wartości, których realizowanie
jest w ten sposób tłumione.

a jakich wartości? wielu ludzi, mających się teraz materialnie lepiej niz za
prl, mowi, ze czuje sie rownie, albo bardziej zniewolona, niż wtedy - szalonym
pędem za...niewiadomo czym", jak powiedziała pewna kobieta dziennikarce
polityki. dlaczegóż to - zapyta naiwny fnoll. "przecież ich standard
konsumpcyjny wzrósł." ale "przyjemność" - jakośc życia - to nie tylko
konsumpcja materialna, to także poczucie więzi z innymi, czas dla bliskich,
brak niepewności jutra i strachu przed bezrobociem - a na brak tych wartości
skarżą sie ludzie w każdym sondażu. w tych bardzo istotnych sprawach nie mają
kontroli nad własnym życiem - nie są wolni.

oczywiście miłosiernie nie wspominam tu juz o bezrobotnych, ludziach
pracujących w nadgodzinach bez wynagrodzenia itp. w polsce obecnie 26 proc.
dzieci zyje w biedzie, ich rodziców nie stać na przedszkole, chociaż w kazdej
rodzinie jest magnetowid. i to nie żadna spuścizna po prl, bo wówczas zjawiska
dzieciecej biedy nie bylo - a w takiej anglii dzieci zyjących w biedzie jest
3,5 mln - co trzecie dziecko. to jest druga strona konsumpcyjnego raju.

A moze tak pielgrzymka do Wilna?

Wilno - chętnie, pielgrzymka - niechętnie. Chyba, że w wersji amerykańskiej
(definicja: an american is a man with two hands and four wheels).

Wilnem byłem zauroczony. W przeciwieństwie do Kowna, po którym się wiele
spodziewałem, a które okazało się być (w moim odbiorze) zapyziałe jakieś takie,
powiatowe i nudne.

Ostrą Bramę zapamiętałem dziwnie - z jednej strony jest nagle wzniosła (idzie
się i idzie długą ulicą, aż tu ni stąd ni zowąd już jest) a z drugiej, po
chwili, jakaś jarmarczna. Warto iść na mszę.

Nie wyobrażam sobie zwiedzania zorganizowanego. Przed cmentarzem czekają
przewodnicze sępy w wieku nastoletnim. Chłopiec, który nas upolował, oczywiście
mówił po polsku i faktycznie wiedział dużo. Ściemniał coś o pobożnym celu, na
który zbiera kasę, ale też był dyskretny, w odpowiednim momencie się ulotnił i
nawet nie był wybitnie natrętny w negocjacjach wynagrodzenia

Spodziewałem się z prasy wnosząc, że po polsku nie będzie się można odezwać.
Tymczasem właścicielka hotelu mówiła po polsku świetnie (w młodości jeździła na
wojaże z jakimś zespołem tanecznym), kelner w knajpie się uśmiechał i
przechodził z rosyjskiego lub angielskiego na polski całkiem chętnie... wcale
nie jest tak, że nas tam nie lubią.

Jeśli ktoś lubi wakacyjne zwiedzanie przy użyciu własnego auta, to kraje
bałtyckie są naprawdę dobrze przygotowane do tego. W Pacalu są adresy informacji
turystycznej nawet dla małych miast. Te biura czynne są do 19-tej albo i
20-stej. Wystarczy GPS nastawić. Na miejscu mają darmowe mapy okolic (często
opisujące miejsca warte zobaczenia) no i przede wszystkim potrafią znaleźć
nocleg ad hoc. Pytają o zakres cenowy, sami wykonują telefon i już ma się gdzie
spać, nawet przyjechawszy niemal w nocy.

A Wilno to jedno z tych miast, do którego chętnie bym wrócił.

Europa zróżnicowana pod względem opodatkowania ...

"podatek liniowy, czyli jeden próg podatkowy niezależnie od uzyskiwanego
wynagrodzenia"
O, czyżby jakaś nowa definicja? Myślałem zawsze, że podatek liniowy to jedna
stawka procentowa i zero progów (tj. zmian stawki)... Ach, ten postęp!

"Stonka ziemniaczana czyli pasiasty dywersant"

"Stonka ziemniaczana czyli pasiasty dywersant"
możliwe, że tak głosił na odprawach prokuratorskich niejaki Wilhelm
Świątkowski, krasnoarmiejec, ludowy prokurator PRL, domniemany kuzyn
drobiu.

Pasożyt - definicja

1. «organizm zwierzęcy albo roślinny żyjący kosztem innego organizmu»
2. «człowiek żyjący z cudzej pracy» - Słowniki Języka Polskiego PWN.

Za komuny pasożytow wsadzano do ciupy jako osobników społecznie
nieproduktywnych.

Pasożyt ustawowy:

Art. 31 ust. 3 ustawy o związkach zawodowych:
(...)
"Pracownik ma prawo do zwolnienia od pracy zawodowej z zachowaniem prawa
do wynagrodzenia na czas niezbędny do wykonania doraźnej czynności
wynikającej z jego funkcji związkowej, jeżeli czynność ta nie może być
wykonana w czasie wolnym od pracy".

Pasożyt realny:

"Wiesław Wójtowicz, szef Związku Zawodowego Jedność Pracowników Budryka-
11.100 PLN związkowej pensji

Wiesław Siewierski przewodniczący Forum Związków Zawodowych- 7.800 PLN
związkowej pensji

Sławomir Broniarz przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego- 9.000
PLN związkowej pensji

Waldemar Krenc, przewodniczący NSZZ Solidarność regionu łódzkiego- 5.400
PLN

Bronisław Stec - ok. 6.000 zł przewodniczący MKZ ZZ "Kontra". Na
negocjacje z zarządem przyjechał Oplem Signum, w salonie 100.000 PLN.

Zenon Dąbrowski - ok. 7.000 zł Tyle w lipcu zarobił przewodniczący ZZG w
kopalni Borynia. Jeździ mercedesem klasy E.

Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ Solidarność- 8.500 PLN

Jan Guz, szef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych- 6.200 PLN

Leszek Świętczak, przewodniczący Związku Zawodowego `Stoczniowiec'- 6.000
PLN

Jan Gumiński, szef Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki
Morskiej- 6.000 PLN

Zdzisław Chętnicki, szef Związku Zawodowego "Kadra"- 10.000 PLN związkowej
pensji. Gustuje w mercedesach. Ten którym jeździ, w salonie kosztuje grubo
ponad 100 tys. zł

Zastępcy otrzymują 90 proc. tego co inkasują przewodniczący, natomiast
członkowie zarządów 80 procent.

W samej Kompani Węglowej działa 180 różnych związków (sto osiemdziesiąt).

Pensje tych panów nie pochodzą ze składek członków a z kasy zakładu.

Wynagrodzenie tym panom wypłacają także podatnicy (czyli my wszyscy) w
formie dotacji dla bankrutujących lub nierentownych zakładów.
www.tvn24.pl/1,251,24,56323123,150790311,2119702,0,forum.html

Jak skutecznie zmusić gminę... - cd

Jak skutecznie zmusić gminę Łódź ??
Niektórzy właściciele -niestety niektórzy- wiedzą, że można inaczej zarządzać
niż styl i forma w jakim to robią zakłady budżetowe. Właściciele wyodrębionych
lokali -w większości osoby starsze- nie chcą wiedzieć i boją się zmian, a
pracownicy zakładów budżetowych dzielnie ich w tym wspierają bojąc się utraty
nielegalnych wpływów. Ktoś z forumowiczów zapyta: dlaczego nielegalnych ?! Ano
dlatego, że wszelkie dowody wskazują na to, że odpłatne usługi administracyjne
prowadzone dla wspólnot przez łódzkie zakłady budżetowe są nielegalne (p.:
opinia NIKu, RIO). Sam prezydent miasta J.Kropiwnicki w 2003 r. stwierdził,że :
" Gminy (jednostki komunalne) nie powinny bezpośrednio zarządzać zasobami
mieszkaniowymi, gdyż nie obejmuje tego definicja użyteczności publicznej
(eliminuje to konkurencję, nie wymusza racjonalności itp.).
ˇ Występuje sprzeczność interesów gminy z interesem jednostki gminnej, która we
wspólnotach mieszkaniowych najczęściej nie wykonuje funkcji właścicielskiej w
imieniu gminy."
Prezydent stwierdził, ale de facto od początku kadencji aprobuje dziłalność
zakładów budżetowych administrujących nieruchomościami wspólnot.
Kierownicy tych jednostek nie ujawiają sposobu księgowania wpływów od wspólnot
(a bądąc jednostką sektora finansów publicznych są zobowiązani prawem do
udzielania informacji publicznej), a Regionalna Izba Obrachunkowa nie ma
informacji o sposobie ich księgowania. Czyli albo nasze zaliczki są wrzucone
do "jednego worka" z wpływami od najemców ( ja -właścicielka płacę CZYNSZ!)
albo nasze zaliczki na poczet wynagrodzenia zarządzającego nie są w ogóle
nigdzie rejestrowane.
W dopełnieniu tych informacji podam, że uchwała budżetowa na 2006 miasta Łódź
jest niezgodna z nową ustawą o finansach publicznych, Rada Miejska tę
uchwałę "przyklepała" , a apel Regionalnej Izby Obrachunkowej do prezydenta
miasta o dostosowanie uchwały budżetowej do zapisów ustawy pozostał tylko na
papierze.
W przypadku otwartego krytykowania i piętnowania poczynań zakładów budżetowych
w/w fakty i dowody dla łódzkich sądów nie mają znaczenia.

Jarosław Kaczyński: IV RP przegrała bitwę, ale ...

lewy_kaczor napisał(a):

> W dawnej Kongresówce donosy od obywateli zdarzały się
> ponadsześciokrotnie częściej niż w Małopolsce.
>
> "Moralny obowiązek wobec kraju i porządku publicznego". To nie
jest
> wcale definicja praworządności. Tak w Niemczech określa się tzw.
> donos obywatelski. Niemcy nie czują dyskomfortu, gdy informują o
> tym, że ktoś prowadzi nielegalną budowę, zatrudnia pracowników na
> czarno czy choćby parkuje w miejscach zakazanych. W Polsce donos
> obywatelski nie ma już jednoznacznie pejoratywnej konotacji, ale
> wciąż więcej rodaków uważa donoszącego za kapusia niż za wzór
> obywatela. Socjologowie tłumaczą to bagażem ostatnich dwustu lat
> naszej historii, kiedy to współpraca z organami państwa - najpierw
> zaborczego, potem okupanta, a w końcu komunistycznego - była
> naganna, a donos był wręcz aktem zdrady.
>
> Wprost 43/2007 (1296)

A swoją drogą, IPN mógłby się zająć sprawą tzw. "donosów
obywatelskich" z czasów PRL i okupacji, donosów ludzi, którzy nigdy
nie podpisywali żadnej deklaracji o współpracy, nie figurują w
spisie TW, nie pobierali żadnego wynagrodzenia z tego tytułu, ale
bezinteresownie szkodzili bliźnim. W pewnej książce były SBek
opowiadał, że niektórzy aż płonęli z niecierpliwości, aby podzielić
się z kimś swoją wiedzą o bliźnich i propozycję współpracy
przyjmowali z ulgą. Na podstawie danych z byłej NRD, Czechosłowacji
oraz III Rzeszy (bo takie dane miałem dostępne), można sądzić, że
skala tego zjawiska była "porażająca". Nie ma powodu sądzić, że w
Polsce pod tym względem było inaczej.

NIE GŁOSUJCIE NA KACZYŃSKIEGO

CZERWONO WAM W OCZACH
> - handlujących gaciami na ulicach centrum i starego mista p. Kaczyński nie
> może sie pozbyć od początku swojej kadencji pomimo wielokrotnych zapowiedzi
> że skończy z nimi w ciągu 2-óch tygodni!

Jak ktoś próbuje na siebie zarobić, to należy go ukarać: lepiej niech siedzi
cicho i żyje z zasiłku, Kaczor otworzy nowy urząd, zatrudni tam nowych kolesi
[zgodnie z hasłem: oni się już nakradli - teraz czas na nas], będziemy walczyć
z bezrobociem, że hej [przypomina mi się klasyczna już definicja socjalizmu:
jest to ustrój, który dzielnie walczy z problemami, które gdzie indziej nie
istnieją]. Czołem towarzysze, do walki z kułakami, spekulantami i
kapitalistycznymi wywzyskiwaczami! Nie ważny cel - ważne by pochód socjalizmu
posuwał się naprzód: bo jak nie będzie bezrobotnych, to kim ONI będą się
wspaniałomyślnie opiekować i bronić przed wyzyskiem?
[Swoją drogą tak właśnie rozpoczął się w Anglii kapitalizm: był tam milion
ludzi, których nie mogło wchłonąć rolnictwo, renegatów i wyrzutków, którzy
zaczęli produkować tanie produkty dla takich samych biedaków jak i oni.
Socjalizm wymyśliła arystokracja, która musiała podnosić wynagrodzenia
pracowników rolnych, którzy jakoś o dziwo masowo wyjeżdżali do miast, by
pracować w "nieludzkich" warunkach u rzeczonych "wyzyskiwaczy"]

A przy okazji: nie wiem czy wiesz, że pod władzą Kaczora najpierw pobiera się
od tych ludzi opłatę za wynajem stanowiska, za jakiś czes przychodzi straż
miejska i rozpędza towarzystwo, nie tylko nie zwracając opłaty, ale wywożąc
skonfiskowane towary w nieznanym kierunku [sic!].

praca nad mozem

to jest jak definicja "atrakcyjnego wynagrodzenia"przez telefon wszystko ok a na
miejscu sie okazalo ze niema zarobku dla robola to jest tylko okazja dla
pracodawcy a mialo to byc atrakcyjna praca z wypoczynkiem dla dzieci czyli moze
nad morze [o nie]

Jedno ze źródeł płytkiego rozumienia ekonomii

Jedno ze źródeł płytkiego rozumienia ekonomii
Także ekonomiści nie są wolni od przesądów, także wśród nich trafiają się
tępaki.

Nie zapominajmy, że ekonomia nie jest nauką ścisłą, ani przyrodniczą.
Matematyk, fizyk, chemik, biolog czy geolog może nam, dyletantom,
powiedzieć: „wiem lepiej”. Ekonomista, socjolog czy historyk tego powiedzieć
nie może, zamiast tego może co najwyżej nam powiedzieć: wiem więcej”.

Najprostszy przykład bełkotu ekonomicznego, czyli braku ścisłości
i „przyrodniczości”, jest określenie pojęć: „eksport” i „import”. Nic
dziwnego, że ekonomiści plączą się w tym temacie, skoro nie rozumieją pojęć,
których używają.

Mam nadzieję, że z czasem powstanie precyzyjna definicja „eksportu”,
sformułowana w kategoriach ekonomicznych, a nie taki bełkot polityczny, jaki
mamy dzisiaj.

Żeby zobrazować, co dokładnie mam na myśli, podam teraz własną definicję. Nie
twierdzę, że taka będzie obowiązywała definicja w przyszłości, gdyż
przyszłość nie jest zdeterminowana, więc nie da się tego powiedzieć z
całkowitą pewnością. Potraktujcie więc tę definicję tylko jako przykład
ścisłości. Podam też dwie inne kiepskie definicje (dla zmylenia - kolejność
przypadkowa), abyście nie mogli mi zarzucić wiary w to, że znam przyszłość.

„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona jest w
walucie innej niż waluta, której producent używa do wypłacania wynagrodzenia
osobom wytwarzającym sprzedane dobra.”

„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona jest w
walucie innej niż waluta, której producent sprzedanych dóbr używa do płacenia
podatków wynikających bezpośrednio z tej produkcji.”

„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona jest w
walucie innej niż waluta, której producent sprzedanych dóbr używa do
kupowania maszyn i surowców do tej produkcji.”

Jedna z tych definicji jest dobra, czyli taka, że modele ekonomiczne ją
zawierające mają szansę dać nietrywialne odkrycia z ekonomii. Nie możemy
zapominać, że ekonomia opisuje rzeczywistość fizyczną, a nie jakąś oderwaną
wiedzę, dlatego prawa ekonomii mogą zostać odkryte tak jak prawa fizyki. Z
fizycznego punktu widzenia ekonomia jest tylko pewnym rozszerzeniem
termodynamiki, a pieniądze to miara tzw. entropii ujemnej.

Wiem, że ekonomia tak postrzegana wydaje się trudniejsza niż termodynamika,
ale w przyszłości fizycy sobie z tym poradzą.

Jedno ze źródeł płytkiego rozumienia ekonomii

Dlatego prawa ekonomii nie mają ściśle ...
... spełnianych równań.

oleg3 napisał:

> Główna różnica polega na tym, że ekonomia nie może skorzystać z eksperymentu
> jako niepodważalnej metody badawczej. Może tylko korzystać z materiału
> historycznego.

To jest wybór ekonomistów. Gdyby chcieli, to mogliby prowadzić eksperymenty
(także symulacje i obserwacje), tak jak robią to przyrodnicy. Ale ja nie
słyszałem np. o istnieniu produkcji na rynek wytwarzanej wyłącznie w celach
naukowych dla badania zachowanie się danego towaru na rynku

> Nie powstanie. W ekonomii taka definicja jest zbędna. Musiałaby liczyć parę
> stron tekstu i być corocznie aktualizowana. Znana teoria handlu zagranicznego
> Ohlina traktuje handel zagraniczny jako rodzaj wymiany ponadregionalnej.
> I to w zupełności wystarczy.

Wielu ekonomistom nie wystarcza mała siła ekonomii w przewidywaniu rowoju

> Ricardo też nie potrzebował definiować eksportu inaczej,
> niż jako wywóz towaru za granicę.

Nie potrzebował widać nic wiarygodnego policzyć.

> >„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona
> > jest w walucie innej niż waluta, której producent używa do wypłacania
> > wynagrodzenia osobom wytwarzającym sprzedane dobra.”
>
> A wyobraź sobie producenta programu komputerowego sprzedawanego w Polsce,
> przez polskiego producenta, robionego przez hinduskich programistów.

Wybbrażam sobie:

W Indiach Hindusi piszą programy, za który dostają wynagrodzenie w rupiach.

W Polsce ten program został sprzedany, a sptrzedawca wziął za niego złotówki.

Klasyczny eksport wg mojej definicji

Lekarz nie chciał zbadać zgwałconej dziewczynki

Gość portalu: JestemZa napisał(a):

> > > Bez przesady. Życie dziewczynki nie było zagrożone...
> > Facet, a skąd ty to k...wa możesz wiedzieć!!??
> > To dziesięcioletnie dziecko i wszystko jest możliwe.
Ostatnio
> > kobieta zmarła od skaleczenia gwoździem bo lekarze nie
> > rozpoznali tężca ! Ciekaw jestem co byś powiedział
gdyby to była
>
> Zgodnie z tym rozumowaniem lekarze w ogole nie powinni
pobierac pieniedzy,
> jesc ani chodzic spac czy srac. Bo przeciez ilosc
dziwczynek i babc ktore
> skaleczyly sie gwozdziem, ze nie wspomne o innych,
zgodnie z ta definicja zyciu
>
> zgrazajacych przypadkach, jest praktycznie
nieograniczona, w ogole nieda sie
> wyjsc z pracy!
>
> Wina lezy po stronie urzednikow i ich powinni rodzice
pociagnac do
> odpowiedzalnosci, Moze ich nazwiska podac?.
>
> Lekarz ocenil MEDYCZNA sytuacje poprawnie. A na
utrudniajaca mu zycie (i
> uniemozliwiajaca leczenie innych, kiedy jest ciagany po
sadach) ADMINISTRACYNY
> NIEPORZADEK powiedzial NIE. Kiedys trzeba umiec
powiedziec "nie".
>
>
> A wszystkim oceniajacym go urzedalom, robolom i innej
masci "pracownikom"
> polecam sie zastanowic: "Ile razy sami zostaliliscie po
pracy i BEZ
> WYNAGRODZENIA zeby pomoc jakiemus petentowi ktory mial
pilna sprawa?"
>
> No to jak ktos sie znalazl to teraz prosze rzucic
kamien! I podac swoje
> nazwisko.
>
> JestemZa

Jesli chodzi o za to sie zgadzamy.
Poza tym jednak
Lekarz podejmowal decyzje w sprawach administracyjnych
nie medycznych.
Ocenial sytuacje medyczna - jak mam rozumiec przez telefon?
To b. ciekawe. Niedlugo bedziemy sie leczyc przez
internet. Ja tez tak chce tylko poniewaz aktualnie boli
mnie zab - chyba sie jednak wybiore do dentysty osobiscie.
Badanie w przypadku gwaltu jest dowodem obciazajacym
gwalciciela i tym samym - przynajmnie teoretycznie
blokujacym dalsze gwalty.. To nie przerejestrowywanie auta..
Niech Pan na to spojrzy o od tej strony..
MOze nie ma Pan corek albo wogole dzieci ale zapewniam w
tej kwestii swiadomosc wykrywalnosci b. hamuje sprawcow
przed popelnieniem tych czynow..
Jezeli nawet nie ma Pan dzieci to warto sobie
przynajmniej wyobrazic ze potencjalnie moze je Pan miec..
Ja kamieni nie rzucam. Wiem czym jest plotka
dziennikarska. Ale ze system wykrywania i udowadniania
przestepstw jest kiepski tez wiem. To nie chodzi o nowe
ustawy ale o to jak postepujemy i czy wogole umiemy
zabezpieczac dowody...
Pozdr.
ANka

Co na to PIP ?

Gość portalu: sofi napisał(a):

Podaję Ci ze strony PIP odpowiedz na Twoje pytanie.

Rzeczywiście zgodnie z obecnie obowiązującym do 31 grudnia 2003 r. art. 135
Kodeksu pracy pracownicy zarządzający w imieniu pracodawcy zakładem pracy nie
zachowywali prawa do oddzielnego wynagrodzenia z tytułu pracy w godzinach
nadliczbowych bez względu na charakter dnia w jakim taka praca miała miejsce. A
zatem jeżeli pracownik zarządzający w imieniu pracodawcy zakładem pracy
świadczył pracę w godzinach nadliczbowych w niedzielę, w święto lub w dniu
wolnym od pracy wynikającym z przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy
pracownik nie zachowywał prawa do oddzielnego wynagrodzenia. Podobną regulację
zawiera nowy art. 1514 k. p., który nie przyznaje pracownikom zarządzającym w
imieniu pracodawcy zakładem pracy prawa do wynagrodzenia oraz dodatku z tytułu
pracy w godzinach nadliczbowych za pracę poza normalnymi godzinami pracy bez
względu na charakter dnia, w którym praca taka jest świadczona.

Jednak w przedstawionej sytuacji kierownik działu nie jest pracownikiem
zarządzającym w imieniu pracodawcy zakładem pracy. Dotychczasowe brzmienie
przepisów o czasie pracy mogło powodować w tym zakresie wątpliwości
interpretacyjne zważywszy na brak definicji pracownika zarządzającego w imieniu
pracodawcy zakładem pracy. Definicja taka pojawia się w nowym zmienionym
brzmieniu art. 128 § 2 pkt 2 Kodeksu pracy, zgodnie z którym pracownikami
zarządzającymi w imieniu pracodawcy zakładem pracy są pracownicy kierujący
jednoosobowo zakładem pracy, ich zastępcy lub pracownicy wchodzący w skład
kolegialnego organu zarządzającego zakładem pracy oraz główni księgowi.

Zatem pracownik, będący kierownikiem działu, nie jest zgodnie z przywołaną
definicją pracownikiem zarządzającym w imieniu pracodawcy zakładem pracy.
Zachowuje więc, zgodnie z nowym przepisem art. 151 4 § 2 Kodeksu. pracy, prawo
do wynagrodzenia oraz dodatku - za pracę w godzinach nadliczbowych
przypadających w niedzielę lub w święto czyli zgodnie z przepisem art. 1511 § 1
pkt 1 lit. b) Kodeksu pracy - z dodatkiem 100%.

Co to jest łapówka?

Co to jest łapówka?
Ostatnio modny temat, z powodu afery z Jaskiernią i tematyki lobbingu, wymaga
uporządkowania podstaw myślenia, gdyż wiele głupoty się pisze i mówi.

Najwyraźniej nie wystarcza najprostsza definicja łapówki, czyli pieniędzy
przyjętych na lewo przez funkcjonariusza publicznego.

Zacznijmy od trzech klasycznych przykładów łapówki. Lekarza w publicznej
służbie zdrowia, nauczyciela w szkole publicznej i urzędnika. Mamy więc
fundament łapówki, czyli coś co nazywamy lewizną, co nie jest dozwolonym
moralnie napiwkiem, ale dodatkowym zarobkiem obok oficjalnego wynagrodzenia.
Kwiaty czy koniak zaniesione chirurgowi za udaną operację, bombonierka, którą
dajemy pielęgniarce ostatniego dnia pobytu w szpitalu, kwiaty dla nauczyciela
po zakończeniu roku itd. to nietypowe, ale jednak napiwki. Natomiast
bombonierka dana pielęgniarce na początku pobytu w szpitalu, to nie napiwek,
a więc lewizna czyli łapówka.

Lewizna różni się jednak od łapówki tym, że lewizna jest za pracę dodatkową,
a łapówka jest za działanie w ramach obowiązków. Jeżeli pielęgniarka napisze
za pacjenta list i weźmie za to pieniądze, to jest lewizna, ale nie łapówka.

Podsumujmy: nie każda lewizna jest łapówką. Napiwek zwykle nie jest łapówką,
chyba że jawnie jest zakazane przyjmowanie napiwków dla pewnych zawodów (np.
urzędników) czy stanowisk (np. przełożonych osób, które biorą napiwki).

To były łatwe podstawy, teraz trudniejsze. Jeżeli nauczyciel wziął pieniądze
a potem dopiero wystawił zaskakująco korzystną ocenę swojemu uczniowi, to
jest łapówka (w szkole prywatnej to oszustwo), ale jeśli nauczyciel wziął
pieniądze za obietnicę przekonania innego nauczyciela, to w ogólności nie
jest jeszcze łapówka; z pewnością nie jest łapówką, jeżeli drugi nauczyciel
nie jest świadom tego i nie ma udziału w tym oszustwie.

Modelową sytuację mamy podczas wystawiania oceny ze sprawowania, kiedy
wychowawca na radzie pedagogicznej się waha. Jeżeli dyrektor weźmie pieniądze
za to, żeby przekonać wychowawcę, aby dał lepszą ocenę, to jest niewątpliwa
łapówka, ale jeśli pieniądze wziął kolega wychowawcy, który mu truje coś w
stylu „Co ty, stary, masz przeciwko tej dziewczynie? U mnie jest pilna,
aktywna i grzeczna. Tak, trochę gaduła, temperament ją ponosi, ale jak zwrócę
uwagę, to przyjmuje ją z szacunkiem i pokorą. Czuję, że szanuje nauczyciela i
wkłada serce w lekcje”. To drugie nie nazywa się łapówką, ale lobbingiem
czyli, mówiąc prosto, naciskaniem za pieniądze.

Pamiętajmy, że lobbing może być przestępstwem zwanym niedozwolonym
lobbingiem. Na zachodzie lobbysta może pójść do więzienia nie jako łapownik,
ale jako lobbysta. Nie mieszajmy więc niedozwolonego lobbingu z korupcją, bo
to są różne przestępstwa

Wybory marszałka Sejmu

Przepraszam Wiesiu za moje niesłuszne posądzenie. Jest prawdopodobnie tak, jak
piszesz.

Jest pewne, że zwiększone zarobki wpływają na inwestycje. Nie wiem czy to
napisałam ja, ale zgadzam się z takim poglądem.

A dlaczego mam sobie przypominać wykłady z ekonomii? Racz mi to wyjaśnić Wiesiu?

Może wystarczy encyklopedyczna definicja dochodu narodowego:

„Dochód narodowy (ekon.) to suma dochodów wszystkich podmiotów, uzyskanych z
wykorzystania czynników produkcji (ziemia, praca, kapitał) równa całkowitej
wartości wytworzonych dóbr i usług”.

I w związku z tym Wiesiu jak najbardziej ma znaczenie czy ktoś jest
pracownikiem sfery budżetowej.
Bo chyba Wiesiu nie uznajesz, że urzędnik np. wpisujący Cię do rejestru osób
prowadzących działalność gospodarczą tworzy dochód narodowy? A przecież za wpis
płacisz. Urząd ma zysk, a urzędnik dostaje płacę.

Czy nadal się upierasz, że nie ma znaczenia? :)

A kto Cię Wiesiu uczył ekonomii?

Wiesiu, powstają już prywatne placówki służby zdrowia. Nie wiem, jak tam płacą
pielęgniarkom. Ale chyba pielęgniarkom to wystarcza skoro tam pracują.
Wiesiu, jeżeli pielęgniarka nie jest zadowolona ze swojej płacy to nikt nie
zabroni jej się zwolnić i poszukać pracy nowej.
Płaca pielęgniarki w prywatnej placówce nie jest problemem. Gorzej z tą
pielęgniarką w placówce publicznej. Bo to ja płacę składkę, z której ta
pielęgniarka otrzymuje wynagrodzenia. I teraz Ty mówisz, że pielęgniarka ma
zarabiać więcej. Jak ma zarabiać więcej, to mnie pewnie podwyższą składkę i ja
będę zarabiała mniej. Pielęgniarka kupi więcej, a ja kupię mniej. I może ja
nawet na to bym się zgodziła. Ale jest pewien szkopuł. Ja za tę swoją składkę
nie dostaję nic. Nic Wiesiu, wielkie „zero”. Więc ja się przeciwko temu
buntuję. Bo co mnie obchodzi ile zarabia pielegniarka skoro ja nie dostaję za
swoje pieniadze nic? A Ty chcesz żebym ja dawała na pielęgniarkę więcej i żeby
to „zero” kosztowało mnie drożej.
I gdzie tu Wiesiu logika, sprawiedliwości, wolność?

A wracając do dochodu to Ty Wiesiu napisałeś tak:

„Siłą napędową rozwoju gospodarczego jest popyt. Nie sztuka wyprodukować,
sztuką jest sprzedać. Ale przy dzisiejszym podziale dochodu narodowego jest to
bariera nie do przebycia”.

Więc wytłumacz Wiesiu, jak to Ty chcesz podzielić ten dochód, aby był większy
popyt i żeby można było sprzedać?

Bo na razie jak rozumiem to chcesz, abym za „zero” płaciła więcej, przez co
zwiększy się płacę pielęgniarki i złodziei z NFZ, a w zamian za to ja kupię
sobie mniej.

P.S.
I ja Wiesiu nie chcę rezygnować z zysków żeby utrzymywać pielęgniarkę. Ja chcę
mieć swoje pieniądze, a jak zachoruję to pójdę i zapłacę pielęgniarce. A na
razie jak zachoruję to oprócz składki, którą mi kradną,i tak oddzielnie
pielęgniarce i lekarzowi płacę.

I widzisz Wiesiu ile się napisałam żeby Tobie wyjaśnić cokolwiek? :)

Ziobro kontra notariusze.

Z linkow opisujacych istote czynnosci notarialnych wynika, ze granice taksy
notarialnej sa okreslana przez panstwo czyli przez : "Rozporządzenie ministra
sprawiedliwości w sprawie maksymalnych stawek taksy notarialnej"
Zdaje sie byc to logiczne, gdyz klientow notariuszom "napedza" wlasnie panstwo
(poza panstwem nie ma wlasnosci i nie ma prawa - zbedni sa tez notariusze
wsytarczy silna piesc lub poparacie stada - tylko ciezko znalezc takie
miejsce :> ). To w dalszej czesci mojego skromnego wywodu implikuje, ze pan
Ziobro ma prawo do manipulowania taksa notarialna :>.

(i tu znowu cytat)
"Notariusz za swoje czynności pobiera wynagrodzenie. Jego wysokość określa tzw.
taksa notarialna, która zawiera maksymalne stawki opłat za daną czynność. Na
podstawie odrębnych przepisów notariusz pobiera też podatki i opłaty skarbowe.
Na każdym sporządzonym dokumencie notariusz zaznacza wysokość pobranego
wynagrodzenia i innych opłat, powołując się na podstawę prawną."

Co wiecej doczytalem sie ze mozna wystapic do sadu o odstapienia przez
notariusza pobierania taksy notarialnej, a wiec i klient notariusza w pewnych
szczegolnych przypadkach indywidualnie moze sobie zmniejszyc wysokosc taksy.

Chcialem rowniez zauwazyc, ze w prawie funkcjonuje tzw. adwokat z urzedu, dla
osob ktorych nie stac na honorarium dla adwokata "prywatnego". Nie wiem czy
istnieja notariusze z urzedu ? moze ktos wie ? - bo jezeli tacy nie istnieja to
tym bardziej regulacja prawna jest usprawiedliwiona.

Zawód zaufania publicznego :
"
Zgodnie ze wspominanym projektem ustawy zawodem zaufania publicznego, jest
zawód, który polega na wykonywaniu zadań o szczególnym charakterze z punktu
widzenia zadań publicznych, troski o realizację interesu publicznego, a który w
szczególności: 1) jest wykonywany przez osoby posiadające kwalifikacje
określone w przepisach właściwych dla danego zawodu; 2) jest wykonywany w
formach określonych w przepisach właściwych dla danego zawodu; 3) wiąże się z
przynależnością do samorządu zawodowego; 4) tworzy szczególną więź zaufania
między osobą wykonującą zawód i świadczącą usługi na rzecz klienta a klientem;
5) wiąże się z dostępem do informacji dotyczących sfery prywatności osoby
fizycznej lub tajemnicy przedsiębiorcy; 6) gwarantuje, że informacje, o których
mowa w punkcie 5, uzyskane przez wykonującego zawód stanowią, w zakresie
wynikającym z przepisów właściwych dla danego zawodu, tajemnicę zawodową,
której ujawnienie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w przepisach
ustawowych; 7) posiada zasady etyczne jego wykonywania.
"
jak dla mnie troche plynna definicja zawodu zaufania publicznego

oto kilka linkow z ktorych korzystalem:

www.prawnik24.pl/notarialne.htm
www.dziennik.krakow.pl/informator/przewodniki/032.pdf#search=%22taksa%20notarialna%22
irbis.home.pl/centrum/taksa_not.htm

VAT?

> Zamień proszę argument siły (capslock) na siłę argumentów.

Włączył się przypadkiem.

Wzmiankowany przeze mnie artykuł 15 zawiera w
> podpunktach 1 i 3 punktu 3 wyłączenia odwołujące się do updof. Ten drugi z
> wymienionych wskazuje na art. 13 tejże uastawy. Co w nim czytamy?
> "Za przychody z działalności wykonywanej osobiście (...) uważa się" : itd.
> A zatem działalność wykonywana osobiście nie jest działalnością gospodarczą w
> świetle ustawy o VAT, z zastrzeżeniami, o których mowa w art. 15.3.3 i
15.3.3a.

Doczytaj, kiedy dziłalność wykonywana osobiście jest działalnością gospodarczą,
a kiedy nie jest. Zrezstą nie wiem czy zroumiesz, bo wielu ludzi także tych,
którzy tak jak ja, zajmują się tym zawodowo, mają problemy ze zrozumieniem tego
przepisu i jego stosowaniem.
Ustawa mówi, że działalność wykonywana osobioście nie jest jest działalnością
gospodarczą tylko wtedy, kiedy "istnieje stosunek prawny pomuiedzy zlecającym
wykonanie czynnosci i wykonującym zlecane czynności co do warunków wykonywania
tych czynnosci, wynagrodzenia i odpowiedzialności zlecającego wykonanie tycz
czynności". Definicja dosyćniefortunna, bo nie sptrecyzowano, że chodzi o
odpowiedzialność za rezultat tych czynności, czyli w przypadku, o którym
mówimy - tłumaczenie. Warunek ten sprowadza się do tego, że jeżeli tłumaczysz
na zlecenie biura, które Twoje tłumaczenie sprzedaje swojemu klientowi, to
takie zlecenie nie podlega VAT, natomiast jeżeli tłumaczysz dla klienta, który
jest ostatecznym odbiorcą tłumaczenia - czynność podlega VAT.
Wkleję jeszcze art. 4 ust. 4 Szóstej Dyrrektywy, który mówi o tym samym:
"4. Użycie słowa "samodzielnie" w ust. 1, wyklucza opodatkowanie pracowników i
innych osób, o ile są one związane z pracodawcą przez umowę o pracę lub inny
stosunek prawny tworzący więzy między pracodawcą a pracownikiem co do warunków
pracy, wynagrodzenia i odpowiedzialności pracodawcy."
Jest tu odwołanie do stosunku pracy - opodatkowanie wyłącza tylko zatrudnienie
na warunkach odpowiadających stosunkowi pracy. Jeżeli ktoś prowadzi działalność
samodzielnie - podlega VAT. Takie jest też orzecznictwo Trybunału w luksemburgu.
Mam nadzieję, że Cię przekonałem.

> Właśnie o tym mówiłem, a TY miast się do tego odnieść, insynuujesz mi jakieś
> kantowanie państwa i nieuczciwą konkurencję. Zignoruję to i zamiast flejmować
> zadam Ci pytanie. Czy ty wystawiasz np. sądowi fakturę VAT, która opiewa na
> wynagrodzenie + VAT = stawka urzędowa z rozporządzenia? Czy odprowadzasz ten
> VAT oraz zaliczkę na podatek dochodowy, a drugą zaliczkę zatrzymaną przez sąd
> odliczasz sobie w zeznaniu rocznym? Zostaje chociaż na znaczek pocztowy, by
> wysłać te tłumaczenie?

Nie jestem tłumaczem, ale są tacy, którzy tak robią i nie opowiadają takich
głodnych kawałków, jak:

> To nie ja kantuję państwo, ale państwo chce okantować mnie. Mówi, że mi
zapłaci
> 24,77, a płaci 20, przerzucając sobie VAT z jednej kieszeni do drugiej. Poza
> tym pożycza sobie na rok moją zaliczkę, bez pytania i bez należytego
> wynagrodzenia z tego tytułu. Taką mam koncepcję

Vat to nie są Twoje pieniądze, to jest podatek, który Ty albo ktoś inny jedynie
przekazuje do budżetu. Przyjmij to do wiadomosci. Zrezstą nie wiem, o czym
mówisz z tą zaliczką. Wszyatkich obowiązujątakie same zasady jak Ciebie i są
tacy, którzy po prostu więcej pracują zamiast kombinować.

podwyżka OC o 40%

KONSTYTUCJA! I konstytucyjna rownosc wobec prawa. Tylko o tym pisze. PiSiorki nie moga sobie dla swoich doraznych rozwiazan finansowych, z tego zapisu robic spolki z o.o. Jezeli chca tworzyc dobre prawo, to powinni w tym celu zmieniac ustawe zasadnicza. Jezeli tego nie robia, to znaczy, ze za nasze pieniadze produkuja bubel prawny, ktory uchyli TK. Najpierw wiec powinni napisac w konstytucji o bezplatnym leczeniu z wyjatkiem ofiar wypadkow drogowch. To na pewno dobrze by wygladalo i dalo duze pole do popisu. Gdy znowu zabraknie na cos kasy, to w konstytucji napisze sie np. o bezplatnym nauczaniu z wyjatkiem powiedzmy dzieci pracownikow stacji benzynowych.

W naszym raju nikt mnie nie pyta czy chce korzystac z panstwowej sluzby zdrowia, ale ustawowo jestem zmuszany do placenia za nia. W tej chwili zostane zmuszony do ponownego dofinansowania tego, co powinno byc finansowane z moich podatkow. A to oznacza, ze podnosza mi podatki. A to oznacza, ze znowu oszukali w kampanii wyborczej. Bo obiecywali obnizke. Obciazanie ta podwyzka wylacznie powodujacych wypadki zapewne musialoby podniesc im skladki np. o 1000%, moze o 10000%. Musi wiec dotknac wszystkich, aby bylo mozliwe do udzwigniecia. Na tym polegaja ubezpieczenia. W innym wypadku, jako czlowiek, ktory nigdy nie spowodowal zadnej kolizji, powinienem placic 0 zl OC. Gdy zas spowoduje krakse skladka powinna wynosic 100% szkody. Tylko czy nadal bedzie to mozna nazwac ubezpieczeniem? Ubezpieczenie do pewnego stopnia musi przewidywac, ze krysztalowy ubezpieczony kiedys nabroi. Dopoki tego nie zrobi placi za innych. Inaczej tzw. szkodowosc nie moglaby byc podnoszona o te skromne procenty, ktore z reguly nie pokrywaja wyplaty.

Leczenie ofiar wypadkow jest kosztowne i nie podlega to zadej dyskusji. Dyskusji zas podlega definicja ofiary. To potezne pole do naduzyc. Niedofinansowane szpitale beda naciagaly ilosc ofiar (nie od dzis wiadomo, ze w Polsce leczy sie rowniez nieboszczykow itp.). Jezeli np. gosc ma kolizje. Wychodzi bez szwanku, wysiada z auta, aby opieprzyc sprawce i lamie noge. To ofiara wypadku czy tylko ofiara losu? Za ofiare wypadku placi ubezpieczenie sprawcy, za ofiare losu NFZ. Jak zaklasyfikuje to szpital? Nie pytam jak to bylo naprawde. Pytam co na to szpital? Poza tym, gdy mamy doczynienia z bezsporna ofiara wypadku - ciekawe ilu pacjentow wyleczy sie na ich konto? A moze PiSiorki wraz z ta ustawa wprowadza do szpitali lojalnych kontrolerow, aby ci rozdzialali ofiary wypadkow od ofiar losu. I znajac PiS nie beda musieli znac sie ani na medycynie, ani na ruchu drogowym. Byle byli lojalni.

Jedno nie ulega kwestii. Naklady na sluzbe zdrowia sa za male. Druga bezsporna kwestia jest to, ze w obecnej organizacji, gdzie nikt za nic nie odpowiada, a zawyzanie kosztow nie jest naganne, zadne naklady nie beda wystarczajace. Dopiero powazne rozwiazania systemowe moga pokazac ile naprawde kosztuje lecznictwo. Bo to jest tak:

1. lozek szpitalnych mamy generalnie za duzo, a jednak ich brakuje. M.in. dlatego, ze NFZ refunduje pobyt pacjenta powyzej 3 dni. Aby wiec usunac w pelnej narkozie wrzynajacy sie paznokiec szpital osadza pacjenta na 3 doby. Oczywiscie wypuszcza go nastepnego dnia na jego prosbe, ale w dokumentacji wypis nastepuje po 3 dniach. To tylko taki drobny przyklad. O praktycznym nieistnieniu szpitali 24 godzinnych nie wspomne. Lozek wiec brakuje.

2. leczenie kosztuje tyle samo co ogolnie mowiac na zachodzie, ale lekarze i pielegniarki zarabiaja nawet nie smiesznie. A na tzw. zachodzie straszliwa kwota, ktora pochlania lecznictwo to wlasnie wynagrodzenia oraz rzecz u nas praktycznie nieznana w finansowaniu panstwowum - badania kliniczne. To gdzie wiec sa pieniadze pchane w sluzbe zdrowia?

3. Sprzetu diagnostycznego moze nie jest duzo, ale i tak jest on niewykorzystany. Wszak norma jest wykorzystywanie aparatury przez powiedzmy 6 godzin. Reszte czasu robi w prywatnej klinice ordynatora. Ja tam mu nie zaluje. Niektorzy jednak celowo skracaja czas eksploatacji "panstwowej" na rzecz prywatnej. Nawet moge to zrozumiec. Ciezko im za proponowane pieniadze znalezc woznicy do tej aparatury "panstwowo". A prywatnie bez trudu.

4. dopuki platnikiem za strzykawki jest twor budzetowy czyli szpital wiadomo, ze kwoty na fakturach za ww. sprzet beda mowiac delikatnie wysokie. Dyrekcja zawsze moze powiedziec, ze kupuje tylko najlepsze i sprawdzone. Nie zadnych napiec w zadluzaniu sie. Nie ma wiec zadnych powodow w poszukiwaniu rownie dobrych, ale 5 razy tanszych.

5. itp i tpd.

Zanim wiec podniasa skladki powinni sprywatyzowac sluzbe zdrowia. Oczywiscie z zachowaniem refundacji z NFZ. W wielu placowkach w Polsce to z powodzeniem dziala. Tylko kontraktow jest za malo, bo szpitale panstwowe maja pierwszenstwo... Potem zmiana konstytucji i na koncu ewentualna podwyzka OC. Nie odwrotnie.

podatek w polsce - tragedia.

Postanowienie

Naczelnik Pierwszego Urzedu Skarbowego Lódz-Baluty dzialajac na podstawie:

* art. 14a § 1 i § 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja Podatkowa
(j.t. Dz. U. z 2005 r. Nr 8, poz. 60),
* art. 3 ust. 2a i art. 45 ust. 4 i ust. 7 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o
podatku dochodowym od osób fizycznych (j.t. Dz. U. z 2000 r. Nr 14, poz. 176 ze
zm.),
* art. 12 ust. 2 ustawy z dnia 12 listopada 2003 r. o zmianie ustawy o
podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw
(Dz. U. Nr 202, poz. 1956)

uznaje za prawidlowe

stanowisko Pana wyrazone we wniosku z dnia 10.01.2005 r. (uzupelnionym w dniu
28.02.2005 r.) w sprawie rozliczenia dochodów uzyskanych w 2004 r., jezeli nie
ma Pan miejsca zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Uzasadnienie

W dniu 11.01.2005 r. wplynal do tutejszego organu podatkowego wniosek w sprawie
udzielenia pisemnej interpretacji co do zakresu i sposobu zastosowania przepisów
ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Z przedstawionego w pismie stanu
faktycznego wynika, iz w dniu 6 maja 2004 r. opuscil Pan Polske na stale (z
zamiarem pozostania w Angli). W 2004 r. uzyskal Pan dochód w Polsce (z tytulu
wynagrodzenia ze stosunku pracy i z odplatnego zbycia papierów wartosciowych)
oraz w Angli (pracujac od 10.08.2004 r. na dwuletnim kontrakcie dla UCL).

Zaplata podatku dochodowego w Polsce jest uzalezniona od istnienia obowiazku
podatkowego. Zgodnie z art. 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja
Podatkowa (Dz. U. Nr 137, poz. 926 ze. zm.) obowiazkiem podatkowym jest
wynikajaca z ustaw podatkowych nie skonkretyzowana powinnosc przymusowego
swiadczenia pienieznego w zwiazku z zaistnieniem zdarzenia okreslonego w tych
ustawach. Z obowiazku podatkowego wynika zobowiazanie podatkowe, tj. konkretne
zobowiazanie podatnika do zaplacenia na rzecz Skarbu Panstwa podatku w
wysokosci, w terminie oraz w miejscu okreslonym w przepisach prawa podatkowego
(art. 5 O.p.). Ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób
fizycznych (j.t. Dz. U. z 2000 r. Nr 14, poz. 176 ze zm.) róznicuje obowiazek
podatkowy, biorac pod uwage miejsce zamieszkania, na obowiazek o charakterze
nieograniczonym lub ograniczonym. Zgodnie z art. 3 ust. 1 w/w ustawy, osoby
fizyczne jezeli maja miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej
Polskiej, podlegaja obowiazkowi podatkowemu od calosci swoich dochodów bez
wzgledu na miejsce zródel przychodów (nieograniczony obowiazek podatkowy).
Natomiast osoby fizyczne, jezeli nie maja na terytorium Rzeczypospolitej
Polskiej miejsca zamieszkania, podlegaja obowiazkowi podatkowemu tylko od
dochodów z pracy wykonywanej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na
podstawie stosunku sluzbowego lub stosunku pracy, bez wzgledu na miejsce wyplaty
wynagrodzenia, oraz od innych dochodów osiaganych na terytorium Rzeczypospolitej
Polskiej (ograniczony obowiazek podatkowy) - art. 3 ust. 2a w/w ustawy. W mysl
art. 4a w/w ustawy, powolane przepisy stosuje sie z uwzglednieniem umów w
sprawie zapobiezenia podwójnemu opodatkowaniu, których strona jest
Rzeczypospolita Polska.

[...]

Podstawowe znaczenie dla okreslenia jaki obowiazek ciazy na osobie fizycznej ma
ich miejsce zamieszkania. A zatem, aby ustalic jakiemu obowiazkowi podatkowemu
podlega dana osoba w Polsce, nalezy ustalic jej miejsce zamieszkania. Pojecie to
nie jest zdefiniowane w przepisach prawa podatkowego, dlatego nalezy odwolac sie
do przepisów prawa cywilnego. Zgodnie z definicja wynikajaca z art. 25 Kodeksu
cywilnego, miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowosc, w której
osoba ta przebywa z zamiarem stalego pobytu. Miejscem zamieszkania bedzie zatem
ta miejscowosc, w której osoba fizyczna przebywa, majac zamiar przebywac tam
stale, chocby nawet byla zameldowana w innej miejscowosci. Na miejsce
zamieszkania sklada sie wiec zarówno element faktycznego przebywania jak i
zamiar stalego pobytu w tym miejscu. Chodzi wiec o miejscowosc, która stanowi
pewnego rodzaju centrum zyciowe danej osoby.

W zlozonym oswiadczeniu stwierdzil Pan, iz opuscil Polske w dniu 06.05.2004 r.
na stale - z zamiarem pozostania w Angli. Od 10.08.2004 r. pracuje Pan w ramach
2-letniego kontraktu dla UCL. Z przedstawionych przez Pana informacji wynika, ze
od 06.05.2004 r. przebywa w Anglii z zamiarem stalego pobytu i tym samym
przeniósl Pan centrum swoich zyciowych interesów do Anglii. W kontekscie art. 25
k.c. przyjac nalezy, ze w zwiazku z wyjazdem z Polski przeniósl Pan miejsce
swojego zamieszkania do Angli. Zgodnie z wyzej przytoczonym przepisami, jezeli
nie ma Pan na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej miejsca zamieszkania, podlega
Pan ograniczonemu obowiazkowi podatkowemu - tylko od dochodów z pracy
wykonywanej w kraju oraz innych dochodów osiaganych na terenie kraju. Zatem w
odniesieniu do dochodów osiagnietych w Angli nie podlega Pan obowiazkowi
podatkowemu w Polsce.
[...]"

Cytuje za jakims czlowiekiem z innego watku za co go przepraszam:)

Jak łatwo sie domyslic jak sie wymeldujesz nie placisz itd.itd.

Kolegow nie szukou se za Oceanem

Zasiłek dla milionera
Przychodzi baba do pośredniaka odc.41. Dziennikarka " Gazety" przez pół roku bezrobotna zarejestrowana w stołecznym urzędzie pracy poszukuje absurdów i luk prawnych w przepisach dotyczących rynku pracy.

Czy można mieć miliony na lokatach bankowych i zostać zarejestrowanym bezrobotnym z prawem do zasiłku oraz bezpłatnej opieki zdrowotnej? Można. A czy można wyprzedawać resztki posiadanych akcji lub wynajmować własne mieszkanie, by przeżyć i spłacić raty kredytu hipotecznego, ale nie mieć prawa do statusu bezrobotnego i pomocy finansowej państwa? Można. Dlaczego? Bo tak stanowi ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.

W art. 2 jest definicja bezrobotnego. Bezrobotny to wyłącznie osoba, która "nie uzyskuje miesięcznie przychodu w wysokości przekraczającej połowę minimalnego wynagrodzenia za pracę". - Właśnie ów przychód warunkuje przyznanie prawa do zasiłku- mówi pan Piotr z Warszawy. - Nie mam pracy. Sprzedaję na giełdzie akcje. Nieważne czy z zyskiem, czy ze stratą - wszak przychodem są pieniądze uzyskane ze sprzedaży. Wynajmuję mieszkanie, nieważne, że nie starcza na ratę kredytu i że dla celów podatkowych ponoszę stratę na wynajmie, bo uzyskane pieniądze nie pokrywają kosztów amortyzacji, jednak dla pośredniaka liczy się przychód, czyli czynsz otrzymywany od najemców.

W ustawie jest też jeden wyjątek dotyczący przychodów: "z wyłączeniem przychodów uzyskanych z tytułu odsetek lub innych przychodów od środków pieniężnych zgromadzonych na rachunkach bankowych". To właśnie ten zapis powoduje, że milioner mający pieniądze na lokatach bankowych może otrzymywać zasiłek. - Czyli jeśli Kowalski ma 3 tys. zł zaoszczędzone w formie akcji i sprzedaje je za 700 zł miesięcznie, żeby mieć co jeść, nie zarejestrują go jako bezrobotnego. Nie dadzą zasiłku. Chyba że nałga w oświadczeniu podpisywanym przy okazji rejestracji, czym narazi się na odpowiedzialność karną. Ale za to Malinowski mający milion złotych na lokacie rentierskiej, która przynosi mu 5 tys. zł miesięcznie odsetek, zostanie zarejestrowany jako bezrobotny z prawem do zasiłku - denerwuje się bezrobotny. A gdyby mój rozmówca chciał skorzystać z pomocy państwa w spłacie kredytu hipotecznego, to też nie może.

Natomiast 50-letnia pani Elżbieta z podwarszawskiego Piaseczna nie będzie miała problemów z rejestracją i skorzystaniem z wszelkich uprawnień. W lutym straciła pracę. Miała pensję ok. 13 tys. zł. Jej mąż jest prezesem dużej spółki. Zarabia drugie tyle. Mają na lokacie ok. 250 tys. zł. Choć ona nie pracuje, są w stanie spłacać kredyt za dom. Jednak myślą, by skorzystać z wszelkiej pomocy państwa. - Już się zarejestrowałam jako bezrobotna. Mam prawo do zasiłku, bezpłatne ubezpieczenie. Nawet pomyślałam sobie, że skorzystam z jakichś szkoleń. A może wezmę pieniądze na rozkręcenie własnej firmy? Na razie zbyt intensywnie nie szukam pracy. Mogę sobie na to pozwolić. Nie bardzo wierzę, ze urząd szybko znajdzie coś dla mnie- dodaje.

Zupełnie inaczej wyglądają rozwiązania prawne w Wielkiej Brytanii. Tam sytuacja finansowa bezrobotnego może mieć wpływ na to, czy otrzyma prawo do zasiłku, czy nie. Chodzi właśnie o oszczędności osoby, która straciła pracę. Anglicy mogą korzystać z dwóch rodzajów zasiłku dla bezrobotnych: opartego na składkach wpłacanych na ubezpieczenie społeczne(Contribution-based Jobseeker's Allowance) i opartego na dochodzie (Income-based Jobseeker's Allowance). Jeżeli osoba, która straciła pracę, nie płaciła składek, to może skorzystać z tego drugiego zasiłku. Jest jednak "ale". Nie może mieć na swoim koncie oszczędności większych niż 16 tys. funtów (około 94 tys. zł). I tak majętny Anglik bezrobotnym nie zostanie.

wymarzone kryteria przyjęcia

wymarzone kryteria przyjęcia
Jak co roku, ta sama dyskusja, te same artykuły w prasie...

Rozwiązanie oczywiste – miejsca dla wszystkich chętnych. Ale to jest niemożliwe. Przynajmniej od razu, choć w przyszłości też tego nie widać bo nic się robi w tej sprawie, co prawda w tym roku mamy wywalenie zerówek do szkół i więcej miejsc dla maluchów, ale za rok będzie ich znowu dużo mniej niż chętnych a dzieci rodzi się chyba coraz więcej.

Nie dyskutujmy o tym, że miejsca powinny być dla wszystkich, bo to nie podlega dyskusji.

Podyskutujmy jakie w obecnym stanie (czyli więcej chętnych niż miejsc) powinny być kryteria przyjęcia?

Kolejność zgłoszeń? Tak jest w niektórych miastach, i co? Już poprzedniego dnia stoi kolejka, krzesełko turystyczne, termosik z herbatą, lista społeczna, i cała noc pilnowania miejsca!

Kryterium dochodowe? Pomijając kwestię tego że akurat ci „bogatsi” czyli płacący większe podatki utrzymują m.in. przedszkola z których korzystania mieliby być wyłączeni, to jak to udowodnić? Kto jest wystarczająco bogaty, że stać go na prywatną placówkę? Aktualne kryteria MOPS opierają się np. na sytuacji sprzed ponad roku, i mimo zmiany wynagrodzenia na mniejsze lub większe, dla nich jest to bez znaczenia. Jak udokumentować jaka jest sytuacja finansowa rodziny? Mogę zarabiać 2000 i mieszkać wspólnie z mamą, mieć pracę za rogiem, a mogę zarabiać 5000 i mieć 2000 kredytu, obciążeń związanych z opieką na chorym ojcem, drogie dojazdy do pracy, koszt opiekunki odbierającej z przedszkola czy w czasie choroby. To że ktoś ileś zarabia to nic nie znaczy? Co z tego że przyniosę zaświadczenie że w kwietniu mam ileś, a w czerwcu mogę mieć już zupełnie inaczej, i co? Co miesiąc tabun pracowników liczyłby komu się należy a komu nie?

Rodzeństwo w przedszkolu? Kryterium jak najbardziej OK. trudno żeby z jedno dziecko odprowadzać do jednego przedszkola a drugie do innego.

Niepełnosprawne dziecko w rodzinie? Dla mnie też to kryterium jest OK. Rodzice mający niepełnosprawne dziecko potrzebują pomocy, chociażby w opiece nad pozostałymi, bo poświęcają więcej czasu i sił chociażby na rehabilitację tego chorego.

Samotni....Ehhhhh..... Czy naprawdę uważacie to kryterium za całkowicie pozbawione sensu? Czy państwo nie ma za zadanie pomocy tym obywatelom którzy mają mniejsze możliwości „radzenia sobie”? Samotna matka/ojciec ma ciężej, czyż nie? Alimenty dostaje na dziecko (pomijam śmieszną wysokość), a utrzymanie domu i siebie? Na to musi zarobić, tak? Oczywiście można by wymagać że niech zarobi tyle żeby było ją stać na prywatne przedszkole/opiekunkę, ale czy uważacie że to jest OK.? W normalnej rodzinie, gdzie oboje rodzice pracują jest jakby łatwiej. Tak, wiem można podać przypadki bardzo bogatej samotnej i biednej rodziny obojga pracujących, ale to jest demagogia. Nie generalizujmy, ale jednak przyjmijmy jakąś statystyczne prawdopodobieństwo.
No i definicja „samotności”? Słucham? Osoba która ma stan cywilny wolny? Nie. Panny nie, bo „nie chciało im się” bawić w ślub. Wdowy – z całym współczuciem dla sytuacji, też mogą żyć z konkubentem który pełni rolę ojca (finansowo i organizacyjnie). Samotna czyli całkowicie samodzielnie musząca sobie radzić może być mężatka, której mąż ma wyjazdową pracę. A prawdziwie samotna tzn mieszkająca bez ojca dziecka czy innego konkubenta może mieć pomoc w postaci mieszkającej razem niepracującej, chętnej babci.
Ile ludzi – tyle sytuacji życiowych, których nie sposób zdefiniować, a jeszcze jak ktoś się o to pokusi to musi wymyślić jak to ewentualnie miałoby się dokumentować i weryfikować.

Ja też czekam do 13-ej, bo zmieniam przedszkole, choć nie ma nerwa bo 5-latka gdzieś muszą przyjąć. Naprawdę będę się denerwować za 2 lata bo wtedy córka będzie przedszkolakiem.

Zapraszam do dyskusji

<- emama upgrade

I jeszcze jedna "perełka"

SPRYTNIE skalkulowana średnia płaca :)
Przyznam, że zdumiały mnie podane przez Pana Prezesa dane średniej płacy i
zastanawiałam się długo.... jak to możliwe? Przyznam, nie lubię zbyt pochopnie
wyciągać wniosków ale tu był jakiś haczyk... (?) Zdumiało mnie wyłączenie
pracowników centrali... choć gRODy i tak chyba robią tu „niezłą górkę”.
Z uwagi, że bank jako spółka akcyjna trochę danych zobligowany jest
publikować...postanowiłam sprawdzić, jak jest definicją „średniej płacy”, którą
tak zgrabnie posługuje się Pan Prezes w kontaktach z mediami. Ha i mam! Otóż ...
wysokość średniej płacy dla poszczególnych grup pracowników liczona jest w
oparciu nie tylko o płace zasadnicze! A szczególnie intrygujące były wskazane
przez Pana Prezesa dodatki?!

Chcecie wiedzieć w jaki sposób dokonano wyliczeń?

Wysokość średniej płacy została wyliczona jako suma wartości wynagrodzeń
zasadniczych & wartość premii & wartość nagród oraz innych świadczeń wypłacanych
zgodnie z przepisami prawa oraz Układem Zbiorowym...hmmm i tu mamy: odprawy
emerytalne, nagrody jubileuszowe, odprawy z tytułu zwolnień grupowych hmmm i być
może inne takie jak np. odszkodowania i inne, o których teraz nikt nie ma
pojęcia. Te dodatki to w banku PKO BP SA dość pojemne jak widzicie
sformułowanie. I to by wyjaśniało podaną przez Pana Prezesa wartość brutto
średniego wynagrodzenia.

Proponowane podwyżki też wydają się nie najlepiej wyglądać… nawet przy założeniu
optymistycznym, że każdy z wymienionego przedziału płacowego otrzyma górną
wartość zakładanej wartości %. A oto kilka liczb:
Najniżej uposażeni mogą liczyć na maksymalną wartość podwyżki 20% oznacza to, że
wynagrodzenie brutto do 1999 PLN wzrośnie max (!) o 399,80 PLN brutto i po
podwyżce to wynagrodzenie wyniosłoby by 2.398,80 PLN brutto, analogicznie
wynagrodzenie 2000 PLN zmiana max o 15% czyli 300 PLN = 2300 PLN brutto, 2500
PLN max 10% czyli 250 PLN = 2750 PLN, 3000 PLN max 4% czyli 150 PLN = 3150 PLN.
Nie emocjonuje się tym, bo mnie nie dotyczy... ale byłam ciekawa co wydumano w
tej kwestii. Gdyby założyć że obligatoryjnie zostanie to wprowadzone można by
rzec, że drgnęło coś w zakresie podjętej próby wyrównania wynagrodzeń najniżej
zarabiających... mam jednak obawy, że tak się nie stanie, czego oczywiście Wam
nie życzę, bo gdyby zamierzano to zrobić to po cóż jakieś ustalanie wartości
brzegowych, a tak wszystko w rękach.... a za jakiś czas średnia i tak wyjdzie
bardzo przyzwoita i niektórzy będą próbowali wmówić, że otóż nie wiedzieć czego
domagają się Ci pieniacze... przecież zarabiają po 4 tys. brutto.

Ach cyferki, cyferki. ... Wartość, która mogłaby zobrazować problem wynagrodzeń
(tych o które toczy się ta walka) w skali banku, w mojej ocenie powinno zostać
wyliczone jako średnia z sumy wynagrodzeń zasadniczych wszystkich pracowników
oddziałów (bez gRODów i Centrali).
Wówczas można by powiedzieć uczciwie, oto średnia zasadnicza płaca pracownika
zatrudnionego w oddziale PKO BP SA w banku PKO BP SA i taka wartość zapewne
mogła by stanowić jakiś punkt odniesienia.

Następnie wyliczyłabym średnią dla ROD-ów i Centrali, czyli pracowników
wspomagających / kontrolujących procesy sprzedaży i wówczas możemy w jakiś
sposób próbować zestawiać z sobą te wartości i wyciągać wnioski np. jakie są
dysproporcje w wynagrodzeniach pomiędzy wskazanymi jednostkami organizacyjnymi
banku.

Natomiast jeśli „powrzuca” się do tego wszystkie inne świadczenia (wymienione
wyżej) wypłacane zgodnie z przepisami prawa oraz Układem Zbiorowym… hmmm ...
Panie Prezesie i Wy wszyscy święci z zz !....przecież to nawet nie wymaga
komentarza i przyznam, że aż nie chce mi się wierzyć, że Pan Prezes nie ma
świadomości, że z tych danych nic nie wynika... (!?), to... (przepraszam za
wyrażenie) kompletna... sieczka!!!... a nie średnia na podstawie której można
wyciągać jakiekolwiek wnioski... ale medialnie, to i owszem! ... taka średnia
płaca super się prezentuje w gazetce czy TV  Gratuluję pomysłu... ale ludzi
wciąż żal... Trzymajcie się, pozdrawiam

Kredyt Spoleczny (Narodowy) w zyciu spolecznym(Nar

Gość portalu: Franek z Opola napisał(a):

> Jaśku Jaśku, może na początek wyjaśnijmy sobie co to kredyt.
>
> KREDYT [łac.] (pożyczka), odstąpienie przez jedną ze stron (wierzyciela)
> drugiej stronie (dłużnikowi) określonej wartości w pieniądzu lub w towarach,
> na warunkach zwrotu równowartości w określonym terminie; wierzyciel żąda
> zwykle wynagrodzenia w postaci procentu; w zależności od przedmiotu wyróżnia
> się kredyt handl. i kredyt pieniężny, natomiast w zależności od okresu na
jaki
> udziela się k., dzieli się:

(jasiek z toronto) Kredyt pochodzi od slowa CREDO - zaufanie, zawierzenie.
Widze ze nie znasz Laciny i poprostu klamiesz.

(Franek) Jaśku wejdź na stronę www.wp.pl odnajdź link Encyklopedia, wyszukaj
hasło KREDYT, to się dowiesz kto tu kłamie. Chyba że twój biskup z Toronto na
którego powołujesz się wie lepiej niż kadra profesorska wydająca Encyklopedię
Powszechną.

(jasiek z toronto) No wiec skad i na podstawie czego nastepuje emisja
pieniadza? Na podstawie tych w/w kredytow? Czy na podstawie czegos innego?
"SKAD SIE BIORA PIENIADZE???" (i te wszystkie "papiery wartosciowe"... w/w
ktore to tak chetnie banki emituja i spekuluja???)

(Franek) Zbyt obszerny temat abym Ci tu wykład robił, Literatury na ten temat
jest cała masa, ot poczytaj choćby Ekonomię Polityczną Oskara Langego. to
klasyka w tym temacie. – dowiesz się wszystkiego.

(jasiek z toronto) Gdyby tak bylo jak mowisz, to wystarczyloby wybudowac 1000
bankow aby pieniadze pozyczali wszem i wobec, lecz tak nie jest i banki
potrzebuja tych co pozyczaja,

(Franek) O co ci tu chodzi, po to są banki by pożyczać, tym samym zarabiać dla
tych którzy trzymają u nich swoje pieniądze i dla siebie bo nikt nie będzie
pracował za darmo.

jasiek z toronto ) natomiast ci co pozyczaja moga sie obyc bez
bankow.

Franek) oczywiście i obywają się jeśli brakujące środki finansowe mogą
pozyskać gdzieś indziej.

Jasiek) A wiec banki nie moga istniec bez producentow, ale producenci moga
istniec bez bankow (lichwiarzy), bowiem lichwiarze (bankierzy) doskonale
wiedza
ze ich wydrukowane papierki z obrazkiem sa tyle warte ile ten papierek z
obrazkiem, czyli banknot 100 zlotowy jest warty 60 groszy (jego wydrukowanie).
A wiec kto i przy pomocy czego tworzy sile nabywcza aby banknot 100 zlotowy
mial sile nabywcza nabycia realnego towaru znajdujacego sie na polce sklepowej?
Bynajmniej nie banki moj drogi. A wiec kto?

Franek) Jaśku by Ci to wyjaśnić – godzinny wykład – odsyłam do Oskara Langego

>Czy wiesz jaka roznica jest miedzy madrym a mniej madrym?
>Madry mniej madremu nie powie ze jest mniej madry, ale mniej madry
>powie madremu ze jest niedouczony... (a to zaden argument).

Franek) Chrzanisz Ja Ci powiem /w Twoim interesie/ że do Twojej mądrości
daleka droga – i to powinno Cię zdopingować do dalszej nauki. Gdybym Ci tego
nie powiedział, wyświadczyłbym Ci przysługę niedźwiedzią, myślałbyś dalej że
pojadłeś wszystkie rozumy i dalej byłbyś głupi. Ucz się Jasiu ucz, nauka to
potęgi klucz. Zacytuję Ci zdanie z wcześniejszej Twojej wypowiedzi: cyt. „Idz
do jakiegos biskupa i zapytaj go”, - powie Ci to samo. Ucz się chłopie ucz.

Przedostatnia lekcja Jaśku bo szkoda mi czasu na takie bajdużenie.

>Jasiek ) Kredyt Spoleczny (Narodowy) jest de facto rdzeniem Nauki Kosciola
> Katolickiego i nie jest bynajmniej moim wymyslem. Idz do jakiegos biskupa i
>zapytaj go o Kredyt Spoleczny (Narodowy), bo wlasciwie to oni powinni
wyjasniac
>zasade fizycznej ekonomii a nie ja, czlowiek swiecki.

Franek) Jaśku , biskup jest dla mnie autorytetem od spraw wiary, a w
interesach mam lepsze autorytety.

>Jasiek) Ponadto, abys wiedzial napewno co co jest lichwa, oto jej definicja:
>LICHWA JEST TO ZAMIANA TOWARU(produktu) NA CYFRE (gotowke) I NA NIA NALOZONY
>PROCENT.

Jasiu bzdura kto Cię takich definicji uczy / zmień szkołę/ ,ostatnia lekcja

LICHWA, forma stosunków kredytowych między dłużnikiem a wierzycielem,
polegająca na pobieraniu wygórowanych procentów (nawet kilkuset w skali
rocznej) za pożyczone pieniądze; także płacenie zbyt niskiej lub żądanie zbyt
wysokiej ceny za towar; znana już w starożytności, w Polsce od średniowiecza.

Zegnaj Jaśku z Kanady.
Ucz się ucz i jeszcze raz ucz, może kiedyś się spikniemy na forum, bo w
obecnej chwili nie popiszemy sobie więcej, nie obraź się – zbyt duża różnica
poziomów.
Pomyślności Jasiu.
Franek z Opola.

Rosja to nadal trzeci swiat

Czesc,
Bedzie to odpowiedz zbiorcza na temat jaka to Rosja jest swietna a jaka to
Polska jest be. Tak wiec na poczatek troche danych coby przyblizyc nieco ten
rosyjski raj na ziemi i nieco sie dowiedziec o tym kolosie ekonomicznym.
presentation1 napisal, ze PKB Rosji w 2004 wynioslo 1.45bil.$ zapomnial jednak
dodac, ze jest to PKB mierzone parytetem sily nabywczej...realne PKB Rosji w
2004 wynioslo 740 miliardow$. Tak dla porownamia PKB Polski to odpowiednio 490
milardow$ i 250 miliardow$. Co daje PKB/glowe ok. 5000$ w Rosji i ok. 7000$ w
Polsce (PPP 10000$ w Rosji i 14000$). Co jak widac daje roznice ok.40% na krzysc
Polski (niezaleznie czy liczone PPP czy tez nie). Lecimy dalej wasyl.szujski
pyta sie co ma Polska? Bo i tu cytat "Surowców strategicznych nie ma, przemysł
leży na łopatkach, bezrobocie te oficjalne 20%, ludzie za chlebem jeżdzą po
całej Europie, nawet czego przejadać nie ma bo już wszystko wyprzedali i są
bliscy bankructwa jak Argentyna". No to popatrzmy jak ten gigant ekonomiczy
(Rosja) sobie radzi w dziedzine eksport...i tak eksport Rosji w 2004 roku
wyniosl 245 miliardow$ (z czego 80% to byly surowce), eksport Polski w 2004
wyniosl 92 miliardy$ (surowce to mniej niz 10%). Obserwacja: przy ok. 4 krotnie
wiekszej populacji eksport jest tylko 2.5 raz wiekszy. Wnioski prosze wyciagnac
samemu. Idziemy dalej presentation1 napisal, ze 60% populacji w Polsce zyje
ponizej minimum socjalnego...niestety nie napisal skad wzial te dane, niemniej
prosze o zapoznanie sie z definicja minimum socjalnego i nie mieszanie go z
porogiem ubostwa. Nota bene jestem swiecie przekonany ze odsetek populacji w
Rosji ktory zyje ponizej minimum socjalnego mierzonego zgodnie z polska
definicja to cos ok. 80-85%. Ale mniejsza z tym. Kilka razy juz pisalem o czyms
co sie nazywa Human Development Index, jest to z grubsza porownanie poziomow
zycia ludzi w roznych krajach na swiecie. Porownanie to bierze pod uwage nie
tylko wielkos PKB ale rowniez spodziewana dlugosc zycia, smiertelnosc
noworodkow, dostep do opieki zdrowotnej e.t.c. Summa summarum porownanie to daje
b. obiektywny obraz poziomu zycia w danym kraju. Z tego porownania za 2004
(nowszego jeszcze nie ma ale nie sadze aby sie radykalnie zmienilo) wychodzi ze
Genaral HDI dla Polski to 0.858 co daje nam 36 pozycje w swiecie, zas dla Rosji
to jest 0.795 i 62 miejsce w swiecie. Idzmy dalej: smiertelnosc nowordokow
wynosie 6/1000 w Polsce i 16/1000 w Rosji, srednia dlugosc zycia 74.6 lat w Pl i
65.4 w R., prawdopodobienstwo osiagniecia 65 roku zycia wynosi dla kobiet 87% w
Pl i 76.3 w R, dla samcow 69.7% w Pl. i uwaga!! 44.7% w R., prawdopodobienstwo
niedozycia do 60 roku zycia wynosi 15.1% w Pl. i 31.6% w R. i.t.d. e.t.c. Nie ma
najmniejszego znaczenia co chcemy porownywac to porownanie zawsze wychodzi na
korzysc Polski. Jeszcze tyko kilka slow na temat poziomu ubostwa...tak wiec
procent populacji zyjaca za mniej niz 50% sredniego wynagrodzenia wynosi 8.6% w
Pl. i 18.8% w R., natomiast procent ludzi zyjacych ponizej 4$ na dzien to
UWAGA!!! 10% w Pl.i 53% w R. Wszystko z:
hdr.undp.org/reports/global/2005/ (oficjaly raport ONZ'u)
Tak wiec nastepnym razem zanim zacznie sie pie... trzy po trzy wartoby sie bylo
zapoznac z prawdziwa sytuacjia w danym kraju a nie dopasowywac ja do wyznawanej
ideologii. Bo niestety tak juz jest, ze to co piszecie towarzysze ma sie tak do
rzeczywistosci jak demokracja ludowa do demokracji.
To tyle,
yellow

nieprzewidziane skutki artykułu

Gość portalu: Marek napisał(a):

> Panie Obserwacie. Niestety nie sposób się zgodzić z definicją łapówki
> zaprezentowaną przez Izbę Lekarską na zjeżdzie w Mikołajkach. Taka definicja,
> że łapówka ma miejsce wtedy gdy lekarz uzależnia podjęcie działań medycznych od
>
> korzyści majątkowych, a jeżeli owe korzyści dostaje już po dokonaniu zabiegu
> medycznego, to wtedy nie jest to już łapówka, jest definicją tylko i wyłącznie
> sprytnie pomyślaną przez panów doktorów, dla dobra ich samych i całej rzeszy
> kolegów obficie z przyjmowania dóbr materialnych od pacjentów korzystających.

Z tym stwierdzeniem się nie zgadzam. Nie jestem lekarzem ale definicja ta wydaje
mi się by bardzo logiczna. Łapówka nie jest bowiem formą wynagrodzenia pracy a
jedynie formą , która jest wykorzystywana przez osobę zamierzającą skłonić
kogokolwiek do wszczęcia konkretnych działań, , lepiej, szybciej itp wykonanych
niż byłoby to możliwe w określonyh warunkach. Przeglądając wypowiedzi Forum
znalazłam tam stwierdzenia lekarzy, którzy nie przyjmując łapówki infromowali
zainteresowanych, że leczenie jest ich obowiązkiem i, że ewentualne podziękowania
przyjmą po operacji. Nie można z góry zakładać, że chodziło o podziękowanie
materialne. Osoby te stwierdziły również, że większość z deklarująych wcześniej
różne formy gratyfikacji nie zjawiała się.

> Tych biorących przed zabiegami nie jest dużo. Ale po co brać przed
> zabiegiem.Nie ma takiej potrzeby. Weźmy dla przykładu operację, nawet prostą.
> Lekarz ją robi nie przyjmując pieniędzy.I sprytnie. Dostosowuje się do
> definicji z Mikołajek i zabezpiecza się przed ewentualnym niepowodzeniem
> operacji.

Rodzina wcale nie musi się zjawic . I co wtedy taki lekarz ma zrobić. Gdybym ja
chiała brac łapówki to brałabym przed a nie po. Potem Nie ma gwarancji.

Ale gdy operacja "wyjdzie" rodzina tym chojniej zapłaci, to raz, a
> przecież nawet przy prostej operacji trzeba będzie jeszcze wielokrotnie
> odwiedzać pana doktora, więc chcący wyzdrowieć człowiek nie odważyłby się nie
> zapłacić ogólnie panującej stawki za wykonany mu zabieg.Bo stawki , oczywiście
> nieformalne istnieją.Tak więc pan doktor wziął pieniądze, a Izba Lekarska w
> Mikolajkach uchwala, że to nie jest łapówka.Ale to łapówka jest, wzięta tylko w
>
> sposób sprytny.Przed operacją obydwie strony wiedzą, że pieniądze będą dane i
> przyjęte. Jest to dawane przez pacjenta, lub jego rodzinę do zrozumienia panu
> doktorowi i to bardzo wyraźnie. Jest to więc przed zabiegiem i pan doktor ma
> świadomośc , że pieniądze dostanie. Natomiast sam fakt wręczenie pieniędzy
> następuje po zabiegu, ale czy to ma świadczyć, że nastąpiło to z wdzięczności?
> Kto tak twierdzi, ten zamydla oczy.Tak aby z oczywistej łapówki zrobić rzekome
> dobrowolne prawo wyrażenia wdzięczności.

Ocywiśie ja nie twierdzę, że łapownitwa nie ma. Ale jeśli hodzi o merytoryczne
sedno definiji z Mikołajek to się z nim zgadzam.

Jedno ze źródeł płytkiego rozumienia ekonomii

Może trochę pogłębimy ?
>Także ekonomiści nie są wolni od przesądów, także wśród nich trafiają się
>tępaki.
To prawda. Ale jest coś poważniejszego. Ekonomista pamięta, że nogi mu z d..py
wyrastają i że JEGO pieniądze są najważniejsze. Jest zawsze do wynajęcia. Jak
pracuje dla związków zawodowych podaje argumenty o miejscach pracy, jak dla
banku -o rentowności. Zauważ,że prof. ekonomii jak zostaje ministrem to
zapomina o swojej wiedzy ekonomicznej.
Poznęcam się tylko nad Kołodką i Michalskim (vice MF). Opowiadali, a Michalski
dalej opowiada, niepojęte bzdury o rezerwie rewaluacyjnej. Bzdury niegodne
absolwenta technikum ekonomicznego.

>Nie zapominajmy, że ekonomia nie jest nauką ścisłą, ani przyrodniczą.
>Matematyk, fizyk, chemik, biolog czy geolog może nam, dyletantom,
>powiedzieć: „wiem lepiej”. Ekonomista, socjolog czy historyk tego powiedzieć
>nie może, zamiast tego może co najwyżej nam powiedzieć: wiem więcej”.
Główna różnica polega na tym, że ekonomia nie może skorzystać z eksperymentu
jako niepodważalnej metody badawczej. Może tylko korzystać z materiału
historycznego.

>Najprostszy przykład bełkotu ekonomicznego, czyli braku ścisłości
i> „przyrodniczości”, jest określenie pojęć: „eksport” i „import”. Nic
>dziwnego, że ekonomiści plączą się w tym temacie, skoro nie rozumieją pojęć,
>których używają.
To akurat nie jest przykład bełkotu ekonomicznego. To kwestia statystyki.
Definicje eksportu czy importu są zawarte w prawie celnym czy bankowym (piszę o
Polsce). Ekonomiści korzystają z takich danych statystycznych jakie są dostępne.

>Mam nadzieję, że z czasem powstanie precyzyjna definicja „eksportu”,
>sformułowana w kategoriach ekonomicznych, a nie taki bełkot polityczny, jaki
>mamy dzisiaj.

Nie powstanie. W ekonomii taka definicja jest zbędna. Musiałaby liczyć parę
stron tekstu i być corocznie aktualizowana. Znana teoria handlu zagranicznego
Ohlina traktuje handel zagraniczny jako rodzaj wymiany ponadregionalnej. I to w
zupełności wystarczy. Ricardo też nie potrzebował definiować eksportu inaczej,
niż jako wywóz towaru za granicę.

>„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona jest w
>walucie innej niż waluta, której producent używa do wypłacania wynagrodzenia
>osobom wytwarzającym sprzedane dobra.”

A wyobraź sobie producenta programu komputerowego sprzedawanego w Polsce, przez
polskiego producenta, robionego przez hinduskich programistów.

>„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona jest w
>walucie innej niż waluta, której producent sprzedanych dóbr używa do płacenia
>podatków wynikających bezpośrednio z tej produkcji.”
A jak 2 polskie przedsiębiorstwa określą cenę w dolarach?

>„Eksport to taka sprzedaż dóbr, której wartość (transakcji) określona jest w
>walucie innej niż waluta, której producent sprzedanych dóbr używa do
>kupowania maszyn i surowców do tej produkcji.”
Producent kupuje i sprzedaje w Polsce. Z dostawcą rozlicza się w złotówkach,
cenę sprzedaży własnej produkcji określa w dolarach.

Ja wiem, że polskie prawo dewizowe zabrania ustalania cen transakcji pomiędzy
podmiotami polskimi w dewizach. Ale po pierwsze klauzula o równowartości w zł
odpowiedniej kwoty w dolarach jest legalna, po drugie idzie o ekonomię, nie o
prawo.

>Wiem, że ekonomia tak postrzegana wydaje się trudniejsza niż termodynamika,
>ale w przyszłości fizycy sobie z tym poradzą.

Fizycy na pewno sobie z tym poradzą. Niestety Duerrenmat już tego nie opisze.

Żałosne są wysiłki Watykanu, aby namącić w UE

Tylko zachód!
Gość portalu: siedem napisał(a):

> szkielet moralny i polityczny unii tworzy sie z
> miedzynbarodówki socjaldemokratycznej.

Chciałeś napisać „międzybankówki”? Uważam że wielki kapitał ponadnarodowy
dobrze służy pomyślnemu rozwojowi światowemu. Wejście do UE wciągnie Polskę
silniej do obszaru działania wielkich zachodnich finansistów i ponadnarodowych
funduszy inwestycyjnych.

> doskonale wiesz ze socjalizm w 20 wieku
> przyniosl biede, lzy i smierc i nic nie wskazuje na to by w 21 mialo byc
inaczej.

Mnie tego nie musisz mówić. Wszystko wskazuje na to, że jest tak samo, a nawet
gorzej. Takiej biedy jak w Korei Pn. czy na Białorusi lub Kubie nigdy w PRL nie
było. Wejście do UE daje nam pewność, że żadne koniunkturalne fluktuacje
polityczne w Polsce nigdy już nie zagrożą nam powrotem socjalizmu.

Dla mnie najważniejszą zaletą UE, właściwie drugą, bo najważniejsza to troska o
środowisko, normy i kary dla trucicieli, bez UE nasi truciciele i łapówkarze
szybko zyskaliby przewagę nad uczciwymi ekologami, a więc drugą (chyba że o
czymś zapomniałem) zaletą Unii jest mnogość i różnorodność powiązań i
zobowiązań wzajemnych, jakie powstaną. Nawet jeśli w przypływie chwilowego
szaleństwa wybralibyśmy koalicję Samoobrony, LPR i PSL na koalicję rządzącą, to
i tak zbyt wiele nie będą w stanie zepsuć. Przez 4 lata nie zdążą pozrywać
wszystkich umów, nie zdążą znacjonalizować biznesów, nie zdążą pozmieniać tylu
przepisów, nie zdążą zamknąć granic i odebrać mediom wolności – jednym słowem:
nie zdążą zrobić socjalizmu przed następnymi wyborami.

Gdybyśmy pozostali poza Unią, to jakie mam gwarancje, że nowy lewicowy rząd
nagle nie zamknie granic, nie ogłosi nacjonalizacji i nie wprowadzi rubla
wzorem Białorusi? Przekonałem się obserwując Samoobronę, LPR i PSL w akcji, że
te trzy partie są zdolne do każdego sabotażu i do każdej zdrady, byle tylko
zdobyć władzę, a widząc jakim poparciem się cieszą, czuję, że tylko integracja
z wolnym światem zabezpiecza nas przez taką postsowiecką dywersją.

> acha: od twojego pokolenia wiele razy juz slyszalem ta arabska bajke w
> wersji " ty nie wiesz co to jest zyc przed 89 dlatego nie doceniasz jujnii"

Przed tym właśnie ostrzegał Fedorowicz: jeżeli nie zrobimy skansenu socjalizmu,
aby młodzież mogła obejrzeć na własne oczy, jak np. w pustych sklepach kupowało
się na kartki, jak czekało się na kelnera, jak urzędnicy traktowali petentów,
jak w hotelach traktowano gości, jak funkcjonowała cenzura i publiczne media,
jakie akademie ku czci odbywały się w szkołach, jak pracowano społecznie i na
czynach partyjnych, jak wyglądała praca w pracy, jak niszczono psychicznie
dzieci i młodzież w domach dziecka, poprawczakach i zawodówkach, jak gnojono
dorosłych, którzy nie podlizywali się swoim partyjnym przełożonym, jak gnojono
studentów, którzy rozumieli więcej od swoich wykładowców ... mam już dość tych
wspomnień ... Fedorowicz ostrzegał, że za 20 lat, gdy powiesz jak było, młody
człowiek powie ci: „tak, wiem, socjalizm był okropny, setki razy już to
słyszałem”, ale gdy opowiesz mu coś ze szczegółami, to pomyśli sobie: „stary
fantazjuje jak to stary, przecież to niemożliwe, tak być nie mogło, to absurd!”.

Jestem w stanie zrozumieć punkt widzenia, że to jest przeszłość, która wrócić
nie może, tak jak rozbita szklanka nie może być sklejona, że stara definicja
socjalizmu (biznes własnością państwa) jest nieaktualna, że teraz kapitalizm
oznacza że podatek jest liniowy, a socjalizm to jest to, co jest w USA i
Kanadzie, gdzie bokser płaci 80% czy 90% podatku od wynagrodzenia, gdy „za
dużo” zarobi (a może Ty używasz jeszcze innej definicji socjalizmu?). Używajcie
sobie starych słów w nowych znaczeniach, a ja się przyzwyczaję.

Ale nie przyzwyczaję się do rzeczywistej przemiany wartości, do takiego
manipulowania teraźniejszością aby dobro nazywać złem, gdy tymczasem tuż za
naszymi wschodnimi granicami dawni nasi oprawcy znów wprowadzają rubla i wciąż
pielęgnują ten sam stary zbrodniczy socjalistyczny system, który dla was jest
tak niby zamierzchłą przeszłością, że zmieniliście nawet znaczenie
słowa „socjalizm”. Gdy widzę, że nasz najbliższy sojusznik – USA – walczy z
sowieckimi reżimami w Serbii czy Iraku, widzę też, ile wciąż w Polsce jest
sympatii dla starego socjalizmu i dla krwawych dyktatorów w starym klasycznym
stalinowskim stylu. Nigdy nie uwierzę w dobrą wolę i szczerość ludzi, którzy
popierali Saddama i Miloszewicza, a jednocześnie krytykują zachód za to, że
jest nazbyt socjalistyczny.